Wrocławski koszmar GKS-u


I jak tu lubić Wrocław? Bełchatowianie na pewno będą mieli z tym problemy. GKS przegrał ze Śląskiem dwa razy w ciągu trzech dni, przez co zadomowił się na dnie tabeli, stracił trenera i w końcu odpadł z Pucharu Polski. Podopieczni Stanislava Levego wygrali w 1/8 tych rozgrywek 3:0 (2:0) i awansowali do ćwierćfinału.
Tymczasowy szkoleniowiec GKS-u Jan Złomańczuk (dotychczasowy asystent Kamila Kieresia), namieszał nieco w składzie swojej drużyny, ale o zwiększeniu jakości nie mogło być mowy. W pierwszej jedenastce znalazło się miejsce dla kilku graczy niedoświadczonych, którzy na co dzień występują w Młodej Ekstraklasie. Zmiany zaszły także w składzie Śląska, na boisku od początku pojawili się Patrik Mraz, Dalibor Stevanović, Tadeusz Socha, Piotr Ćwielong i Łukasz Gikiewicz.
Już w 6. minucie swoją obecność na boisku zaznaczył Sebastian Mila, po którego strzale zza pola karnego piłka przeleciała tuż nad poprzeczką bramki strzeżonej przez Łukasza Budziłka. Przyjezdni dla gospodarzy potrafili być równorzędnym przeciwnikiem tylko przez pierwsze 20 minut. Na boisku zaczęli rządzić wrocławianie, którzy raz po raz gościli pod polem karnym GKS-u. Swoje okazje zmarnowali Przemysław Kaźmierczak i Łukasz Gikiewicz, ale napastnik Śląsk zrehabilitował się dwoma trafieniami, które wyprowadziły Śląsk na prowadzenie. Obie bramki zostały zdobyte głową, pierwsza w 24. minucie po podaniu Mraza, druga tuż przed przerwą po dośrodkowaniu Sochy. Gdyby Gikiewicz był bardziej skuteczny mógłby zaliczyć klasycznego hat-tricka, piłka ewidentnie w tym meczu go szukała.
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando Śląska, ale nie można przejść obojętnie obok słabej gry wrocławian po zmianie stron. To goście stworzyli sobie w drugich 45 minutach więcej okazji do strzelenia bramki, ale Marian Kelemen jak zwykle był niezawodny. Słowak w 64. minucie nie miałby szans, gdyby nieco lepiej przymierzył Bartłomiej Bartosiak, który strzelił obok słupka. Swoją szansę na gola miał też Łukasz Wroński, który przegrał pojedynek sam na sam z Kelemenem.
Dopiero prezent od Sebastiana Jarzębaka, który podyktował wątpliwy rzut karny, pozwolił Śląskowi na podwyższenie prowadzenia. Arbiter przyznał jedenastkę za faul bramkarza GKS-u na Ćwielongu, na bramkę zamienił ją Mateusz Cetnarski. W 90. minucie sędzia zabłysnął po raz kolejny i wyrzucił z boiska za ostry faul Przemysława Kaźmierczaka.
Śląsk Wrocław 3:0 (2:0) GKS Bełchatów
Ł.Gikiewicz 26’, 41’, Cetnarski 87’ (k)
Śląsk: Kelemen – Socha, Jodłowiec, Grodzicki, Mraz – Sobota, Stevanović (69’ Elsner), Kaźmierczak, Mila (76’ Cetnarski), Ćwielong (90’ Patejuk) – Ł.Gikiewicz
GKS: Budziłek – Sawala, Szmatiuk, Lacić, Basta (46’ Wróbel) – Stulin, Baran, Bartosiak (76’ Wroński), Gonzalez, Nowosielski (59’ Bozok) – Giel
Żółte kartki: Mila, Ćwielong, Socha (Śląsk), Bartosiak, Budziłek (GKS)
Czerwona kartka: Kaźmierczak (Śląsk, za faul)
Sędziował: Sebastian Jarzębak (Śląski ZPN)
Widzów: 19500