Co słychać u zgód?
przegladsportowy.pl; gdansk.naszemiasto.pl; miedzl | skomentuj (0)
Przerwa reprezentacyjna dla Wisły Kraków i Lechii Gdańsk, remis Miedzi Legnica oraz porażki Motoru Lublin i SFC Opavy.
Wisła Kraków
Krzysztof Mączyński będzie mógł zagrać w niedzielnym meczu Wisły z Termaliką. Niewiele jednak brakowało, aby podczas występu w eliminacjach mistrzostw Europy przeciwko Irlandii doznał kontuzji, która wykluczyłaby go z gry na kilka miesięcy i postawiłaby pod znakiem zapytania jego udział we francuskim EURO.
– Kolano wykrzywiło się mocno, bo źle stanąłem. Błyskawicznie więc odciążyłem lewą nogę, dlatego spadłem na prawą i tyłek. Po prostu wiedziałem jak się zachować. Instynkt zadziałał, bo właśnie tę nogę miałem operowaną dziewięć lat temu – opowiadał Mączyński. – Powiem wprost, gdybym maksymalnie obciążył lewą nogę przy upadku, to doszłoby do zerwania więzadeł krzyżowych. Na sto procent. Oczywiście zdawałem sobie sprawę z tego, że konsekwencje następnego dnia będą i były, bo kolano jest lekko zablokowane, ale to nie jest nic poważnego. Teraz przejdę specjalny zestaw ćwiczeń dostosowanych do tego typu mikrourazów i na pewno będę gotowy na niedzielę – dodaje.
Następny mecz: Wisła Kraków – Termalica Bruk-Bet Nieciecza, niedziela 18 października godz. 15:30 (Ekstraklasa, Kolejka 12)
Lechia Gdańsk
Jakub Wawrzyniak, Sławomir Peszko, Sebastian Mila, Ariel Borysiuk, Rafał Janicki i Grzegorz Wojtkowiak - ci zawodnicy otrzymali we wtorek od Lechii Gdańsk prezenty za to, że dołożyli swoją cegiełkę w walce o awans do Euro 2016.
W specjalnej drewnianej skrzynce znalazły się takie rzeczy jak: czerwone wino Cuvee Maurin, tradycyjny francuski ser Camembert, owczy ser Margalet, konfitury do serów, pasztet z dzika i jałowce.
- Sławek, oj będziesz zadowolony - żartował Sebastian Mila w kierunku Sławomira Peszki tuż po otwarciu skrzynki.
Swój wkład w sukces reprezentacji Polski, jakim jest awans do finałów przyszłorocznych mistrzostw Europy, mieli zawodnicy gdańskiej Lechii, niektórzy większy, inni mniejszy, ale nie zmienia to faktu, że to właśnie biało-zieloni mieli najliczniejszą delegację w kadrze w tym sezonie reprezentacyjnym. Na jej zgrupowaniach przewinęło się bowiem aż sześciu zawodników, którzy na co dzień grają w Lechii.
Następny mecz: Lechia Gdańsk – Górnik Zabrze, piątek 16 października godz. 18:00 (Ekstraklasa, Kolejka 12)
Miedź Legnica
W meczu 12. kolejki I ligi Miedź zremisowała z GKS Bełchatów 1:1, choć grała znacznie lepiej i stworzyła więcej sytuacji bramkowych. Legniczanie m.in. nie wykorzystali rzutu karnego, trafili w słupek, kilka razy ich strzały obronił bramkarz GKS, a w innych sytuacjach piłka mijała bramkę… - Punkt zdobyliśmy szczęśliwie. Do przerwy gospodarze mogli prowadzić 3:0 – przyznał po meczu Rafał Ulatowski, trener GKS. Mimo remisu gra Miedzi w tym spotkaniu mogła się podobać.
W pierwszej połowie oglądaliśmy jedną bramkę. W 23. min prawym skrzydłem pomknął Łobodziński, dośrodkował płasko w pole karne, piłkę przedłużył jeszcze Garguła, a Ślusarski wbił ją do siatki z najbliższej odległości. Ale skromne prowadzenie Miedzi po 45 minutach było zdecydowanie najniższym wymiarem kary dla gości, bo Miedź grała zdecydowanie lepiej, często gościła w polu karnym rywala i mogła strzelić kilka bramek więcej, gdyby była nieco bardziej skuteczna. Najlepsze okazje legniczanie zmarnowali w 18. i 45. min. W pierwszej po uderzeniu głową Łobodzińskiego jeden z obrońców zatrzymał piłkę ręką, za co sędzia podyktował rzut karny, ale strzał Garguły obronił Lenarcik. W drugiej sytuacji tuż przed końcem pierwszej części meczu, po kapitalnej akcji prawą stroną boiska, Bartczak minął rywali i strzelił mocno na bramkę, ale trafił tylko w słupek. Goście próbowali się odgrywać głównie kontrami, które napędzał szybki Wroński, ale o ich niemocy w ofensywie najlepiej świadczyła akcja z 42. min, gdy Stanisławski miękko wrzucił piłkę w pole karne Miedzi, ale… nie było tam żadnego z jego kolegów.
