Tylko zwycięstwo!


Patrząc na tabelę i różnicę dzielącą Śląsk Wrocław od GKS-u Bełchatów faworyt niedzielnego spotkania może być tylko jeden, ale analizując styl obu zespołów, rozbieżności tak wiele już nie ma. Wrocławianie zmierzą się jednak z ostatnią drużynę w tabeli i każdy inny wynik od zwycięstwa będzie traktowany jak stracenie punktów na własnym boisku. Zaledwie trzy dni później obie drużyny ponownie zmierzą się na Stadionie Miejskim – w 1/8 finału Pucharu Polski.
Kolejny tydzień pod okiem Stanislava Levego rozpoczął się od testów wydolnościowych piłkarzy i według szkoleniowca wypadły one na tyle słabo, że nie wiadomo kiedy zawodnicy Śląska znajdą się w solidnej formie. O słabym przygotowaniu fizycznym swojej drużyny mówi jednak praktycznie każdy nowy trener, ale mimo wszystko gołym okiem widać, że w mistrzowskiej dyspozycji jest chyba tylko Marian Kelemen.
Lekiem na całe zło ma być Sebastian Mila, ostatni ze „śpiewaków” odbył już karę dyskwalifikacji czterech meczów i będzie mógł zagrać przeciwko GKS-owi. Jak trudno jest zastąpić tego gracza przekonaliśmy się w pierwszych kolejkach, kiedy Śląsk niemiłosiernie męczył się z każdym przeciwnikiem, często nie mając żadnej koncepcji na atak pozycyjny. Chociaż być może jakaś koncepcja była, ale zabrakło wykonawców. Mila był jednym z niewielu piłkarzy Śląska, którzy przyzwoicie zaprezentowali się w europejskich pucharach, dlatego trener Levy powinien wystawić go od pierwszych minut.
Czeski szkoleniowiec uważa, że bełchatowianie będą trudnym przeciwnikiem, bo do tej pory nie zdobyli ani jednego punktu. W takim razie, co Levy powie przed meczami z Legią Warszawa czy Lechem Poznań? GKS spisuje się zdecydowanie poniżej oczekiwań i jest obecnie głównym kandydatem do spadku. Podopieczni Kamila Kieresia w czterech meczach zdobyli tylko jedną bramkę i stracili sześć, a bez zdobywania goli nie można myśleć o utrzymaniu się w Ekstraklasie.
Śląsk Wrocław – GKS Bełchatów
6. kolejka Ekstraklasy
23. września, godz. 14:30
Stadion Miejski we Wrocławiu