Kamila Dankowskiego niespełnione marzenia o Cyprze
Nie skończył jeszcze 17 lat, ale ma szansę znaleźć się w kadrze mistrzów Polski. Od trzech tygodni bowiem zamiast plecak, nosi worek z piłkami i trenuje ze starszymi kolegami. Kamil Dankowski, bo o nim mowa, po meczu sparingowym z ŁKS-em był nieco zestresowany pierwszą rozmową z dziennikarzami. - Niestety na obóz na Cypr nie pojadę, bo dostałem powołanie do kadry U-17 i nic nie da się zrobić. Chciałbym pojechać, ale no trudno – mówi młody futbolista, który na razie musi przestawić się na ciężki reżim treningowy, zupełnie inny od tego w zespole juniorów, w którym do niedawna występował.
- Fizycznie jest dobrze, ale treningi są ogólnie bardzo ciężkie. Trener robi tu taką „Bundesligę”, dwa zajęcia dziennie, dużo sparingów – opowiada młody piłkarz pochodzący z Kłodzka. – Grałem w miejscowej Nysie, potem pojechałem na testy do FC Wrocław Academy i byłem tam przez 4 lata – wspomina. A stamtąd był już tylko krok od WKS-u. - Dostałem się do kadry dolnośląskiej, której trenerem był Józef Klepak. Przyszedłem na testy do Śląska i nie spodziewałem się, że szybko zrobię taki skok. Nie myślałem, że jeszcze w tym roku będę grać w pierwszym składzie Młodej Ekstraklasy – komentuje. Talent szybko dostrzegli inni trenerzy. - Obserwowano mnie cały czas i przyszedł moment, że zaproszono mnie na trening pierwszej drużyny. Przychodziłem na zajęcia i chyba się spodobałem – wyjaśnia.
Wraz z kilkoma innymi kolegami z drużyny ME w nowym roku dostał szansę od trener Stanislava Levego na zagoszczenie na dłużej w kadrze pierwszej drużyny, co jednak odbiło się na edukacji. - Od trzech tygodni nie chodzę do szkoły ze względu na treningi, także jest mały problem z matematyką – opowiada. Ciężka praca mogła opłacić się wyjazdem na Wyspę Afrodyty, ale plany pokrzyżowało powołanie do młodzieżowej reprezentacji. – Jeszcze nie wiadomo, kto znajdzie się w kadrze na obóz, ale wydaje mi się, że bym pojechał – zdradza gracz, który zanim zakotwiczył na prawej obronie zaliczył wiele innych pozycji. - Na początku byłem lewym obrońcą, później napastnikiem, środkowym pomocnikiem, bocznym pomocnikiem. Gdy przyszedłem do ME, to grałem na prawej pomocy i potem spadłem na prawą obronę. Wydaje mi się, że jest to najlepsza dla mnie pozycja, gdy gram ze starszymi, tam czuję się najlepiej – opowiada młodzieniec, o którego rozwój martwią się rodzice. - Tato przyjeżdża na każdy mecz i wierzył we mnie, mówił, że dam sobie radę w Śląsku. Mama za to martwiła się o wyżywienie, mówiła, żebym się dobrze odżywiał, zdrowo, dbał o odpowiednią liczbę posiłków – mówi zawodnik.
Czy Kamil Dankowski będzie musiał przyzwyczaić się do częstszych rozmów z dziennikarzami? Czy uda mu się pobić boiska ekstraklasy, czy też stanie się kolejnym niespełnionym talentem? Przekonamy się wkrótce.