Czy opłaca się odchodzić ze Śląska?
W ciągu ostatnich kilku lat Śląsk Wrocław odniósł cały szereg sukcesów. Zdobył złoty, srebrny i brązowy medal Ekstraklasy, a także Superpuchar Polski. Ponadto udanie zaprezentował się w europejskich pucharach. Dzięki dobrej grze w zielono-biało-czerwonych barwach kilku zawodników miało okazję zadebiutować w reprezentacji Polski. Mimo to, w ostatnich latach z naszym klubem pożegnało się ponad 30 piłkarzy.
Powody tych licznych pożegnań były różne. Część graczy odeszła, gdyż dostała propozycje nie do odrzucenia. Inni opuścili Wrocław po zakończeniu kontraktów. Jeszcze inni nie byli skłonni zaakceptować warunków nowej umowy. Z częścią zawodników umowy rozwiązano za porozumieniem stron. Znalazło się też kilku piłkarzy, którzy nie chcieli dłużej grać w naszym klubie. Czy była to dobra decyzja? Czy po opuszczeniu Wrocławia nasi piłkarze zaliczyli sportowy awans? A może gra w Śląsku była szczytowym osiągnięciem ich kariery? Postanowiłem sprawdzić jak potoczyły się dalsze losy byłych wrocławskich piłkarzy.
Odeszli do lepszych klubów
Tomasz Jodłowiec
To chyba jedyny piłkarz, który po odejściu ze Śląska zaczął odnosić jeszcze większe sukcesy. W 2013 roku obrońca po zaledwie półrocznym pobycie opuścił Wrocław i zasilił szeregi Legii Warszawa. W barwach stołecznego klubu już w pierwszym sezonie sięgnął po mistrzostwo i Puchar Polski. Rok później zdobył mistrzowski tytuł po raz drugi. Ogólnie w barwach Legii Jodłowiec rozegrał ponad 100 meczów strzelając w nich 13 bramek. Jego dobra gra zarówno w lidze jak i europejskich pucharach została zauważona przez Adama Nawałkę, który znów zaczął powoływać defensywnego pomocnika do reprezentacji. Można powiedzieć, że po odejściu ze Śląska Jodłowiec zdołał zaliczyć sportowy awans.
Waldemar Sobota
Przybył do Śląska z trzecioligowego MKS-u Kluczbork i od razu stał się ulubieńcem wrocławskich kibiców. W ciągu trzech lat filigranowy pomocnik rozegrał W barwach Śląska 120 spotkań, w których strzelił 19 bramek i zaliczył 21 asyst. Z wrocławskim klubem zdobył złoty, srebrny i brązowy medal T-Mobile Ekstraklasy oraz Superpuchar Polski.
W sierpniu 2013 roku Sobota podpisał czteroletni kontrakt z belgijskim Club Brugge. Belgowie zapłacili wówczas za niego milion euro. Reprezentant Polski w pierwszym sezonie w Belgii radził sobie bardzo dobrze. Zagrał w 32 spotkaniach, zdobywając 6 goli i 5 razy asystując. W kolejnym sezonie nie było już tak różowo. Polski skrzydłowy stracił miejsce w pierwszym składzie, zagrał zaledwie w 11 meczach i nie strzelił ani jednej bramki. W styczniu 2015 rozczarowany trener Michel Preud’homme wypożyczył go do FC St. Pauli, które broniło się przed spadkiem z drugiej ligi niemieckiej. Tu jednak wiodło się Sobocie niewiele lepiej. Polak nie zdołał wywalczyć miejsca w pierwszej jedenastce, strzelił tylko dwie bramki i nie miał ani jednej asysty. W klasyfikacji kanadyjskiej (bramki + asysty) drugiej Bundesligi znalazł się dopiero na 213 miejscu. Na szczęście St. Pauli cudem się utrzymało, z zaledwie 1 punktem przewagi nad drużynami spadającymi do trzeciej ligi.
Po zakończeniu sezonu Sobota wrócił do Bruggii, ale szanse na jego występy w klubie są minimalne. Wygląda także na to, że skrzydłowy na dobre stracił miejsce w reprezentacji Polski. Dwa lata po opuszczeniu Śląska kariera Soboty stanęła w miejscu.
