Śląsk 0-1 Athletic: Niezłe pożegnanie
własne | skomentuj (10)
Pożegnania powinny być takie, jak to Dariusza Sztylki. Legenda Śląska, nie bójmy się użyć tego określenia, karierę skończył na szczycie, w koronia Mistrza Polski, a żaden szpaler, zwłaszcza ten utworzony przy jeszcze skromnej publice niedzielnego wczesnego przedpołudnia, nie wyrazi wdzięczności kibiców i jego przyjaciół z wrocławskiego klubu. Skromna ceremonia przed meczem Śląska z Athletic Bilbao mogła i pewnie powinna być okazalsza - miejmy więc nadzieję, że donośne skandowanie imienia i nazwiska Dariusza Sztylki rozbrzmi na Stadionie Miejskim jeszcze nie raz.
Zgodnie z zapowiedziami Oresta Lenczyka, na murawę w meczu o trzecie miejsce Polish Masters wybiegła inna jedenastka, a sam szkoleniowiec jak ognia unikał stwierdzenia, że to ekipa rezerwowa. Stąd nadzieje kibiców głównie dotyczyły tego, że zawodnicy, którzy nie zagrali w Podgoricy zrobią wszystko, by na rewanż już wyjść. Jednak pierwszy ruszył Athletic, pokazując momentami dlaczego w poprzedniej edycji doszli do finału Ligi Europy - w dziewiątej minucie po kapitalnym krótkim rozegraniu futbolówki w polu karnym Śląska przez Susaetę, jego kolega nie wykorzystał swojej szansy.
Ze strony gospodarzy ładnie urywał się rywalom Sylwester Patejuk, a także Diaz, wymuszając nieczyste zagranie Guruepgui, który obejrzał żółtą kartkę. Po kwadransie gry nieźle dośrodkował grający w środku pomocy Dalibor Stevanović, lecz piłka tylko odbiła się od ochraniaczy Wasiluka i przeleciała obok bramki. W Śląsku brakowało zrozumienia, dużo podań kończyło się stratami, a nawet udany drybling w pobliżu szesnastki rywala nie przekładał się na sytuacje. Athletic, po niezłym starcie, stracił odrobinę dynamiki w swoich akcjach, popełniając łatwe błędy, często szukając zawodników znajdujących się na pozycji spalonej. Jeden z bardziej składnych ataków mógł zakończyć się golem, lecz strzał Iraoli został świetnie zablokowany przez Marka Wasiluka.
Końcówka pierwszej połowy także nie obfitowała w futbolowe fajerwerki, choć przyniosło pierwszą bramkę. Zanim jednak Markel Susaeta łatwo wykończył składną akcję lewym skrzydłem drużyny z Bilbao, występujący na stoperze Jonas Ramalho, świeżo koronowany mistrz Europy w reprezentacji Hiszpanii do lat 19, udanie zablokował uderzenie Voskampa z niezłej pozycji. Akcja szybko przeniosła się na drugi koniec boiska i dała prowadzenie rywalom - dośrodkowywał Castillo, nikt nie przeciął piłki na krótkim słupku, a Susaetę zgubił kompletnie Amir Spahić, który dopełnił formalności.
Druga połowa, a przynajmniej jej pierwsze piętnaście minut, przyniosła najklarowniejszą sytuację Śląska. Po krótkim rozegraniu między Grodzickim a Gikiewiczem, piłka została posłana do Diaza, ale z przebitki skorzystał Garyga i prostopadłym podaniem obsłużył Patejuka. Ten umiejętnie się obrócił, piłkę na pełnej szybkości podprowadził i oddał niezłe uderzenie, niestety przez Fernandeza sparowane. Athletic nie pozostawił tego ataku bez odpowiedzi - Gikiewicz musiał odważnie wyjść z bramki, by odbić uderzenie Toquero, a po chwili Kamil Juraszek świetnie wyczutym wślizgiem oddalił zagrożenie.
Mecz stał się bardziej wymianą ciosów, także w Śląsku wreszcie coś się działo w ofensywie. Bardzo inteligentne podanie Spahicia do Garygi dało młodemu zawodnikowi sporo czasu w polu karnym Athletiku, lecz jego wycofanie na szesnasty metr była za mocne dla Patejuka, by mógł on oddać strzał. W 64. minucie Raul Fernandez znów musiał się wysilić przy dosyć przypadkowym uderzeniu Diaza, a po chwili kapitalnie uwolnił się na lewym skrzydle Patejuk, tylko by na końcu katastrofalnie podać do Voskampa. Zupełnie jakby nowy nabytek Śląska stracił głowę w najprostszej sytuacji.
Gdy przez stadion przechodziła meksykańska fala, zagroził Athletic - pięknie dośrodkował Ismael Lopez z lewej strony, a tylko zła decyzja de Marcosa nie dała zespołowi z Bilbao podwyższenia. 23-latek złożył się do dziwnego uderzenia nogą, zamiast odpowiednio przyłożyć głowę do piłki. Po chwili obaj rolami się wymienili, lecz to też nie dało im bramki, choć powinno, zwłaszzca, że de Marcos wyłożył futbolówkę Lopezowi na pustą bramkę, na piąty metr. Na szczęście dla Śląska nie dosięgnął on piłki. W ostatnich minutach jeszcze szansę miał Toquero, jednak nie tylko był na spalonym, ale także powstrzymał go Rafał Gikiewicz.
Samo zakończenie przyniosło również zmiany i wprowadzenie zawodników z Młodej Ekstraklasy. Podopieczni Łukasza Becelli bardzo ambitnie podeszli do swoich szans, stwarzając niemałe zamieszanie swoją walką o każdy metr boiska, która przyniosła Śląskowi dwa stałe fragmenty gry. Szkoda, że zostały one łatwo zmarnowane, lecz pozytywne wrażenie po tych chłopcach na pewno pozostanie w świadomości kibiców i jest to również miła odmiana. Co więcej, dobrą dyspozycję zaprezentował Robert Menzel, a Garydze zabrakło odważniejszych decyzji pod bramką rywala, by także mógł on liczyć na podobną opinię. Reszta zawodników, seniorów, raczej nie dała powodów Lenczykowi, by mógł on swoją decyzję w sprawie jedenastki na rewanż z Buducnosti zmienić - jeśli już, to tylko Rafał Grodzicki i Sylwester Patejuk mogą liczyć na niespodziankę w środowy wieczór z Ligą Mistrzów na stadionie miejskim.
Śląsk Wrocław 0-1 (0-1) Athletic Bilbao
Strzelcy: Susaeta 43\'
Składy drużyn:
Śląsk Wrocław: R.Gikiewicz - Juraszek, Grodzicki, Wasiluk, Spahić - Patejuk, Menzel, Stevanović, Garyga (82\' Tetłak) - Diaz (86\' Kubiak), Voskamp (82\' Sikorski)
Athletic Bilbao: Fernandez - Iraola (62\' Etxeberria), Aurtenetxe, Ramalho, Castillo - Gallareta, Gurpegui (46\' Iturraspe), I.Martinez (46\' Lopez), Perez (46\' Marcos) - Susaeta, Toquero
Widzów: 15 000
Sędziował: Marek Opaliński