We Wrocławiu rządzi Śląsk

To nie będą mile wspominane przez trenera Ślęzy Wrocław Grzegorza Kowalskiego 50. urodziny. Śląsk Wrocław rozgromił w dzisiejszym sparingu jego zespół aż 7:1 (5:1). Mistrzowie Polski przeważali przez większość spotkania, trzeba jednak przyznać, że Ślęza potrafiła skonstruować kilka groźnych akcji, czego udokumentowaniem była honorowa bramka Niewiadomskiego. Gole dla WKS-u zdobywali: Cetnarski (dwie), Ćwielong, Więzik, Fedyna, Ł. Gikiewicz oraz Przybylski. Mecz odbył się w trudnych warunkach atmosferycznych – na zaśnieżonej murawie. Zimno nie przeszkodziło grupie około 200 kibiców obejrzeć na żywo spotkanie na bocznej płycie przy Oporowskiej.
Trener Stanislav Levy dał szansę gry 22 zawodnikom, zmieniając w przerwie całą jedenastkę. A że szansę pokazania w czasie treningów pierwszej drużyny otrzymało w nowym roku wielu zawodników z zespołu ME i w zajęciach uczestniczy ponad 30 futbolistów, to dla kilku z nich w sobotę w składzie zabrakło miejsca. Na boisku zabrakło m.in. Mili, Kaźmierczaka, Jodłowca, Soboty, Patejuka. W drugiej połowie na boisku pojawił się testowany Krzysztof Ostrowski, jednak wtedy WKS prowadził już 5:1.
Widząc stan boiska, które w niczym nie przypominało zielonej
murawy, przy ławce rezerwowych strategię kolegom przypominał Mateusz Cetnarski: Gramy prostą piłkę, szybkie krótkie podania. I okazało się, że po kilku minutach bramkarz Ślęzy musiał już skapitulować dwukrotnie, a autorem pierwszych noworocznych goli był nie kto inny a Mateusz Cetnarski. Inauguracyjne trafienie padło z rzutu karnego, a drugie po ładnym trąceniu piłki obok interweniującego golkipera. I gdy wydawało się, że jeśli zielono-biało-czerwoni utrzymają takie tempo, to zakończy się wynikiem dwucyfrowym, to nieoczekiwanie pokonany został Marian Kelemen. Odpowiedź Śląska była natychmiastowa, a na listę strzelców wpisał się Piotr Ćwielong, który trafieniem okrasił swój dobry występ w roli lewoskrzydłowego. Widać było, że „Pepe” ma olbrzymią ochotę do gry i dobrze czuje się w tych trudnych warunkach. Kolejnym wyróżniającym się zawodnikiem w barwach WKS-u był Mateusz Fedyna, który ustalił wynik pierwszej połowy efektownym uderzeniem z półobrotu. Wcześniej piłka zatrzepotała jeszcze w siatce po trafieniu Jakuba Więzika.
Druga połowa nie przyniosła już tylu emocji i bramek, choć zaczęła się obiecująco. Krzysztof Ostrowski zagrał idealnie do Łukasza Gikiewicza, a ten bez problemów głową zdobył bramkę. Również po dośrodkowaniu padł ostatni gol meczu, a jego autorem był młody Marcin Przybylski, choć wrocławianie wypracowali sobie jeszcze co najmniej dwie doskonałe okazje na zdobycie kolejnych goli. Trener Stanislav Levy niemal przez całe spotkanie spokojnie obserwował grę swoich podopiecznych, ale kilka razy zdarzyło mu się ostro krzyknąć, gdy głupie błędy popełniali młodzi zawodnicy Śląska.
Śląsk Wrocław - Ślęza Wrocław 7:1 (5:1)
Bramki: Cetnarski 5 (k), 8, Ćwielong 15, Więzik 36, Fedyna 40, Ł.Gikiewicz 50, Przybylski 59 - Niewiadomski 14
Śląsk: Kelemen (46 R.Gikiewicz) - Socha (46 Dankowski), Grodzicki (46 Kowalczyk), Juraszek (46 Wasiluk), Abramowicz (46 Pawelec) - Stevanović (46 Ostrowski), Fedyna (46 Elsner) - Garyga (46 Kohut), Cetnarski (46 Skrzypczak), Ćwielong (46 Ł.Gikiewicz) - Więzik (46 Przybylski).
Ślęza: Gąsiorowski, Bielski, Stawowy, Dorobek, Brusiło, Hajdamowicz, Flejterski, Janas, Niewiadomski, Celuch, Rajter. Ponadto grali: Skwierczyński, Pałys, Jamrozowicz, Danielik oraz Synowiec.