Jarosław Fojut
W barwach Śląska Wrocław Jarosław Fojut rozegrał 63 mecze. W styczniu 2012 roku, w połowie drogi Śląska po mistrzostwo Polski, Fojut podpisał przedwstępną umowę z Celtikiem Glasgow. Jednakże poważna kontuzja kolana sprawiła, że Celtic zrezygnował z transferu, a piłkarz pozostał na lodzie. Po wielu miesiącach leczenia kontuzji były obrońca Śląska podpisał kontrakt z Tromsoe IL. Norweski klub zakwalifikował się do Ligi Europejskiej, ale nie mógł tego pogodzić z grą w rodzimych rozgrywkach i... w tym samym sezonie spadł do drugiej ligi. Gra w drugiej lidze norweskiej do prestiżowych zajęć nie należy, więc mający wyższe ambicje Fojut po kilku miesiącach przeszedł do Dundee United. To drużyna, która cztery lata temu została ograna przez Śląsk w eliminacjach Ligi Europejskiej. Jeśli uznamy, że szkocka liga to mniej więcej poziom naszej Ekstraklasy, to można powiedzieć, że dużej kariery po odejściu ze Śląska Fojut nie zrobił.
Łapczywi na pieniądze
Przemysław Kaźmierczak
W ostatnim sezonie w barwach Śląska Przemysław Kaźmierczak był już tylko cieniem samego siebie. Najczęściej człapał bezproduktywnie po boisku lub oddawał strzały 3 metry nad bramką. Mimo to nie chciał przedłużyć wygasającego kontraktu ze Śląskiem. Choć wiedział, że zupełnie niedawno nasz klub stanął na krawędzi upadku, nie chciał się zgodzić na niższą pensję. Zamiast tego ciągle opowiadał o zainteresowaniu nim ze strony zagranicznych klubów. Na szczęście menagerowie tych klubów nie czytają bajek i ostatecznie były pomocnik Śląska wylądował w Górniku Łęczna. W 20-tysięcznej Łęcznej "Kaz" rozegrał tylko osiem spotkań. Tuż przed meczem 10. kolejki (ze Śląskiem Wrocław) Kaźmierczak nabawił się kontuzji prawego kolana. Okazało się, że był to jeden z najgroźniejszych urazów w całej karierze piłkarza. To samo kolano dokuczało Kaźmierczakowi już podczas gry w Śląsku. We Wrocławiu przeszedł wówczas zabieg, ale najwyraźniej w Łęcznej uraz się odnowił. Lekarze zapowiedzieli Kaźmierczakowi pół roku bez piłki. Wątpliwe, żeby 33-letni pomocnik wrócił kiedykolwiek do formy jaką prezentował kiedyś w Śląsku, nie mówiąc o tej, którą zachwycał przed laty w barwach FC Porto. Wszystko wskazuje na to, że powoli zbliża się zmierzch tego piłkarza.
Marian Kelemen
Dostał od działaczy Śląska propozycję przedłużenia kontraktu. Jednak by ratować finanse klubu Śląsk zaproponował Słowakowi sporą obniżkę zarobków. Nie było już mowy o tak gigantycznych pieniądzach jakie bramkarz zarabiał do tej pory. Dla Kelemena było to niedopuszczalne. Słowacki bramkarz nie zgodził się na nowe warunki i nie podpisał umowy. W efekcie wrócił do domu i czekał na inne oferty. Te jednak nie nadchodziły i Słowak spędził bezczynnie aż 10 miesięcy! Dopiero wtedy zgłosiła się do niego drużyna FK Pribram, po tym jak kontuzji doznał podstawowy bramkarz Marek Bohac. Kelemen podpisał kontrakt do końca sezonu i walczy o utrzymanie w czeskiej ekstraklasie.
Adam Kokoszka
Po odejściu ze Śląska Adam Kokoszka znalazł uznanie w oczach działaczy Torpedo Moskwa. Były wrocławski stoper szybko wskoczył do składu i rozegrał w moskiewskiej drużynie 22 mecze. Niestety po kilku miesiącach pojawiły się w rosyjskim klubie problemy finansowe. Kokoszka rozwiązał umowę z powodu niewypłacanych pensji i zostawił swoją drużynę na przedostatnim miejscu w rosyjskiej Premier Lidze. Obecnie jest bez klubu i rozgląda się za nowym pracodawcą.
