Śląsk – Bełchatów, czyli gra (nie)poważna


- W środę mamy mecz pucharowy, a w niedzielę ważniejszy z Górnikiem – powiedział po ligowej wygranej z Bełchatowem Łukasz Gikiewicz. Oby sympatycznemu napastnikowi starszyzna i trener do jutra wytłumaczyli, że kalkulować nie należy. Śląsk od ćwierć wieku w Pucharze Polski niczego nie ugrał i lekceważenie tych rozgrywek mogło być jednym z powodów. W środę wrocławianie znów podejmą u siebie GKS – tym razem stawką będzie awans do ćwierćfinału PP.
W ubiegłym sezonie drużyna Oresta Lenczyka dotarła właśnie do najlepszej ósemki, ale w pierwszym meczu z pierwszoligową Arką Gdynia sędziwy szkoleniowiec wystawił mocno rezerwowy skład i równie mocno się przeliczył. W rewanżu WKS wykazał co prawda sporo ambicji, ale dzięki bramce zdobytej na wyjeździe to rywale awansowali dalej. Rok wcześniej wrocławianie uznali wyższość, zresztą po dogrywce, Legii. Wstydu to nie przyniosło, ale gorzej było, gdy w ostatnich latach do walki o puchar stawała drużyna prowadzona przez Ryszarda Tarasiewicza. Wówczas na wczesnym etapie rozgrywek lała nas Nielba Wągrowiec i po rzutach karnych Dolcan Ząbki. A trzeba zauważyć, że Taraś nie odpuszczał, zadziorny był nawet w Pucharze Ekstraklasy, który ostatecznie zdobył. W PP ciągle jednak była mizeria...
Stanislav Levy jest w Polsce zupełnie anonimowy i z pewnością zdaje sobie z tego sprawę. Czech będzie budował sobie markę z tygodnia na tydzień i na poważną wpadkę w trzecim oficjalnym meczu na ławce Śląska nie może sobie pozwolić. A tak przecież odebrana będzie ewentualna porażka z Bełchatowem na własnym boisku. Z drugiej strony, Levy ma okazję przyjrzeć się kilku zawodnikom w meczu o stawkę i pewnie z niej skorzysta. Proszę bardzo, niech pozna Mraza lub Pawelca, sprawdzi Ćwielonga, zaufa Cetnarskiemu, ale musi zachować umiar, wyważyć proporcje.
Bełchatów został dziś bez trenera, bo po piątej z rzędu porażce w lidze Kamil Kiereś został zwolniony. Jutro drużynę poprowadzi dotychczasowy asystent, Jan Złomańczuk, więc efektu nowej miotły nie będzie. Zresztą akurat dla GKS-u mecz pucharowy priorytetem być nie powinien. Bez pieniędzy z telewizji, a te daje przecież tylko liga, ten klub może się rozpaść. Złomańczuk musi ciułać punkty i pomóc w utrzymaniu, a pierwsza okazja w sobotę – do Bełchatowa przyjedzie Korona.
W środę goście nic nie muszą. Tyle że akurat to może im pomóc, bo zagrają z czystymi głowami, bez świadomości, że w przypadku kolejnej wpadki osadzą się na dnie na dłużej. A skoro dwa dni temu stracha faworytom mimo wszystko napędzili, to teraz Łukasz Gikiewicz i spółka odpuszczać tym bardziej nie mogą.
Śląsk – Bełchatów (1/8 finału PP) – środa, godz. 20.30, Stadion Miejski we Wrocławiu