W drugiej połowie gra się trochę wyrównała, choć wydawało się, że Miedź ma wydarzenia boiskowe pod kontrolą. Niestety, chwila nieuwagi okazała się bardzo kosztowna. W 80. min po dośrodkowaniu ze stałego fragmentu gry GKS wyrównał – piłka po interwencji Smuga trafiła na nogę Gierszewskiego, który wbił ją do siatki. Legniczanie mogli mecz rozstrzygnąć na swoją korzyść w samej końcówce. Ale strzał Labukasa zatrzymał na linii bramkowej Lenarcik, a uderzenia Ślusarskiego i Gancarczyka poszybowały nad bramką. Na pomeczowej konferencji prasowej trener gości tryskał dobrym humorem. – Humor mi dopisuje, bo ten punkt zdobyliśmy bardzo szczęśliwie. Do przerwy gospodarze mogli prowadzić 3:0 i byłoby po meczu. Ale determinacja i dobrze rozegrany stały fragment dały nam remis – przyznał Rafał Ulatowski. – Jestem zadowolony z gry, z tworzonych sytuacji bramkowych, ale nie z wyniku. Graliśmy dobrze i musimy iść tą drogą w następnych meczach. Wierzę, że tak grając, dodając do tego skuteczność, stać nas na wygranie kilku meczów z rzędu – mówi Ryszard Tarasiewicz, trener Miedzi.
Następny mecz: Sandecja Nowy Sącz – Miedź Legnica, sobota 17 października godz. 17:00 (I liga, Kolejka 13)
Motor Lublin
Motorowcy ulegli piłkarzom Śląska 0:2 w Meczu Przyjaźni, który uświetnił obchody 65-lecia istnienia Motoru Lublin.
W pierwszej połowie meczu trenerzy obu zespołów desygnowali do gry najmocniejsze jedenastki. W ekipie Śląska na murawie zameldował się Flavio Paixao, który w bieżącym sezonie Ekstraklasy już czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Portugalczyk do siatki trafił również w Lublinie. W 34. minucie wykorzystał dogranie z lewego skrzydła i sprytnym, technicznym zagraniem ubiegł interweniującego Krzysztofa Żukowskiego.
W drugiej odsłonie meczu trener Dominik Nowak zdecydował się dokonać kilku korekt. Nieoficjalny debiut w żółto-biało-niebieskich barwach zanotował Julien Tadrowski, który na murawie zameldował się tuż po przerwie. W bramce szansę sprawdzenia się na tle ekstraklasowego zespołu otrzymał Maciej Zagórski. Wydawało się, że wynik 0:1 utrzyma się do końcowego gwizdka, ale w 88. minucie goście po bardzo ładnej akcji podwyższyli prowadzenie. Z kilku metrów golkipera Motoru pokonał Michał Bartkowiak.
Motor na tle o wiele bardziej doświadczonego rywala zaprezentował się przyzwoicie. Przy odrobinie szczęścia lublinianie mogli pokusić się o bramkę. W pierwszej połowie dobrą okazję do zdobycia gola miał Filip Drozd, ale niestety nie zdołał jej wykorzystać, a dodatkowo nabawił się kontuzji. Nie wiadomo jeszcze, jak długo będzie dochodził do pełni zdrowia.
Następny mecz: Motor Lublin – Orlęta Radzyń Podlaski, piątek 16 października godz. 19:00 (III liga, Kolejka 14)
SFC Opava
Opava nie wygrała już szóstego meczu z rzędu. Tym razem przegrała na własnym z boisku z Hradec Kralove. Jedyną bramkę w meczu zdobył z rzutu karnego Petr Mares. Gospodarze mieli wiele szans na wyrównanie, ale żadna z nich nie zakończyła się bramką.
Następny mecz: Usti nad Labem – SFC Opava, piątek 16 października godz. 18:00 (2. Liga, Kolejka 11)