Rezerwowi rozbili Oławę
własne | skomentuj (6)


Sparing, który miał być dla zawodników rezerwowych Śląska okazją do ogrania, okazał się również idealną okaczją do przetestowania nikomu nieznanego Niki Narmanii oraz kolejnych kilku piłkarzy z młodej drużyny. Przeciwnikiem był beniaminek drugiej ligi, grupy zachodniej, MKS Oława, który w swoim składzie miał trzech Gancarczyków: Mateusza, Waldemara i Krzysztofa. Z trybun oglądał ich brat Janusz, były zawodnik wrocławskiego klubu.
Początek meczu to oczywiście ataki Śląska, a już w trzeciej minucie lewym skrzydłem przedarł się Mateusz Cetnarski, ładnie urywając się obrońcom i umieścił piłkę w siatce. Miła odmiana do jego beznadziejnej postawy ze środowego spotkania eliminacji Ligi Mistrzów. Po chwili kolejny raz gospodarze meczu ładnie rozprowadzili obrońców z Oławy, a lekkie dośrodkowanie środkowego pomocnika wykorzystał Cristian Diaz. Jeszcze wtedy nikt nie był w stanie określić kim jest i skąd pochodzi największa niespodzianka w wyjściowej jedenastce rezerwowego Śląska, Nika Narmania.
W ruchu poszły wyszukiwarki internetowe oraz osobiste kontakty, które ujawniły, że ten prawie osiemnastoletni środkowy pomocnik pochodzi z Gruzji i... rozegrał kilka spotkań w barwach tamtejszego klubu, FC Garga. Co prawda w sparingu zaprezentował się głównie jako stoper, prezentując się nieźle w odbiorze, dobrze przy piłce i przyzwoicie czytając grę, nie jest on raczej szykowany do pierwszego zespołu, lecz ekipy Łukasza Becelli.
Wracając do meczu - Śląsk kontynuował ataki, a z rzadka MKS wychodził z własnej połowy. Na 3-0 podwyższył Johan Voskamp, imponującym uderzeniem głową z dośrodkowania Garygi. Dziesięć minut przed przerwą odgryźli się goście, którzy próbowali pokonać Rafała Gikiewicza trzy razy, ale udało się dopiero za czwartym, gdy już obrona Śląska była rozrzucona po całej szesnastce.
W przerwie nastąpiły zmiany i z pierwszego zespołu ostali się jedynie napastnicy - aktywny lecz marnujący podania dryblingiem Diaz oraz stateczny i nie otrzymujący podań Voskamp - a także Marek Wasiluk. Robert Menzel grał w środku pola w bardziej defensywnej roli, a Pawłowi Garydze po raz kolejny brakowało odwagi w decyzjach w pobliżu pola karnego rywali. Uzupełniająca skład młodzież popełniała więcej błędów niż zespół z pierwszej części meczu, powodując, że Rafał Gikiewicz miał w bramce trochę więcej pracy, wywiązując się z niej należycie. Po godzinie gry w ładnym stylu odbił rzut wolny zza pola karnego.
Dziesięć minut później miała miejsce najbardziej kuriozalna sytuacja w całym meczu - Diaz dostał piłkę od Majchera na piątym metrze, w ogóle nie spojrzał na bramkarza i spróbował go... przelobować. Nawet nie trafił w bramkę. Na szczęście kilkadziesiąt sekund później się poprawił i ładnie wykończył prostopadłe podanie strzałem po długim rogu. Kwadrans przed końcem Narmania niezłym wślizgiem uratował gospodarzy przed utratą drugiej bramki, wybijając piłkę na rzut rożny. Jeszcze na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem świetnie, mocno uderzył głową Marek Wasiluk, pozostawiając bramkarza rywali bez najmniejszych szans. Na zakończenie piękną paradą popisał się Gikiewicz, sparując mocny strzał z dystansu na poprzeczkę.
Śląsk Wrocław 5-1 (3-1) MKS Oława
Strzelali: Cetnarski 3, Diaz 8,72, Voskamp 26, Wasiluk 85 - Łodyga 35
Śląsk Wrocław: R. Gikiewicz - Socha (Krzemiński 46), Narmania, Wasiluk, Mraz (Juraszek 46) - Cetnarski (Majcher 46), Menzel, Garyga, Tetłak (Kubiak 46) - Diaz, Voskamp (Tetłak 68)
MKS Oława: Florczyk - Wejerowski, Kalinowski, Sikorski, Kiełbasa (Zapał 62) - M. Gancarczyk (Synówka 73), Kozioł, W. Gancarczyk, Suchecki, Łodyga - Lipiński (Babij 83)
Widzów: 400