Nakładką: Wrocław Europejską Stolicą Futbolu 2013
własne | skomentuj (4)
Brutalna jest rzeczywistość Wrocławia po zakończeniu Euro 2012. Chociaż Stadionem Miejskim już tak nie trzęsą w podstawach koparki i dźwigi - a przynajmniej nie w takim stopniu jak kolejne afery czy pikująca frekwencja przy meczach Śląska - miesiąc miodowy już dawno się skończył. Powiedzmy sobie szczerze, tego cudeńka nie wskrzeszą diamentowe loże, coraz rzadsze koncerty czy nawet przyjemne lodowisko. Potrzebne jest coś, co przebije nawet ekipę bajecznie grającego Neymara.
Śląsk swoją obecność w pucharach europejskich zakończył błyskawicznie, a biorąc pod uwagę zimową politykę transferową klubu pt. "Albo trener zmieści w składzie Krzysztofa Ostrowskiego, albo nie będzie nikogo innego" raczej nieprędko znów w nich zagości. Skład pozostanie więc bez zmian i tylko patrzeć jak pod spektakularnym hasłem "WIOSNA BĘDZIE NASZA" (naprawdę nie chcę, by wyszło, że się czepiam!) Stadion Miejski ugości tyle osób, że Oporowska w ostatnich latach więcej widziała.
Czas wrócić do podstaw. Czas na inne pomysły. Wrocław musi ratować swój budżet, zasypać finansową dziurę skuteczniej niż tę przy stadionie. Prawda jest taka, że dział marketingu albo nie ma własnych idei na reanimowanie futbolowej strony miasta, albo po prostu prezydenta nie stać na wyłożenie tej kwoty, którą w sposób dosyć zabawny jego "współudziałowcy" wyliczyli i teraz żądają za swoje akcje. Na szczęście alternatyw nie trzeba szukać daleko.
Oto dziś Europą wstrząsnęła informacja, że ustawiono 380 spotkań dla różnie przebrzydłych celów, a głównie dla poszerzenia objętości swojego portfela. Zaangażowano setki piłkarzy, pewnie też mi i Wam znanych z telewizorów i najlepszych lig - sędziowie też są umoczeni, trenerów też wsadzono na listę. Europol zajął się już sprawą, UEFA nie wie o co chodzi.
Wrocław musi na tym skorzystać. Polska stolica futbolowej korupcji, choć na szczęście nie w kontekście uprawiania tego procederu - w tym reszta kraju nawet od Polaru okazała się lepsza. Tutejsza prokuratura jest biegła w futbolowej terminologii, zdecydowanie wskaże czy karny był wyprodukowany czy nie, który mecz opchnięto, gdzie obrońca skiksował specjalnie. Doświadczenie to nie tylko odstrasza narodowych oszustów (ponoć), ale i pozwoliłoby współdziałać i wreszcie na dłużej Wrocław na piłkarskiej mapie Europy umieścić.
Wyobraźcie sobie te oblężenia, gdy to do Wrocławia by ściągnięto tych wszystkich szwindlarzy - by zmieścić chętnych do relacji i oglądania procesu, można by sąd przenieść na stadion. Są tam przecież kraty, widoczność doskonała, a wszystkich podejrzanych w sektorze gości by można zmieścić. Show gwarantowane, transmisje na cały świat też - to przecież zyski idące w miliony!
Baza hotelowa znowu nam rozkwitnie, łowcy autografów będą mieli używanie, rynek zapełni się zagranicznymi gośćmi. Połączyć procesy można z krajowym doświadczeniem w radzeniu sobie z obcowaniem w skorumpowanej futbolowej rzeczywistości. Pewien znany trener bez klubu, ten co go dopiero do fachu przywrócili, z pewnością chętnie da kilka wykładów obecnym i zainteresowanym o zawodowej zbrodni i karze. Inny doradzi, jak setki telefonów do bukmachera w Azji zrzucić na przyjacielskie relacje z tym człowiekiem. Związkowi fachowcy przekażą swą bezcenną wiedzę o tym, że konsekwencja w karaniu to wymysł bzdurny i niepotrzebny. Były piłkarz poduczy negocjacji i najpopularniejszych chwytów. Reprezentant kraju zwróci się do młodych i naiwnych - że swój wiek i status w szatni też można pod brak wiedzy podłączyć.
Akurat w tym wypadku opieszałość polskich sądów się przyda - im dłużej ten cały cyrk opanuje Wrocław, tym bardziej puchł będzie budżet miasta. By utrzymać zainteresowanie można zrobić z tych największych celebrytów spośród ustawiających piłkarzy swego rodzaju reality show, choć przyznam się, że scenariusz wciąż jest w powijakach. Dla obserwatorów przygotowano by karnety i specjalne promocje, w telewizyjnym studio znajdowali by się najwięksi rodzimi eksperci... Cytując klasyka: "wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy".
Wreszcie i korzyść dla Śląska. Strach wyciągnięcia spod stadionowego prysznica przeniósłby się z Ekstraklasy na całą Europę, zwłaszcza przy zwiększonej skali śledztwa i zaangażowanych "ustawiaczy". Wreszcie powstałaby "Twierdza" na miarę ambicji rządzących i wspierających ten klub - może wreszcie doszłoby do rewanżu za porażkę z Liverpoolem z 1975 roku? Jeśli wierzyć doniesieniom zagranicznej prasy, to właśnie The Reds mieli być zamieszani w jedyny angielski epizod z ostatnich rewelacji Europolu. Skoro 28 lat temu nie spętało im nóg pięćdziesiąt tysięcy gardeł na Olimpijskim, to może teraz wizja wizyty panów w garniturach w przerwie zrobiłaby swoje?