Nakładką: Mistrz Polski zawiódł
własne | skomentuj (12)
Mistrz Polski zawiódł. Po wspaniałych osiągnięciach w ostatnich dwóch sezonach, mimo wyników wcześniej niewyobrażalnych dla sporej większości kibiców Śląska Wrocław, w szatni drużyny atmosfera tylko się pogarszała. W zwycięstwach było więcej trucizny niż radości, uściski rąk czy okazjonalne uśmiechy były tylko popisami dla mediów, fałszowaniem prawdziwego obrazu. Rzeczywistości w której Orest Lenczyk nigdy nie mógł zrozumieć piłkarzy, a piłkarze nigdy nie mogli dogadać się z trenerem. Ten związek nie mógł przetrwać próby czasu.
Mistrz Polski zawiódł. Tryumf zwieńczony trzema punktami na Reymonta był samym wierzchołkiem góry na którą mozolnie wspinał się Śląsk - Lenczyk wraz z zawodnikami. Stworzono zespół, którego silne strony przykrywały niemałe negatywy, pozwalały fałszować obraz przed największymi rywalami, by ostatecznie ich pokonać. Po mistrzostwie okazało się jednak, że droga w dół jest znacznie krótsza, że atmosfera w obozie była dla niektórych nie do wytrzymania, a inni po prostu odeszli. Tymczasem zatrudnianiu zastępców - niech nikt nie mówi o wzmocnieniach! - towarzyszył cyrk przeciągania liny, który doprowadził do sytuacji w której nadal niewiadomo kto w Śląsku zatrudnił kogo.
Mistrz Polski zawiódł. Przede wszystkim, ponieważ nie potrafił zaprzeczyć stereotypowi zdobywcy tytułu. Nie zdołał pokonać wyzwań utrzymania składu, wzmocnienia go, rywalizowania z powodzeniem na europejskiej arenie, rozpoczęcia sezonu na długo przed startem ligi w pełni formy. Śląsk mistrzostwem powiedział "A", lecz na kolejny krok zabrakło nie tyle konsekwencji co rozsądku, wyobraźni i przede wszystkim porozumienia nad podziałami - nawet chęci porozumienia. Efektem jest zwolnienie Oresta Lenczyka, który jest czwartym z rzędu szkoleniowcem w Polsce, który po wygraniu mistrzostwa stracił pracę w ciągu kilku miesięcy od tego wielkiego osiągnięcia.
Mistrz Polski zawiódł. Nikt nie potrafił przewidzieć wprost, że ten skład, który wygrywał mistrzostwo jest jednak za słaby na przyszłe wyprawy po Europie - mimo głośnych sygnałów i znaków, które przecież już pojawiły się w poprzednim sezonie, przy meczach z Rapidem Bukareszt chociażby, czy w ligowej rundzie wiosennej. Gdy obudzono się w środku transferowego chaosu, Śląsk zaczął przepłacać za zawodników jeszcze bardziej przeciętnych, uzupełniać skład chaotycznie, wbrew wszelkim zasadom rozsądku.
Mistrz Polski zawiódł. W swoim najlepszym okresie najnowszej historii zbudowano zespół, który sięgnął po mistrzostwo, lecz wszystkie inne aspekty profesjonalnego klubu po prostu zignorowano, pominięto. Stadion pustoszeje, bo dział marketingu to jeden wielki absurd i kpina z kibiców. Tych ludzi powinno się wysłać przed meczem w pobliże Miejskiego, by starali się zdobyć bilet lub przecisnąć przez dwie z dziesięciu otwartych bram. A potem wystawić na środek boiska w przerwie meczu, by wysłuchali co o nich sądzą ci szczęśliwcy, którzy jakimś trafem zdołali przepłacić za bilet i mimo tak wielu przeszkód stworzonych, wejść na stadion.
Mistrz Polski zawiódł. Bo w tych dwóch latach stworzył tylko zespół, który nie jest obudowany strukturami, które znamionowałyby profesjonalizację, a nie pośmiewisko po stracie siedemnastu bramek w pięciu kolejnych meczach w europejskich pucharach. Ignorowano to, że trener publicznie dyskredytował młodych piłkarzy, którzy mieli być przyszłością klubu, a jednocześnie nie był on zainteresowany, by cokolwiek w tej kwestii pomóc. Wszystko to funkcjonowało obok siebie, a nie przy współpracy, jak powinno.
