Tadeusz Pawłowski: Drużyna jest głodna sukcesu
- Sam też staram się dbać o to, żeby drużyna wierzyła w siebie, potrafiła sobie poradzić mentalnie. Nie ma przeciwników lepszych czy gorszych, choć oczywiście innego kalibru jest mecz z Legią, a innego z Niecieczą, ale za oba przyznawana jest taka sama liczba punktów. W każdym kolejnym, niezależnie od tego jak nazywa się rywal, wychodzimy po zwycięstwo. Nie ma kalkulacji, że gramy na remis, defensywnie. Wiedzieliśmy, że w Szczecinie czeka nas ciężki mecz, ale cieszę się, że drużyna umiała się podnieść - powiedział trener Pawłowski na konferencji przed meczem z Termalicą Bruk-Bet Nieciecza.
Najwyższy czas, żebyśmy zaczęli punktować w lidze. Chciałbym w kolejnym meczu odnieść pierwsze zwycięstwo w ekstraklasie. Mieliśmy bardzo komfortową sytuację – cały tydzień, aby przejść normalny cykl szkoleniowy. Wcześniej było to trochę zaburzone, bo graliśmy dwa mecze w tygodniu, a teraz możemy więcej czasu poświęcić na trening. Naturalnie, jeszcze są braki, niedoskonałości. Uważam jednak, że mam dużo większy komfort niż w zeszłym sezonie. W Szczecinie mogliśmy trochę porotować składem. Mimo zmęczenia drużyna zagrała bardzo ambitnie, dlatego bardzo optymistycznie podchodzę do niedzielnego spotkania.
Czy coś dzieje w sprawie transferu Roberta Picha?
Oficjalnie nic się nie dzieje.
Czy Biliński nie potrzebuje jakiegoś sparingu ze słabszym zespołem, aby mógł nabrać trochę pewności siebie?
Nie, bo dążyliśmy do tego, aby móc trochę potrenować. W Szczecinie zagrał 90 minut. Ja go obserwuję na treningu i widzę bardzo dużą tendencję zwyżkową. Strzela na treningach i na pewno będzie strzelał także w niedzielę.
Jak Pan ocenia dotychczasową grę Marcela?
Marcel bardzo potrzebuje czasu, jest z nami dwa tygodnie. Musi poznać zespół, a zespół jego. Jestem zadowolony z tego co do tej pory, choć nie jest to jeszcze to, czego oczekujemy w przyszłości. Myślę, że jest na dobrej drodze.
Czy nie jest to pod względem mentalnym dla was jeden z trudniejszych meczów? Termalica przegrała trzy ostatnie spotkania. Jeśli wygracie, będzie w porządku, a jeśli nie - spadnie na was dużo krytyki.
Tak, zdaję sobie z tego sprawę. Pierwszym zadaniem będzie zdominowanie przeciwnika. Do tej pory w lidze nie mieliśmy z tym problemu. Analizowaliśmy jak gra Nieciecza, mieliśmy dziś także trening taktyczny. Drużyna jest głodna sukcesu.
Mija już kilka miesięcy pracy z doktor Moroch. Czy trener może się pokusić jakieś pierwsze wnioski?
Na początku mówiłem, że pierwsze owoce przyjdą po dłuższym okresie. Zostały przełamane pierwsze lody, chłopcy zrozumieli, że warto współpracować z panią doktor. W tej chwili rozmowy są bardziej intensywne, szczere. Wszystko odbywa się teraz na dużo lepszym poziomie niż wcześniej. Będziemy chcieli rozszerzyć to także na akademię. Z każdym dniem będzie lepiej. Ja sam też staram się dbać o to, żeby drużyna wierzyła w siebie, potrafiła sobie poradzić mentalnie. Nie ma przeciwników lepszych czy gorszych, choć oczywiście innego kalibru jest mecz z Legią, a innego z Niecieczą, ale za oba przyznawana jest taka sama liczba punktów. W każdym kolejnym, niezależnie od tego jak nazywa się rywal, wychodzimy po zwycięstwo. Nie ma kalkulacji, że gramy na remis, defensywnie. Wiedzieliśmy, że w Szczecinie czeka nas ciężki mecz, ale cieszę się, że drużyna umiała się podnieść. Ale o tym, że nasza gra nie była perfekcyjna – oczywiście wiemy.
Jak pracujecie nad wykończeniem sytuacji?
W tym tygodniu wiele nad tym pracowaliśmy. Myślę, że teraz będzie z tym coraz lepiej. Będę bardzo szczęśliwy, jeśli zdobywanie bramek rozłoży się na większą liczbę zawodników. Będę wymagał tego również od pomocników – Hateleya, Hołoty czy Gecova.
Jak wygląda obecnie przyszłość Michała Janoty?
Decyzja jest i niedługo ją państwo poznacie.