Levy: Graliśmy bardzo niedokładnie
Stanislav Levy (Śląsk Wrocław): Ten mecz niełatwo mi oceniać. Byliśmy za bardzo pasywni. Często piłki wracały do bramkarza. Brakowało nam lepszej współpracy. Byliśmy strasznie rozciągnięci. Nie potrafiliśmy wywrzeć presji na przeciwniku. Mieliśmy pewne sytuacje w I połowie gdzie mogliśmy strzelić bramkę ale ta presja z naszej strony nie była taka jaką bym sobie wyobrażał. Potem po przejściu do ataku zrobiliśmy fatalny błąd, a przeciwnik nas za to ukarał. W II połowie nasza kombinacja była bardzo nerwowa, graliśmy bardzo niedokładnie. Pod koniec graliśmy już tylko na trzech obrońców i przeciwnik to wykorzystał zdobywając kolejną bramkę.
Dlaczego piłkarze tak źle weszli w ten mecz?
Myślę, że nie można porównywać początku meczu tutaj i w Gdańsku. Tam jednoznacznie byliśmy lepsi. Szybciej rozgrywaliśmy, co dzisiaj nam się nie udawało. Przeciwnik dzisiaj łatwiej przedostawał się pod nasze pole karne.
Czy Śląsk ma kim straszyć z ławki rezerwowych?
Mieliśmy przygotowane różne warianty według tego jak będzie rozwijał się mecz. Oczywiście brakowało nam dzisiaj Piotra Ćwielonga, który potrafi dobrze zagrać w sytuacji jeden na jednego. Nie możemy jednak powiedzieć, że to było przyczyną przegranej. Pod koniec graliśmy nawet pięcioma zawodnikami - brakowało nam jednak spokoju w grze. Nawet Tadeusz Socha grał pod koniec jako pomocnik.
Dlaczego zdecydował się Pan wystawić Kowalczyka zamiast Grodzickiego?
Była to kwestia taktyki. Wiedzieliśmy, że Zagłębie szybko przechodzi do ataku, m.in. Papadopulos i ich pomocnicy.
Co Pan myśli o tym co się działo na trybunach?
(wzruszenie ramion)