Powiedzieli po meczu

Rafał Gikiewicz, Artur Sobiech i Tomasz Jodłowiec. To kolejni piłkarze, którzy zgodzili się skomentować dzisiejszy mecz. Zapraszamy do przeczytania tego, co mieli do powiedzenia zaraz po spotkaniu.
Rafał Gikiewicz: Zdaję sobie sprawę z tego, że dołożyłem cegiełkę do tej porażki. Nie uciekam od odpowiedzialności – mogłem wyjść ze stadionu tylnym wejściem, ale jestem dorosły i staję przed wami. Szkoda, że nie dostosowałem się do poziomu meczu. Śląsk grał nieźle, zostawiliśmy serce na boisku. Przy odrobinie szczęścia sędzia podyktowałby rzut karny, kiedy był remis, a ja wierzę, że Sebastian Mila nie zmarnowałby jedenastki i różnie wtedy mogłoby być. O piątą straconą bramkę mam do siebie więcej pretensji niż o czwartą, bo miałem piłkę na rękach. Przepraszam kolegów i trenera. Ciężką mamy teraz sytuację przed rewanżem, ale myślę, że ten mecz może przywiać trochę optymizmu, bo momentami graliśmy naprawdę dobrze.
Artur Sobiech: W pierwszej połowie zobyliśmy trzy bramki, później w nasze szeregi wkradło się rozluźnienie i Śląsk doprowadził do remisu. Potem to jednak my pokazaliśmy wyższość i stąd kolejne bramki. Wynik 5:3 na pewno cieszy. Zrobiliśmy mały krok w kierunku awansu do fazy grupowej. Śląsk w każdym meczu gra inną formacją obronną. Gra defensywna nie może w takim razie wyglądać lepiej, to nic dziwnego. Akurat w szeregach obronnych powinno być zgranie i stabilność.
Tomasz Jodłowiec: Straciliśmy tak wiele goli, ponieważ zdecydowaliśmy się na bardzo odważną grę z przodu. Mieliśmy też dobrego przeciwnika. Hannover strzelił nam pięć goli. Niemcy byli bardzo skuteczni szczególnie w pierwszej połowie. Zdobyli dwie podobne bramki po naszych błędach – zabrakło krycia. Na pewno będziemy nad tym dużo pracować, aby błędy nie powtórzyły się. Uważam, że dobrze zachowałem się przy zdobytym golu. Zrobiłem ruch w kierunku bliższego słupka, potem w drugą stronę, licząc na to, że piłka przejdzie obrońców i trafi do mnie. Tak się stało, przyjąłem ją niepilnowany i strzeliłem najszybciej, jak się dało.