Nakładką: Casting na piłkarza
własne | skomentuj (10)
Gdzie jest ta gazeta, której nie przeczytałem? Gdzie był ten news, którego nie zarejestrowałem? Gdzie leciała informacja, że jej nie wysłuchałem? Kto puścił o tym materiał, że nie obejrzałem? Przecież za nic bym sobie takiej okazji nie odpuścił - skoro Śląsk bierze wszystko co się rusza, z chęcią sam debiut zaliczę!
Informację za to dostrzegł Krzysztof Ostrowski. Zawodnik, którego ostatnio kopiącego piłkę (na mocno przeciętnym poziomie ligowym) widziano w maju 2012 roku, najpewniej zadzwonił na Oporowską, numer w telefonie wciąż ma. Może nawet nie dzwonił. Zdjął obuwie piłkarskie z kołka, z dna szafy wyjął dresy i pognał na stadion. Pewnie załapał się też pierwszy do kolejki.
Sebastian Mila chciał po powrocie do treningów dowiedzieć się, jakie są cele Śląska na resztę obecnego sezonu Ekstraklasy. Klub oszczędził mu długiej wizyty u prezesa - wystarczyło wspomniane ogłoszenie i stawienie się Krzysztofa Ostrowskiego na treningu by przypomnieć, że przy tym budżecie drużyna na mistrzostwo kursu raczej nie obierze. Zresztą nie chodzi tylko o zawodnika, który już w Śląsku (głównie przeciętnie) grał. Dawid Abramowicz ostatnie spotkanie w Grudziądzu rozegrał pod koniec września, Jakub Więzik nawet dla ŁKS-u bramki strzelał. Cztery. W pierwszej lidze.
Warci spróbowania, dało się usłyszeć w klubie. Byli obserwowani, dodano na zachętę. Zwłaszcza w obliczu trzystu osiemnastu minut Dawida Abramowicza z tego sezonu jest to informacja ciekawa i pokazująca, że skauci Śląska nie przegapią nawet sześćdziesięciu sekund wypocin swoich wypożyczonych. Olimpia zapewne była tak przestraszona jego potencjałem, że przez następne miesiące trzymała go w ukryciu. Czy podobnie było z Ostrowskim i jego przerwą w graniu?
Niech mi wymienieni piłkarze wybaczą lekkie kpiny - naprawdę nie mam do nich nic poza tym, że oni do Ekstraklasy nie pasują. Czemu Śląsk się czaruje i daje im szansę? Skąd przekonanie, że Krzysztof Ostrowski będzie grał lepiej niż u szczytu swojej przygody z piłką? Skąd wiara, że w procesie treningowym, obserwacyjnym i ewaluacyjnym coś przegapiono u dwóch 22-letnich piłkarzy? Jasne, jest nowy szkoleniowiec, pewnie Stanislav Levy chce się przekonać na własne oczy co jeszcze ten klub zakontraktował, ale... Czy nie prościej powiedzieć mu wprost, jaki to materiał?
Bieda w klubie aż piszczy, ale nie sądziłem, że akt desperacji będzie w Śląsku aż tak spektakularny. Nie oszukujmy się - jeśli już na takim etapie sięga się po bezrobotnych przez pół roku piłkarzy, którzy po prostu mają blisko na stadion to... to ja się zgłaszam. Wśród Was też pewnie będą chętni.
Nie mam nic przeciwko dawaniu szans młodzieży - wręcz hurtowe branie z Młodej Ekstraklasy świadczy dobrze o intencjach Stanislava Levy'ego. Ile z tego wyjdzie, zobaczymy, ale jest to postępowanie o wiele rozsądniejsze niż stawianie znaków zapytania przy nazwiskach, które swoją grą już dały negatywne odpowiedzi. Na pewno proces współpracy zespołu Levy'ego z drużyną Becelli jest istotny i opłacalny, zwłaszcza jeśli w tym drugim jest lub kiedyś będzie prawdziwy materiał na piłkarzy.
Mecz z Legią pokazał to najlepiej. Lider tabeli został pokonany, lecz przyszłościowo to Śląsk będzie przegrywać. Łukasik, Salinas, Kucharczyk, Furman i Kosecki to ważne elementy najbardziej uzdolnionej drużyny Ekstraklasy, a żaden z nich lat osiemdziesiątych nawet z porodówki nie pamięta. Tymczasem w Śląsku najmłodszy - dzieciątko! - był wtedy na murawie Mateusz Cetnarski, świeżo wyłuskany z rezerw, talent okryty sławą, rocznik 1988. Zasłużył na minutę w Ekstraklasie, na zachętę!
Czasem mam koszmar, że jest rok 2020 i to wciąż Tadeusz Socha jest w drużynie tym najmłodszym, jedynym wychowankiem, ulubieńcem trybun, wiecznie zdolnym i utalentowanym. Za sznurki wciąż pociąga Mila, w bramce stoi Kelemen, na defensywnym gra Kaźmierczak i tak dalej... Okazuje się, że może być gorzej! Wyobraźcie to sobie - jest jeszcze ten sezon, przychodzi mecz z Legią, a w Śląsku trzech na zmiany - Ostrowski, Więzik i Abramowicz. Jedyne "transfery" Mistrza Polski.
Może wcale rosnący deficyt budżetowy w Śląsku to nie jest najgorsza wiadomość dla kibiców na rok 2013. Niech symbolem ubóstwa Mistrza Polski nie będzie kiepska sytuacja finansowa klubu, ale wachlarz rozwiązań jego pracowników na czas kryzysu dla potrzebującej zmian i odmłodzenia drużyny. Przemawia przeze mnie obawa i nadzieja jednocześnie, ale faktycznie trzeba uważniej śledzić informacje płynące z Oporowskiej. Ten casting na piłkarza może się faktycznie zdarzyć...