Dalibor Stevanovic
Podobnie jak Adam Kokoszka, podpisał kontrakt z Torpedo Moskwa. W barwach rosyjskiego klubu rozegrał 25 meczów. Wygląda na to, że w Moskwie Słoweniec pokazuje podobne zaangażowanie w grę jakie miał w barwach Śląska, gdzie do historii przeszła jego słynna gra na alibi. Drużyna Torpedo przegrywała bowiem w tym roku mecz za meczem (zaledwie 6 zwycięstw w 30 kolejkach!) i ostatecznie spadła do rosyjskiej drugiej ligi.
Nie spełniali wymagań klubu
Wojciech Pawłowski
Był przez pewien czas czołowym bramkarzem Ekstraklasy i szybko został wypatrzony przez włoskie Udinese. To chyba wtedy woda sodowa uderzyła mu do głowy i nigdy już nie przestała tam buzować. We Wrocławiu Pawłowski okazał się całkowitym niewypałem i klub pożegnał się z nim bez żalu. "Solid keeper" trafił do walczącej o utrzymanie w I lidze Bytovii Bytów, ale nawet tam... przegrał walkę o pierwszy skład i wylądował na ławce rezerwowych.
Tadeusz Socha
Kariera wychowanka Śląska to jazda po równi pochyłej. Im starszy, tym gorszy. Po zakończeniu kontraktu z WKS-em Socha wylądował w Bytovii Bytów, gdzie walczył o utrzymanie w I lidze. Niestety, w Bytowie Socha prezentuje chyba podobny poziom jak we Wrocławiu. W niedawnym meczu z Miedzią Legnica ujrzał czerwony kartonik za... trafienie butem w głowę zawodnika Miedzi. Mimo to Bytovia zakończyła rozgrywki I ligi na 13. miejscu i zapewniła sobie utrzymanie.
Skonfliktowani
Rok Elsner
Zapisał w Śląsku piękną kartę, a jego bramka w mistrzowskim meczu z Wisłą na zawsze przeszła do historii klubu. W sezonie 2012/13 Słoweniec grał jednak coraz gorzej, do tego doszły nieporozumienia z trenerem Stanislavem Levym i ostatecznie wrocławski klub nie przedłużył z nim umowy. Po opuszczeniu Wrocławia Elsner w ciągu zaledwie dwóch lat zdążył zaliczyć aż 4 kluby. Niestety była to droga w dół. Słoweniec zaczął swoją futbolową tułaczkę podpisując kontrakt z 3-krotnym mistrzem Grecji, Arisem Saloniki. Jednak w greckiej drużynie spędził zaledwie pół roku. Klub walczył o utrzymanie w lidze, a dodatkowo borykał się z dużymi problemami finansowymi. Elsner opuścił Saloniki i trafił w dobrze sobie znane miejsce - do norweskiego FK Haugesund, w którym grał... przed przejściem do Śląska Wrocław w roku 2011. Jednak i tam pomocnik zabawił tylko pół roku. Następne półrocze spędził w niemieckim Energie Cottbus, gdzie szybko usiadł na ławce rezerwowych. W marcu 2015 trafił do grającej w I lidze polskiej Olimpii Grudziądz, gdzie … znów podpisał kontrakt na pół roku. 29-letni Słoweniec od razu wskoczył do pierwszej jedenastki Olimpii. Ostatecznie jego drużyna zakończyła sezon na czwartym miejscu I ligi, do czego znacząco przyczynił się sam Elsner, który w 12 meczach trzykrotnie umieszczał piłkę w bramce rywali. Po zakończeniu kontraktu słoweński pomocnik poszukuje nowego klubu.
Sebino Plaku
Albański pomocnik okazał się we Wrocławiu zupełnym rozczarowaniem. Miał być szybki i bramkostrzelny, a był wolny i nieskuteczny. Ponadto za żadne skarby nie chciał obniżyć warunków swojego kontraktu. Po wielomiesięcznym konflikcie z klubem w lutym 2015 Izba ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN rozwiązała jego kontrakt ze Śląskiem Wrocław. Plaku próbował się jeszcze zaczepić w kilku polskich klubach (m.in. Ruch Chorzów i Olimpia Grudziądz), ale nie znalazł uznania w oczach trenerów. Ostatecznie pomocnik wrócił do Albanii i trenuje w drużynie FK Tirana. O meczach w europejskich pucharach może już tylko pomarzyć.
