Superpuchar: 'Gospodarze' wygrywają w karnych!
własne | skomentuj (7)

O stawce tego meczu świadczyło wiele - przede wszystkim problemy z organizacją zawodów w poprzednim sezonie, traktowanie kibiców Śląska oraz ceny dyktowane przez Ekstraklasę. Zupełnie jakby te zawody po prostu trzeba było rozegrać, nie zważając zupełnie na to w jakich okolicznościach się one odbędą, a fakt, że ktoś zadecydował zrobić Śląska gospodarzem spotkania był jawną kpiną z całego tego zamieszania.
Mimo wszystko, trenerzy obu drużyn starali się zachować powagę i wystawili w miarę silne składy - Orest Lenczyk nawet dał szansę wystąpienia Tomaszowi Jodłowcowi na środku obrony, a Mariusz Pawelec wreszcie wystąpił na jej lewej stronie. Początek należał zdecydowanie do Legii, ale chaos jaki panował na boisku trudno było opanować zawodnikom obu drużyn - słabo grał środek pola w drużynie Jana Urbana, a podopieczni Oresta Lenczyka nie kwapili się do rozgrywania piłki i atakowania. Dopiero po kwadransie zobaczyliśmy groźniejszy strzał, gdy Żyro wykorzystał błąd Soboty, lecz Gikiewicz ładnie wybronił. Dziesięć minut później wreszcie mistrzowie Polski ruszyli z własnej połowy, przed doskonałą szansą stanął Mila, lecz zbyt zwlekał z uderzenim i w końcu został zablokowany.
Legia odpowiedziała dobrym rozegraniem rzutu wolnego, ale gdy miejsce do strzału na piątym metrze miał Jędrzejczyk, w komiczny sposób się przewrócił i w piłkę nie trafił. Jeszcze po kilku chwilach popisał się refleksem Gikiewicz, by wreszcie kibice zobaczyli otwierającą wynik bramkę. Była to istna powtórka z rozrywki, z ostatniego meczu poprzedniego sezonu - Sebastian Mila dośrodkował z rzutu wolnego z głębi pola przy linii bocznej, do futbolówki wyskoczył Rok Elsner i po koźle piłka wpadła obok słupka. W Krakowie Jovanić przynajmniej próbował interweniować, a w Warszawie Kuciak poślizgnął się i wylądował na dolnej części pleców.
W przerwie Orest Lenczyk zmienił napastników - Diaza zastąpił Voskamp - a Jan Urban zdecydował się skorzystać z dodatkowych udogodnień przygotowanych przez organizatora i wykorzystał połowę swoich opcji, czyli... trzy z sześciu. Na boisku pojawili się Radović, Ljuboja i Kosecki co od razu lepiej wpłynęło na grę "gości" tego spotkania. Śląsk kontynuował grę defensywną i bez piłki, lecz szybko okazało się, że większa jakość Legii wystarczała, by przebijać zasieki wrocławian. Radović wycofał piłkę piętą do Ljuboi, a na raty kapitalnie interweniował Gikiewicz. Po chwili wyciągał już piłkę w siatce, ponieważ były zawodnik francuskiego PSG perfekcyjnie przymierzył z rzutu wolnego.
Śląsk tylko przez chwilę próbował się odgryźć po straconej bramce, lecz to pozwoliło przeprowadzić zdobywcom pucharu Polski kontrę - na prawej stronie znalazł się Radović, wpadł w pole karne, już prawie położył Gikiewicza i chciał go przelobować, gdy golkiper "gospodarzy" jedną ręką wybił piłkę na rzut rożny. Dwadzieścia minut przed końcem sytuacja się powtórzyła, ale tym razem skrzydłowy Legii uderzył obok bramki.
Dopiero w samej końcówce raz jeszcze Śląsk rozpoczął jako taką grę na połowie przeciwnika - po kilku przebitkach po dośrodkowaniu Mili, piłka wróciła do kapitana "gospodarzy", który starał się ją posłać z powrotem w pole karne. Futbolówkę głową przedłużył Kowalczyk, dopadł do niej Cetnarski i pokonał Kuciaka... lecz wcześniej zabrzmiał gwizdek sędziego. Liniowy słusznie zasygnalizował, że obrońca Śląska był na spalonym asystując przy golu. Po chwili Cetnarski miał jeszcze jedną szansę, ale z ostrego kąta jego uderzenie zablokował Kuciak. W ostatniej minucie gry Sobota mógł wyłożyć piłkę do pustej bramki Voskampowi, ale przesadził z siłą dośrodkowania, by następnie spod linii końcowej próbować strzelić gola samemu.
Ostatni gwizdek sędziego oznaczał konkurs jedenastek, a do pierwszej podszedł kapitan Śląska, Sebastian Mila. Pewnie pokonał Kuciaka, a po chwili Rzeźniczak nie dał szans Gikiewiczowi. Sobota ze szczęściem trafił, lecz Saganowski spudłował... tylko by powtórzyć karnego, przez zbyt wczesne wyjście golkipera Śląska - napastnik podszedł jeszcze raz i posłał piłkę wysoko na "Żyletę". Kowalczyk mocnym i plasowanym uderzeniem podwyższył prowadzenie. Pozostało ono na 3-1, ponieważ Radović znów został tym przegranym w pojedynku z Gikiewiczem. Jodłowiec mógł Superpuchar Śląskowi wygrać, ale uderzył w Kuciaka, Ljuboja się nie pomylił, a Cetnarski dał już trofeum drużynie z Wrocławia.
Możemy więc śmiało zrelacjonować, że mecz się odbył, Ekstraklasa powinna być zadowolona z emocji w serii jedenastek, a mała frekwencja spowoduje, że niewiele osób zapamięta jak wielką organizacyjną wtopą ten mecz się okazał.
Śląsk Wrocław 1-1 (1-0, 4-2 po rzutach karnych) Legia Warszawa
Strzelcy: Elsner 39 - Ljuboja 59
Karne: 1-0 Mila, 1-1 Rzeźniczak, 2-1 Sobota, 2-1 Saganowski (przestrzelony), 3-1 Kowalczyk, 3-1 Radović (obroniony), 3-1 Jodłowiec (obroniony), 3-2 Ljuboja, 4-2 Cetnarski.
Składy:
Śląsk Wrocław: Gikiewicz - Socha, Kowalczyk, Jodłowiec, Pawelec, Elsner (74 Kaźmierczak), Stevanović (74 Cetnarski), Mila, Sobota, Patejuk 88 Gikiewicz), Diaz (46 Voskamp)
Legia Warszawa: Kuciak - Jędrzejczyk, Rzeźniczak, Astiz, Wawrzyniak (70 Suler), Vrdoljak,Gol (46 Radović), Furman (70 Łukasik), Żyro (56 Kosecki), Kucharczyk 46 Ljuboja), Saganowski
Widzów: 1000
Sędziował: Daniel Stefański