Śląsk - Zbrojovka 2-1: sobotni spacerek


Powrót Śląska na Oporowską przyniósł wrocławianom zwycięstwo w starciu z siódmą siłą Gambrinus Ligi. Tempo spotkania na kolana nie rzuciło i pozostaje mieć nadzieję, że kolejne spotkania z przyniosą więcej emocji.
Trener Stanislav Levy formując wyjściowe ustawienie zaskoczył przede wszystkim z obsadą boków obrony. Na lewej stronie zaczął Marek Wasiluk, prawa należała do Ostrowskiego. Etatowego w rundzie jesiennej Elsnera zastąpił dobrze spisujący się dotychczas w sparingach Stevanovic.
Śląsk zaczął agresywniej, od pierwszych minut w gęstej mgle zaczęła malować się przewaga wrocławian. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W 3. minucie strzał z granicy pola karnego Ćwielonga przed siebie wybił Dolezal. Próbujący dobijać Stevanović był został sfaulowany w polu karnym. Jedenastkę bez problemu wykorzystał Diaz.
Wrocławianie nie zwalniali tempa. Podobać się mogła duża ruchliwość zawodników, pozwalająca na sporą ilość krótkich podań. Zespół Śląska grał dość wąsko, trzymając się blisko siebie, dzięki czemu była możliwe było utrzymanie wysokiej skuteczności podań. Często na flance podłączał się Ostrowski. Ćwielong i Sobota zamieniali się stronami, znajdując sobie sporo wolnego miejsca. Nie przekładało się to jednak na akcje bramkowe.
Po kilkunastu minutach dominacji gospodarzy, do głosu doszli piłkarze z Brna. Z niczego przyszło wyrównanie. Po wrzutce w pole karne, Ostrowski odpychał Avdicia, za co sędzia podyktował jedenastkę. Skutecznym egzekutorem okazał się Svancara.
Ten sam zawodnik kilka minut później wpadł w pole karne i po minięciu wszystkich zawodników, postanowił powtórzyć operację. Za drugim razem już się nie udało i w ostatniej chwili został zablokowany. Minutę później był blisko przejęcia zbyt krótkiego podania do Kelemena. Golkiper Śląska jednak zdążył wyłapać piłkę, a sędzia nie przyznał wolnego pośredniego.
Po kilku kolejnych minutach Śląsk opanował nieco sytuację, ale jego gra stała się bardziej szarpana. Tym niemniej udały się dwie prostopadłe piłki, jednak Sobocie i Diaza nie udało się wykorzystać sytuacji sam na sam. Sukces przyszedł za trzecim razem. Reprezentant Polski wpadł w pole karne po bardzo dobrym podaniu Diaza i spokojnie pokonał Dolezala. Na przerwę Śląsk schodził prowadząc 2-1.
W drugiej części podniosła się mgła, ale tempo gry spadło. Akcje stały się bardziej chaotyczne, a drużyny nie dochodziły do sytuacji strzeleckich. Ożywienia nie przynosiły też kolejne zmiany. Najgroźniejsze akcje przynosiły stałe fragmenty gry, Kaźmierczak i Brabec nieznacznie pomylili się po dośrodkowaniach. Z dystansu próbował jeszcze Stevanović, posyłając piłkę obok słupka. I na tym zamyka się wątły potok ekscytujących zdarzeń, którymi uraczono nas w drugiej połowie.
Kilka momentów w grze Śląska mogło się podobać, zwłaszcza w pierwszej połowie, kiedy byli w stanie na małej przestrzeni tworzyć szybkie akcje. Większość spotkania toczyła się jednak w spacerowym tempie. Sobota, godzina 12, pogoda też nie sprzyjała do gry w piłkę.
Śląsk Wrocław - Zbrojovka Brno 2-1 (2-1)
Diaz 4.-karny, Sobota 35. - Svancara 25.-karny
Śląsk Wrocław: Kelemen (46. Gikiewicz) - Ostrowski (46. Socha), Jodłowiec, Kowalczyk, Wasiluk (46. Spahić) - Ćwielong, Stevanović, Kaźmierczak (46. Elsner), Mila (46. Cetnarski), Sobota (46. Patejuk) - Diaz (46. Ł. Gikiewicz) Trener: Stanislav Levy
Zbrojovka Brno: Dolezal (46. Radek) - Hycka, Brabec, Avdić (38. Soljić), Buchta - Husar (64. Kunc), Glaser (72. Glaser), Sus, Traore (68. Prerovky) - Markovic (68. Halaska) - Svancara (59. Skoda)
widzów: 999
żółte kartki: Jodłowiec - Avdić, Soljić