Zapowiedź: Mission Impossible: Hannover 96
własne | skomentuj (0)


Początek kariery menedżerskiej Mirko Slomki na AWD-Arena nie należał do najprzyjemniejszych. Przyszedł do klubu pogrążonego w żałobie po tragicznej śmierci bramkarza Roberta Enke, gdy piłkarze Hannoveru nie mieli ochoty przychodzić na treningi, patrzeć na puste miejsce w szatni po ich uśmiechniętym, choć często milczącym koledze. W rzeczy samej - pierwsze sześć spotkań ligowych pod jego wodzą to były porażki, które zepchnęły "Die Roten" na miejsca spadkowe. To było jedenaście przegranych w dwunastu meczach od samobójstwa Enke.
Rzutem na taśmę, Hannover latem 2010 roku mógł odetchnąć z ulgą - utrzymanie w Bundeslidze udało się zapewnić czterema zwycięstwami na finiszu. Wtedy też Slomka, wraz z dyrektorem sportowym Jorgiem Schmadtke rozpoczęli budowę nowego i lepszego Hannoveru. Ćwierćfinał Ligi Europejskiej w poprzednim sezonie dowodzi, że ich misja zakończyła się pełnym sukcesem. Niestety dla gospodarzy czwartkowego spotkania - ta misja Martina Slomki wciąż trwa.
Porównywać Śląska z Hannoverem nie sposób, to po prostu inny profil klubu. Wyższy, klasa europejska pod każdym względem, gdy we Wrocławiu chwalić się można tylko podobieństwem stadionu. I kalibrem, znaczeniem bramkarzy. Kim dla ekipy Oresta Lenczyka jest Marian Kelemen nie trzeba mówić, ale Ron-Robert Zieler niekoniecznie może być wszystkim znany. Nie mając dwudziestu lat wyruszył na podbój Manchesteru United, ale tam akurat w bramce rzadko dają szansę młokosom - zwłaszcza, gdy między słupkami panował pewien Holender. Wrócił tryumfalnie i w styczniu 2011 roku zadbiutował, stając się częścią jednej z najsolidniejszych defensyw w Niemczech. W kadrze też już zdążył zagrać i zapisać się na kartach historii - tydzień temu, przeciwko Argentynie, zarobił czerwoną kartkę, pierwszą w historii reprezentacji dla bramkarza.
Przed nim gra Steve Cherundolo, amerykański idol trybun, który w klubie jest nieprzerwanie od 1999 roku. Kapitan już jest bliżej końca swojej kariery, ale miejsca w składzie nie zamierza oddawać, twardo trzymając się tego, że w Hannoverze jest mu po prostu najlepiej - kiedyś odrzucił ofertę Boltonu. Z przodu duet napastników Schlaudraff - Abdellaoue, którzy uzupełniają się idealnie. Pierwszy haruje, kreuje, walczy, tworzy miejsce. Drugi w te podziurawione zasieki obronne wpada i akcje kończy.
Dobre wiadomości? Hannover to zespół wybitnie własnego boiska - w zeszłym sezonie ich popisy na wyjeździe były prawie najgorsze z całej ligi, przebił ich tylko spadkowicz z Kolonii. Niedawno zremisowali w sparingu z Wisłą Kraków. Przegrali z Manchesterem United. I... tyle.
Złe wiadomości? Przez poprzednią rundę przeszli bez problemów i większego zmęczenia. Na własnym boisku byli jedyną ekipą z Bundesligi, która nie przegrała żadnego meczu. Tylko na jedną kolejkę wypadli poza pierwszą dziewiątkę. Mirko Slomka utrzymał kręgosłup drużyny, większych strat w Hannoverze nie zanotowano. A temu Manchesterowi to napędzili niezłego stracha - gola strzelił im nawet Artur Sobiech.
Gorzej, że na przewagę Hannoveru i ich pozycję faworyta ostro zapracowali ostatnio piłkarze Śląska Wrocław. Tragiczna inauguracja Ekstraklasy, kiepski choć wygrany mecz w Pucharze Polski, trzy porażki z rzędu w Lidze Mistrzów... O kłótniach w zespole oraz atmosferze towarzyszącej mistrzowi kraju nie wspominamy - wystarczy pewne przekonanie, że z większym optymizmem wypatruje się rozmów z właścicielami klubu, niż czwartkowego pojedynku na stadionie miejskim.
Śląsk doskonałej organizacji rywali, ich sile, dynamice i umiejętnościom musi przede wszystkim przeciwstawić to pierwsze, w grze obronnej. Nie będzie tu dominacji w posiadaniu piłki, szanse do skontrowania Hannoveru będą przychodzić rzadko i będą wymagały perfekcyjnego rozegrania i całkowitej koncentracji u piłkarzy Oresta Lenczyka. Wypada wierzyć, że na te dziewięćdziesiąt minut zapomną o tym, co działo się w szatni ostatnio, skupią się na tej misji niemożliwej.
"Dla nas jest to najważniejszy mecz w historii" - zapewnia Łukasz Gikiewicz. To dobre i potrzebne słowa, które podnoszą też oczekiwania kibiców odnośnie starań piłkarzy w ten czwartkowy wieczór z Ligą Europejską. Jeśli wierzyć w ostatnie wyniki i wydarzenia, dla Wrocławian to może być jedna z ostatnich szans na jakiś czas na spotkanie z rozgrywkami pucharowymi. Wyzwanie przed Śląskiem stoi spore, ale nie na takie góry już się wdrapywano - jeśli jednak zawodnicy marzą, by pozytywnym wynikiem w historii się znaleźć, to z pewnością wysiłek porównywalny do osiągnięcia najwyższych na świecie szczytów jest wskazany.