Zapowiedź: Starcie drużyn na "dwóję"
własne | skomentuj (10)


Nie będzie dyskusji na Stadionie Miejskim we Wrocławiu w niedzielne popołudnie w której nie pojawi się Orest Lenczyk. Temat zwolnienia szkoleniowca Śląska jest tak świeży i kontrowersyjny, że nadal mógłby podzielić słabo (znów!) zapełnione trybuny na dwie strony - przeciwników i zwolenników. Jednak kibiców powinna najbardziej zastanawiać postawa piłkarzy.
Czy wreszcie wyjdą na boisko z uśmiechem? Czy wreszcie nie będzie obaw, że w poniedziałek czeka ich trening z krzesłami i sztangami? Czy wreszcie mogą odetchnąć bo nie są dzieleni na transfery trenera i zarządu? Czy wreszcie z ulgą przyjmą fakt braku osoby, która powtarza, że ambicji mają kilogramy, a umiejętności ledwie kilka deko?
Orest Lenczyk jawi się teraz jako zło największe, które ciążyło nad Śląskiem od początku tego sezonu. Ostatnie popisy drużyny były wszystkim co w futbolu można określić mianem negatywnym - fatalna gra obronna (starcia z Hannoverem), dobijająca skuteczność (wyjazd na Widzew), brak stylu (wszystkie mecze), zero zacięcia do rozbicia rywala (Korona u siebie). Tylko wszyscy wiedzą, że wina nie leży tylko po stronie byłego już szkoleniowca Śląska, lecz również u piłkarzy. I to nie z myślą o lepszej przyszłości, milszych treningach czy z chęcią pokazania się nowemu trenerowi powinni wyjść zawodnicy na mecz, ale udowodnienia swojej prawdziwej jakości. Tej, która dała im przewagę nad resztą stawki w poprzednim sezonie - także nad Ruchem Chorzów.
Śląsk i Ruch wiele tego lata łączy. Od haniebnych wręcz wtop w europejskich pucharach do zmian trenerów, przez rewolucje klubowe, problemy z napastnikami i... nieoczekiwana powołania do reprezentacji kraju dla Soboty i Piecha mimo ich przeciętnej formy. Obie drużyny w dotychczasowych meczach tego sezonu więcej bramek tracą niż strzelają - średnio po dwie w spotkaniu, co źle świadczy o defensywach Śląska i Ruchu. Można powiedzieć, że spisują się one do tej pory na szkolną "dwójkę".
Obie formacje łączy Rafał Grodzicki, który tego lata zamienił Ruch na Śląsk. Marek Zieńczuk twierdzi, że to właśnie jego "Niebieskim" brakuje w tym sezonie byłego stopera. Grodzicki zaliczył kiepski start we Wrocławiu, szybko z "pewnego punktu vice-mistrzów" stając się niechcianym transferem byłego szkoleniowca. W ustabilizowaniu formy przeszkodziły mu kontuzje, lecz fakt, że momentami na jego pozycji grali boczni obrońcy świadczy na niekorzyść oceny jego dotychczasowych osiągnięć we Wrocławiu. Dla niego również ten mecz to okazja do ponownego wejścia w sezon, wymazania z pamięci tych pierwszych miesięcy w mieście mistrzów Polski.
Tomasz Fornalik ma jeszcze więcej problemów niż Paweł Barylski i wcale nie chodzi o rosnące wątpliwości dotyczące sensu jego pracy z Ruchem Chorzów. Po ostatnich spotkaniach w niebieskich barwach nie wystąpią Sadlok, Panka, Djokić i Straka, zawodnicy od których w większości oczekiwano, że poprowadzą zespół do podobnych osiągnięć co w poprzednim sezonie.
Kapitan Ruchu, Marcin Malinowski za to wspomina, że w maju Ruch chwalono, a teraz wszystkich związanych z klubem się kopie - niewątpliwie jest to kolejny element łączący obie drużyny, wszak to z szatni wrocławian dało się usłyszeć, że przez dziennikarzy zostali "zeszmaceni".
Nie ma innych drużyn w Polsce, którym towarzyszyłoby tak wiele negatywów jak w tym momencie otacza Śląsk Wrocław i Ruch Chorzów. w mediach eksportowe drużyny zbierają zasłużone cięgi, ale niedzielny pojedynek jest świetną okazją, by się wreszcie z tego mułu na samym dnie piłkarskiej formy podnieść. Oczywiście pozostaje opcja utrzymania statusu quo, beznadziei w obydwu drużynach - bezbramkowy remis byłby wręcz podkreśleniem mizerii Ruchu i Śląska. Na szczęście rok szkolny dopiero się zaczyna, jest jeszcze czas, by tę "dwóję" odpracować i poprawić.