Śląsk nie grał w piłkę
Janusz Gol, pomocnik Legii Warszawa, twierdzi, że Śląsk zdobył Superpuchar szczęśliwie, warszawianie stworzyli sobie znacznie więcej sytuacji, ale zabrakło im skuteczności, zaś konkurs rzutów karnych to po prostu loteria.
- Jak ocenisz mecz o Superpuchar?
- Dominowaliśmy w całym spotkaniu, stworzyliśmy sobie sytuacje, niestety nie udało nam się strzelić więcej bramek. Przez to doszło do rzutów karnych, a to loteria.
- Jak padła bramka dla wrocławian?
- To był stały fragment gry, strzał z głowy, chyba Dusan gdzieś się tam poślizgnął na nasze nieszczęście i przegrywaliśmy 1:0 do szatni. Później chłopaki odrobili straty, no i były karne. Jak już mówiłem to loteria, no i przegraliśmy niestety.
- Znowu powtarza się sytuacja z początku poprzedniego sezonu. Rywale oddali dwa celne strzały na Waszą bramkę, Wy tych
strzałów w okolicach 10, a wynik remisowy.
- No tak, dzisiaj zabrakło nam trochę skuteczności, ostatniego podania, takiego, które by pozwoliło w końcu tylko dołożyć nogę, no i z tego wzięła się dzisiaj nasza porażka. Śląsk stworzył sobie niewiele sytuacji, wykorzystał chyba jedyną taką, którą miał dogodną i po 90 minutach był remis.
- Jak duże znaczenie ma dla Was ta porażka?
- Ciężko mi powiedzieć. To jest Superpuchar. Mecz już minął, tak? Nie załamujemy się, no wiadomo. Chcieliśmy to trofeum
zdobyć u siebie tutaj na stadionie w Warszawie. No niestety nie udało się. Za tydzień już liga, my gramy o mistrza Polski.
- Z dopingiem grałoby się Wam lepiej?
- Ciężko powiedzieć. Dzisiaj przyszło mniej kibiców. Na ligę będzie więcej. Cieszy na pewno to, że przychodzą. Czy doping
jest czy nie ma, musimy grać na 100% i wygrywać mecze.
- Śląsk strzelił dokładnie taką samą bramkę, jak w meczu z Wisłą, kiedy odbierał Wam mistrzostwo. Nie odrobiliście zadania
domowego?
- Chwila dekoncentracji może. Śląsk stworzył tych sytuacji bardzo mało. Udało im się to wykorzystać na nasze nieszczęście.
Ale w całym meczu przeważaliśmy. My graliśmy w piłkę. Taka jest piłka, tak czasami bywa.
- Nie jesteście tak na siebie po ludzku wkurzeni, że z Waszego stadionu Śląsk wywiózł Superpuchar.
- No tak dzisiaj było, tak to wyglądało. Śląsk w piłkę tak do końca nie grał. My przeważaliśmy, robiliśmy wszystko, co w
naszej mocy, ale zabrakło skuteczności, którą mieliśmy w poprzednich meczach.
- Teraz, kiedy porównałeś Legię i Śląsk, kto dla Ciebie jest faworytem do mistrzostwa Polski w nowym sezonie?
- My nie patrzymy na nikogo innego, musimy patrzeć na siebie i grać o mistrza Polski. W tym roku musimy udowodnić, że w
zeszłym jakiś niefart spowodował to, że nie zdobyliśmy tego mistrzostwa.
- Jak mocno ta porażka wpływa na Wasze nastroje w szatni? Po wygranym meczu z Ried były pewnie lepsze.
- No na pewno, to była Liga Europejska, awans do następnej fazy. Wiadomo, porażka zawsze boli. Od jutra czy tam od wtorku
patrzymy na ligę i na Ligę Europejską i na tym się będziemy skupiać.
- Nie masz takiego wrażenia, że wszyscy główni rywale się osłabili, a Legia w zasadzie nie jest słabsza niż w poprzednim
sezonie.
- Miejmy nadzieję, że tak będzie, że ta drużyna będzie grała coraz lepiej. Na początek ligi mogą być jeszcze wahania formy,
później już, myślę, będzie wszystko szło w dobrym kierunku i będziemy zdobywać punkty.
- Nie jesteś zdziwiony tym, że z innych drużyn odchodzą zawodnicy, a w ich miejsce nikt nikogo nie kupuje?
- To nie jest nasz problem. My musimy się skupiać na Legii, na tym, co się tutaj dzieje, a nie na tym, co się dzieje w obozie
rywala.