Z odium Lenczyka
Paweł Barylski: Chciałem zacząć od tego, że zawodnicy po ciężkim meczu z Hannoverem, bardzo ciężkim psychofizycznie, pokazali dziś po prostu hart ducha i było widać, że grali na 110-120 % swoich możliwości. Grali, żeby zdobyć 3 punkty. Mecz był trudny, bo Ruch bardzo dobrze taktycznie podszedł do tego spotkania. W I połowie, mimo że posiadaliśmy piłkę, wiedzieliśmy, że taktyka na zmęczenie nas, żeby później Piech i Jankowski weszli. W defensywie Ruch zagrał dobrze. Chwała za to, że zawodnicy swoją determinacją i wolą walki wymusili sytuację, po której zdobyliśmy gola.
Pytania od dziennikarzy:
- Jak Pan się czuje w roli tymczasowego szkoleniowca?
- Ja jestem pracownikiem klubu, pracuję już 10 lat, przeszedłem wszystkie szczeble od pracy z młodzieżą, jako członek sztabu szkoleniowego dostałem zadanie poprowadzenia drużyny w tym meczu. Nie jest to sytuacja komfortowa, nie jest to sytuacja, która wzbudza moją radość.
- Podczas Pana poprzedniego meczu na tym stanowisku stwierdził Pan, że to autorska drużyna Tarasiewicza. A dzisiaj czyja to była drużyna?
- Nikt normalny nie powie pracując 2 dni z drużyną, że sam coś stworzył. Pierwszy trener zawsze kształtuje trzon zespołu. Kiedy się z kimś pracuje, zawsze jest jakieś odium. Pracowaliśmy 2 lata, ciężko by było nie przesiąknąć myślami, filozofią.
- Bardziej przesiąkł Pan Tarasiewiczem czy Lenczykiem?
- Przesiąknąłem Śląskiem Wrocław.
- Doświadczenie pracy z takimi trenerami dużo daje?
- Bardzo dużo.
- Czy kontaktował się Pan od piątku z trenerem Lenczykiem?
- Nie kontaktowałem się w sprawie składu. Tak naprawdę zespół realizował pewne rzeczy, które wcześniej lepiej czy gorzej wychodziły. Czy to z Helsingborgiem czy z Hannoverem. Nie można mówić przez pryzmat wyniku, aczkolwiek były podobne schematy grania.
- Czy trzeba było zmiany trenera, aby obrońcy zagrali na swoich nominalnych pozycjach?
- Każda pozycja dla zawodnika jest nominalna, zawodnicy zagrali na takich pozycjach, na jakich po konsultacji z trenerami Czajką i Hryńczukiem ich ustawiliśmy.
- W trakcie meczu zmieniał Pan ustawienie. Dlaczego?
- Zawsze próbuje się dostosować do tego, co się dzieje na boisku. Pierwsza połowa wyglądała dobrze, jeśli chodzi o posiadanie piłki, zespół włożył dużo sił, było widać zmęczenie po czwartkowym meczu. Staraliśmy się reagować na sytuację.
- Co będzie, jeśli nie dogada się Pan z nowym trenerem?
- To klub decyduje, co będzie z pracownikiem i zawsze tak było. Ja będę zawodowym trenerem, skończyłem studia i mam już w tym doświadczenie. Gdzie? Nie wiem, ale na pewno znajdę pracę, bo po prostu lubię pracować.