Tarasiewicz o meczu, derbach, zarządzaniu klubem i Akahoshim
Przegląd Sportowy | skomentuj (5)

Trenował zarówno Śląsk, jak i Pogoń – Ryszard Tarasiewicz, domagający się zaległych pieniędzy od WKS-u, w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” komentuje m.in. zbliżający się mecz. Dla szkoleniowca faworytem spotkana w Szczecinie „na papierze” są wrocławianie, jednak: Pogoń Szczecin prezentuje się bardzo sympatycznie. Naprawdę gra lepiej, niż wskazuje na to pozycja w tabeli. Tarasiewicz krytycznie ocenia zawodników zielono-biało-czerwonych za niedawny mecz z Zagłębiem. - Zespół przeszedł obok spotkania. Nie był tak zaangażowany, jak powinien być w spotkaniu o takim prestiżu. Pamiętam mecz, w którym Zagłębie cały czas napierało na Śląsk Wrocław. I naprawdę dobrze grało, ledwo zremisowaliśmy, bo Mila wyrównał tuż przed końcem. Ale my tam nawet metra nie zostawialiśmy wolnego. Masz prawo przegrać albo zremisować, ale kibic ma wyjść ze stadionu wiedząc, że drużyna dała z siebie wszystko. Ja tydzień temu nie miałem takiego odczucia.
Podobnie negatywne odczucia ma odnośnie zarządzania klubem z Oporowskiej.
- Jak się daje ludziom wolną rękę w sprawach, o których nie mają pojęcia, dochodzimy do punktu, w którym obecnie jest Śląsk Wrocław. Ktoś musi panować nad całością. Skoro były transfery, to ktoś je akceptował. Trener może sobie mówić, że chce dziesięciu zawodników. Ale czy to oznacza, że w klubie ma nie być z 5–6 ludzi, którzy zapytają „hola, hola, panie trenerze, ale po co nam trzech rozgrywających?\". (…) I w taki sposób wycieka po kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie na gości, którzy na 30 meczów w sezonie grają w siedmiu. Nie trzeba być ekonomistą, żeby zrozumieć, czym to się skończy. W kadrze jest 24 ludzi, a gra trzynastu. Swoich szkolić trzeba! Jak ktoś nie chce szkolić, tylko kupować, to niech prowadzi klub przez Skype\'a? Na jedno wyjdzie.
W rozmowie padło też pytanie o Takafumiego Akahoshiego, Japończyka będącego jednym z wyróżniających się zawodników beniaminka, swego czasu odrzuconym przez trenera we Wrocławiu. Jak to tłumaczy? - Bo kiedy starał się o angaż we Wrocławiu był kompletnie nieprzygotowany fizycznie. Miał nieprzeciętną technikę, ale na zajęciach nasi chłopcy go masakrowali. Zupełnie jakbym przyprowadził na trening chłopaka z juniorów. Zanim przyjął piłkę, zawsze ktoś po nim zdążył się przebiec. W sparingach było to samo. Do tego jeszcze jedna kwestia: miałem w drużynie Sebastiana Milę i Dudka. Po co mi trzeci rozgrywający? Nie miałem 30 milionów budżetu, żeby płacić ciężkie pieniądze obcokrajowcowi i czekać rok czy dwa, żeby on się docierał. Dzisiaj to już zupełnie inny piłkarz. Nabrał mocy, a zaawansowaniem technicznym robi różnicę.