Dwugłos trenerski

Prezentujemy wypowiedzi trenerów Artura Skowronka i Stanislava Levego po meczu Pogoń - Śląsk, w którym wrocławianie wygrali 3:0.
Stanislav Levy: Po porażce z Zagłębiem byliśmy pod presją. Wiedzieliśmy, że tylko wygrana pozwoli nam wrócić do czołówki. Wynik może wskazywać, że było to łatwe dla nas spotkanie, ale było przeciwnie. Ważne było, to, że graliśmy zdecydowanie.
Było dużo niedokładności w środku pola. Z czego to wynikało?
Levy: Zawodnicy, którzy grali w pomocy, starali się przechodzić od razu do kontr.
Skowronek: Zgodzę się z tą opinią. Myślę, że jedna i druga strona myślała o tym, by wyeliminować linię środkową przeciwnika z gry.
Skąd pomysł na ustawienie Ćwielonga na szpicy?
Levy: Na początku drugiej połowy byliśmy pod presją przeciwnika. Łatwo gubiliśmy piłkę, chciałem wprowadzić zawodnika do przodu, który by ją przetrzymał.
Dlaczego w osiemnastce nie było Stevanovicia?
Levy: Mamy w drużynie 25 zawodników, na mecz może pojechać tylko 18. Podejmujemy decyzję po obserwacji treningów.
Artur Skowronek: Chcielibyśmy szybko zapomnieć o tej porażce, ale nie da się tak szybko przejść do porządku. Przede wszystkim chcielibyśmy zapomnieć o pierwszej połowie, wyglądaliśmy wówczas słabo. W przerwie powiedzieliśmy sobie kilka mocniejszych słów. Wyszliśmy na drugą połowę zmotywowani. W chwili, gdy wydawało się, że mamy wszystko pod kontrolą i zdobycie gola jest kwestią czasu, to da stałe fragmenty gry ustawiły spotkanie. Trzecia bramka to już była konsekwencją kontrataku.
Czy takie było założenie, by od bramki grać dalekim wykopem? Gdy Janukiewicz stał w bramce, Pogoń grała krótkim podaniem.
Chcieliśmy grać od Dusana przez stoperów i bocznych obrońców. Ale Mila i Gikiewicz dobrze się przesuwali i zamykali nas – stąd te wykopy.
Pogoń wyszła dziś niepodziewanie ustawiona defensywnie. Z obawy przed Milą, czy z nadzieją na szybkie kontry?
Założenie nie było takie, żebyśmy byli ustawienie nisko. Na pewno chcieliśmy się wystrzec atutu Śląska w postaci ich kontrataku. Mają szybkich skrzydłowych, dobrze trzymającego piłkę tyłem do bramki Gikiewicza i rozgrywającego Milę. Ale graliśmy u siebie i chcieliśmy zdobyć punkty, przechodzić szybko po odbiorze do ataku. Zabrakło jakości. Gdy mieliśmy prowadzić atak pozycyjny, dobra organizacja w grze obronnej Śląska powodowała, że ciężko się było przebić. Determinacja dwójki defensywnych pomocników Śląska spowodowała, że WKS niwelował nasze atuty.
Mówił Pan, że gracie gorzej. Można to przyrównać do dopingu, którego nie było. Nie gra się wtedy dobrze…
Nie odnosiłbym się do tego. Każdy pracuje po to, żeby wychodzić na mecz i poczuć dwunastego zawodnika. Ale sytuacja jest taka i ja to szanuję.