Nie chcieli dla nas grać
Marcin Kowalczyk
Pojawił się we Wrocławiu po nieudanych przygodach w Dynamo Moskwa i Zagłębiu Lubin. W Śląsku rozegrał 36 spotkań. W tym czasie dał się poznać jako solidny obrońca mogący także grać na pozycji defensywnego pomocnika. We Wrocławiu Kowalczyk odbudował się, a nawet trafił do reprezentacji. Doceniając dobrą formę piłkarza wrocławski klub postanowił przedłużyć z nim umowę. Śląsk wykorzystał przy tym zapis, który dawał mu możliwość przedłużenia kontraktu z Kowalczykiem o kolejne dwa lata. Niestety w czasie negocjacji okazało się, że piłkarz w tajemnicy złożył wcześniej podpis pod kontraktem z rosyjską Wołgą Niżny Nowogród. Sprawa trafiła do sądu piłkarskiego, ale wrocławski klub nic nie osiągnął i Kowalczyk wyjechał grać do Rosji. Niestety dla niego Wołga szybko spadła z rosyjskiej ekstraklasy. Po spadku klub Polaka postanowił obniżyć swoim zawodnikom zarobki. Obrońca się na to nie zgodził, rozwiązał umowę i wrócił do Polski. Ponieważ był bez klubu, dla podtrzymania formy ćwiczył wówczas w drużynie Dolcana Ząbki i czekał na nowe oferty. Po kilku tygodniach Kowalczyk podpisał kontrakt z kolejnym rosyjskim klubem. Obrońca trafił do FK Tosno, które występuje obecnie w drugiej lidze. Swoimi decyzjami Kowalczyk zepsuł swoją dobrze zapowiadającą się karierę i chyba na zawsze oddalił się od reprezentacji.
Lukas Droppa
Był związany z klubem z Oporowskiej przez półtorej roku. Początkowo wydawał się solidnym wzmocnieniem linii pomocy wrocławskiej drużyny. Niestety im bliżej było do końca kontraktu tym gorzej się działo na linii zawodnik - klub. Ciągłe kontuzje czeskiego pomocnika nie znajdywały potwierdzenia w badaniach sztabu medycznego. Snuto przypuszczenia, że Czech symuluje kontuzję pleców, żeby mieć pewność, że Śląsk nie przedłuży z nim umowy i będzie mógł opuścić Wrocław jako wolny zawodnik. Ponadto trenerowi Tadeuszowi Pawłowskiemu nie podobały się wypowiedzi Czecha w mediach. Gwoździem do trumny dla Droppy okazał się dzień 30 kwietnia. Czech stawił się przy Oporowskiej w stanie wskazującym. Wezwana na miejsce policja zmierzyła mu w wydychanym powietrzu 0,93 promila alkoholu. Kilka dni później kontrakt z Lukasem Droppą został rozwiązany za porozumieniem stron. Od tej chwili piłkarz pozostaje bez klubu.
Podsumowanie
Nie starczyłoby miejsca ani czasu, żeby dokładnie opisać kariery wszystkich piłkarzy, którzy grali kiedyś we Wrocławiu. Przygotowałem jednak małe zestawienie, które pokazuje do jakich trafili klubów. Znamienne, że zdecydowana większość z nich po odejściu ze Śląska już nigdy żadnych wielkich sukcesów nie osiągnęła. Poza nielicznymi wyjątkami pozostawali na tym samym poziomie albo zaliczali solidny "zjazd" nie mieszcząc się w składach zupełnie przeciętnych drużyn. O czym to świadczy? Czy o braku odpowiednio wysokiej klasy sportowej? A może pokazuje to tylko po raz kolejny, że piłka nożna jest sportem zespołowym, w którym składająca się z przeciętnych graczy, ale dobrze ułożona i zgrana drużyna jest w stanie sięgnąć po wielkie sukcesy? Czyż nie tak było z mistrzostwem Polski dla Śląska Wrocław w sezonie 2012? Czy nie w ten właśnie sposób drużyna Grecji wygrała mistrzostwo Europy w roku 2004? Indywidualni gracze wyjęci z obu drużyn tracą wiele na swojej wartości. Prawie żaden z nich nie był w stanie sięgnąć po sukcesy w innym środowisku. Jednak w swojej drużynie potrafił sięgać po rzeczy wielkie. Siła drużyny jest bowiem większa niż suma umiejętności jednostek ją tworzących. Warto o tym pamiętać.
Tekst został przygotowany przez wiernego czytelnika ŚLĄSKnetu.