Kamil Dankowski: Czekałem na ten powrót z niecierpliwością
własne | skomentuj (3)
Dziś odbył się pierwszy trening Śląska Wrocław w nowym roku. Zajęcia z drużyną rozpoczął również Kamil Dankowski i opowiedział mi o swoim powrocie na boisko.
Dobra wiadomość dla drużyny i kibiców! W końcu wznowiłeś treningi. Jak wyglądały miesiące bez piłki?
Nareszcie wracam do gry. Czekałem na to z niecierpliwością. Przyznam szczerze, że szybko minęło to pół roku. Był to dla mnie bardzo intensywny okres, nie miałem nawet kilku dni przerwy. Dużo czasu spędziłem w Łodzi na trzymiesięcznej rehabilitacji, zajęcia trwały nawet po 5 godzin dziennie. Później cały czas trenowałem. Noga jest już zdrowa, ale wiadomo po takiej kontuzji przy intensywniejszym treningu mogę odczuwać jeszcze ból. Na szczęście dostałem już zgodę od mojego lekarza na powrót na boisko.
Jakie były prognozy leczenia tego urazu? Byleś przygotowany, że czas rekonwalescencji może się jeszcze wydłużyć?
Szczerze mówiąc były plany, by wrócić pod koniec rundy jesiennej. Gdybym bardzo chciał, to może, by się nawet udało, ale niosło to za sobą spore ryzyko. Cieszę się, że wszystko się dobrze ułożyło i mogę już normalnie trenować. Przede mną bardzo dużo pracy. Celem jest wskoczyć na jeszcze lepszy poziom niż przed kontuzją. Wierzę, że to przyjdzie z czasem.
Wielu piłkarzy po kontuzji musi odbudować się nie tylko fizycznie, ale też psychicznie. Jak sobie z tym poradziłeś?
Było ciężko, ponieważ w poprzednim sezonie bardzo dużo grałem, złapałem fajny rytm. Trener mi zaufał i zawsze na mnie stawiał. Chciałem dać z siebie jeszcze więcej w nowym sezonie, a ta kontuzja przytrafiła się dwa dni przed końcem obozu.. To było na początku bardzo trudne, ale wszyscy mocno mnie wspierali: rodzina, znajomi i dziewczyna. Wszyscy w klubie też bardzo mi pomogli i zmieniłem nastawienie, skupiłem się na ciężko pracy.
Poza wsparciem najbliższych masz jakieś swoje własne techniki motywacyjne?
Dobra muzyka mi pomaga. Gdy nie mogłem grać oglądałem też swoje mecze, analizowałem fajne sytuacje. Najwięcej, jednak dało mi wsparcie bliskich, ponieważ przy nich nie myślałem o kontuzji.