Mistrz Polski zawiódł. Nie tylko na boisku, nie tylko w ostatnich tygodniach. Przez dwa lata więcej mówiło się o dziurze w ziemii przy stadionie na którą teraz nikt nie ma ochoty ani pomysłu, a na boczny tor odsunięto marketing, kibiców, struktury, młodzież, transfery, wzmocnienia, planowanie... i tak możnaby wymieniać. Po takiej wyliczance można odnieść wrażenie, że mistrzostwo jest wynikiem przypadku, cud w środku chaosu, a nie efektem wielkiego planu nakreślonego po powrocie do Ekstraklasy.
Mistrz Polski zawiódł. Bo tytuł zdobywał wbrew wszelkiej logice, wbrew wszelkim opiniom. I zamiast dalej wyprowadzać oponentów z błędu, na Oporowskiej zrobiono wszystko, by utwierdzić ich w przekonaniu o słabości Śląska, o tym, że byli cudem dwóch sezonów. Prawda jest taka, że za tytułem Śląska nie stoi nic, co pozwoliłoby nam sądzić, że to nie był wypadek przy pracy rywali, ich sezon słabości, który ludzie Lenczyka (jak to brzmi!) wykorzystali w stu procentach.
Mistrz Polski zawiódł. Nie tylko szkoleniowiec, którego teorie o wrogości wszystkich go otaczających były śmieszne, a to jak ostatnio mijał się z prawdą, jak brakowało mu konsekwencji w działaniu pokazuje, że po prostu nie rozumiał on rzeczywistości w jakiej się znalazł. Albo pokazuje jaką był naprawdę osobą. Trenerem, którego plan na zespół - jakikolwiek, nie tylko Śląsk - kończy się szybko, a później... nie ma nic. Tylko pustka w jaką wpadł Śląsk.
Mistrz Polski zawiódł. Jednak na zwolnienie nie zasłużył wyłącznie Orest Lenczyk, ale wszyscy. Piłkarze karmiący nas bajkami, że brakowało im szczęścia, że sędzia się pomylił, że wszystko będzie dobrze i w zespół trzeba wierzyć. Zarządzający, bo zabrakło im pojęcia o tym czym powinien być klub piłkarski, na czym bazować, jak funkcjonować, jak reagować na sukcesy. Zabrakło rozpozniania tego, że relacje piłkarzy z trenerem przekroczyły już granice zdrowego rozsądku, że na więcej, na postęp już nie ma miejsca.
Mistrz Polski zawiódł. "Na końcu zawsze przegrywa trener" - powiedział w jednym z wywiadów Orest Lenczyk. Nie - na końcu zawsze jest kibic. I to kibic patrzy z frustracją na to jak kolejne sygnały są ignorowane, jak kolejne błędy są popełniane, jak braki nie zostają uzupełnione, jak sytuacja zmierza w kierunku porażki. Porażki, którą najbardziej odczuwają fani - bo nie mogą nic z tym zrobić, bo wiedzą, że ich głos zostanie zignorowany, bo oni tu będą za rok i efekty działań "góry" będą oni odczuwać najbardziej.
Mistrz Polski zawiódł. Nie sam Orest Lenczyk, nie sami piłkarze, nie tylko zarząd, nie tylko poszczególni pracownicy klubu. Oni wszyscy zawiedli kibiców. Poczuli się mocni, pewni swojego, ukontentowani mistrzostwem, które dla nich było finiszem, choć powinno być tylko startem.
Mistrz Polski zawiódł. Aż chce się krzyczeć ze zdenerwowania na sytuację, na chaos w jakim znalazł się Śląsk zaledwie 117 dni po zdobyciu tytułu - bez trenera, z rozbitym porażkami zespołem o jakości, która spadła i wciąż spada, bez perspektyw na przyszłość, z malejącym zainteresowaniem kibiców, z ludźmi, którzy nie potrafią temu zaradzić. Teraz to oni mają nam wszystkim coś do udowodnienia - nie tylko klasę na boisku, ale to, że mają pomysły jak z tego bagna wybrnąć. Zwolnienie Oresta Lenczyka to znów powrót do literki "A" - teraz czas na "B". Na to, czego zabrakło w maju.