Zapowiedź: Kto zrobi różnicę?
własne | skomentuj (2)


Niewdzięczna misja czeka zawodników Śląska Wrocław - są na niedzielę pewniakami. Przemawia za nimi pozycja w tabeli, forma sportowa, historia ostatnich spotkań i także jakość poszczególnych zawodników - zwłaszcza od ostatniego tygodnia, gdy piłkarze przestali po godzinie gry szukać wymówek na swoje zmęczenie, a po prostu zaczęli grać. I teraz jeszcze po swojej stronie mają charakter. A Zagłębie Lubin? Oni mają derby, które ponoć rządzą się swoimi prawami.
Jak mała wiara w derbową sprawiedliwość panuje w Lubinie pokazują komentarze na stronie oficjalnej pod wpisem podsumowującym statystycznie ostatnie spotkania. "Dla nas remis będzie sukcesem", "szykuje się kompromitacja i smutna niedziela", "aż strach czekać na te derby" - naprawdę takie dominują nastroje po miedziowej stronie. Wszystko wskazuje na to, że do Wrocławia Zagłębie udaje się jak na ścięcie.
Co więcej, po kiepskim starcie do sezonu i tylko pięciu punktach Zagłębie musiało ratować się w ostatnich dniach oświadczeniem, które zaprzeczało wszelkim spekulacjom dotyczącym szkoleniowca, Pavela Hapala. To zresztą znajomy scenariusz z ostatnich lat, który w Lubinie znają doskonale - fatalna jesień, zmiana szkoleniowca, świetna wiosna, ambitne lato, fatalna jesień, zmiana szkoleniowca... Czy tym razem scenariusz będzie inny, czy Hapal przetrwa? Jeśli plotki się sprawdzą, Zagłębie dołączy do mało zacnego grona klubów, które skazują się na ligowe dno przez słabość/beznadziejność/brak szkoleniowców. Podbeskidzie i Bełchatów to także Ekstraklasowy brak piłkarskiej jakości, ale tu akurat "Miedziowych" klasyfikować nie wolno...
...bo nie zapominajmy, że tam są piłkarze, którzy mają umiejętności pozwalające im na walkę o pozycje w górnej połówce tabeli. Szymon Pawłowski w nastroju do gry to jeden z najinteligentniejszych zawodników całej ligi, Maciej Małkowski należy do najszybszych, Robert Jeż - ten zabrzański - najsprytniejszych, Adam Banaś najodważniejszych w swoich interwencjach, a bramkarze... Ten temat lepiej zostawić na boku, jeśli mowa o najlepszych stronach Zagłębia. Także ich boki obrony - Costa i Widanow - zabierają Zagłębiu jakości, powód do radości dla skrzydłowych wrocławskiego Śląska, których mobilność i technika na pewno już wywołują ból głowu u trenera Hapala.
Pojedynek czeskich szkoleniowców raczej nie będzie również ich osobistą partią szachów - obydwaj preferują futbol otwarty, oparty na szybkich atakach i dowolności, swobody w nich, przy raczej umiarkowanym zabezpieczaniu własnych szeregów. Śląsk Levy'ego to właśnie reprezentanci szkoły "zawsze więcej strzelimy, niż stracimy" - z tym "zawsze" może być problem, ale myśl się zgadza. Przy obecnym marketingu wrocławskiego klubu takie podejście może ściągnąć na trybuny więcej kibiców niż krzywo przyklejony plakat w galerii handlowej.
Stanislav Levy ma do swojej dyspozycji wszystkich piłkarzy, a nawet napastników, których problemy zdrowotne wcale nie ograniczają się do przypadłości pod nazwą: "nie strzelamy". Johan Voskamp nawet był widziany na meczu młodzieżowej Ekstraklasy, jak dokładał głowę do dośrodkowania, a potem cieszył się ze zdobytego gola. Niektóre źródła mówią nawet o materiale video, ale lepiej przekonać się na żywo. Jeśli Holender w niedzielę dostanie swoją szansę, to na przeciwko będzie miał bramkarza o reputacji tak marnej jak punktowy dorobek Zagłębia Lubin. Za co Michał Gliwa zresztą jest w sporej części odpowiedzialny.
Dziesięcioletnia passa wygranych Śląska nad Zagłębiem powinna trwać - tak podpowiada rozsądek i nawet bardziej obiektywne spojrzenia dostrzegają te różnice, które obecnie nie powinny dać w derby przyjezdnym żadnych szans. Niech najlepszym z argumentów Levy'ego będzie Sebastian Mila, kapitan gospodarzy - zawodnik, którego głód gry po "zawiasach" za śpiewanie przekłada się na świetną grę. Jeśli wszyscy zawiodą to on zrobi różnicę.