Nakładką: Wiosną w Śląsku nadal zimno
własne | skomentuj (2)
Dokąd zmierzasz, Mistrzu? Powinniśmy być pesymistami - zerowe wydatki na wzmocnienia, najpierw długa i raczej męcząca saga z niedoszłym odejściem Sebastiana Mili, następnie wciąż trwająca i jeszcze bardziej zagmatwana historia z kontraktem Tomasza Jodłowca. Ta ostatnia pokazuje, że problemy są nawet z najprostszą komunikacją.
Przykłady? Służę uprzejmie. Oficjalne stanowisko Śląska mówiło, że "od kiedy tylko pojawił się temat transferu Tomka do Legii wykonaliśmy sporą pracę, by sprawę wyjaśnić". Sam piłkarz z kolei zaznacza, że oferta wyszła już na początku stycznia, a do obecnego lidera Ekstraklasy mógł trafić nawet latem. Niektórzy dziennikarze donosili o tym już na tydzień przed tym jak prezes Legii zadzwonił do prezesa Śląska, by poinformować go o podpisaniu kontraktu z Jodłowcem - na co ten drugi miał przystać, tylko po to by po 24 godzinach zmienić zdanie.
To nie wszystko. Trener Levy także we wtorek odniósł się do całej sytuacji mówiąc, że "strata Jodłowca to dla Ślaska pewne problemy". Czy szkoleniowiec powinien tak jednoznacznie odnosić się do sprawy, gdy jego prezes jeszcze walczył, by obrońca ostatecznie wiosnę spędził we Wrocławiu, nie w Warszawie? Czy klub nie powinien natychmiastowo ustanowić spójnej "linii obrony" swoich racji i włączyć w to wszystkich pracowników? Na stronie głównej Śląska próżno szukać oświadczeń i reakcji o tych ważnych przecież wydarzeniach - dowiemy się za to o ślubie na stadionie czy biletach w Magnolii...
Boli, że Śląsk nawet nie zamierzał konsekwentnie zachować się w stosunku do samego piłkarza. Przecież walcząc o jego zatrzymanie musiał pokazać swoją siłę - w końcu Tomasz Jodłowiec poleciał do tej Warszawy, fotografował się w koszulce Legii, wypowiadał jako jej piłkarz, odnosił do poprzedniego klubu jako Śląska, mówił o oczywistości tego wyboru i tego jak trener oraz inni zawodnicy z Wrocławia zrozumieli jego decyzję. Co więcej, zagrał w sparingu drużyny Jana Urbana! Naprawdę nie zasługiwało to na wstępną karę finansową? A co jeśli odniesie Jodłowiec kontuzję w test-meczu z Motorem Lublin, gdy powinien - według Śląska - trenować z resztą zespołu przy Oporowskiej? Za to również Śląsk konsekwencji nie chciał wyciągać!
Na szczęście ważniejszych dla kibica sporów nie rozstrzygnie PZPN, ani prezes Legii, ani nawet Józef Wojciechowski. Wszystko sprowadzi się do tego co zespół pokaże na boisku, jak zareaguje na straty, zmiany i pierwszy okres przygotowawczy z nowym trenerem. Tak inny od kilku poprzednich.
Należy współczuć Stanislavowi Levy'emu. Ani nie wiedział on o pogarszającej się sytuacji finansowej Śląska, gdy "sprzedawano" mu ofertę pracy we Wrocławiu, ani nie został poinformowany o tym, że najważniejszym piłkarzom kończą się kontrakty lub tak łatwo innych może stracić. Jego szanse na to, by wprowadzał własne pomysły zostały mocno ograniczone co symbolizuje ponowne zatrudnienie Krzysztofa Ostrowskiego. Levy prezentował kilka pomysłów na wzmocnienia Śląska, ale odbił się od finansowej ściany - niejako został więc zmuszony przyjąć w szeregi zawodnika, który ostatnio pozostawał bez klubu, a miejsca będzie mu szukał tam gdzie oczywiste braki w przygotowaniu da się jeszcze zatuszować. Choć i tak szanse, że Ostrowski zastąpi na prawej obronie Tadeusza Sochę są znikome.
Gdyby jednak przyszło nam te narzekania zamieniać w lament, piłkarze Śląska nie powinni słuchać. Szybkie spojrzenie na tabelę i to co działo się u innych nakazuje wręcz sugerowanie, że walka o podium jest jak najbardziej realna. Górnik Zabrze stracił już połowę ze swojej ofensywnej siły, a odejscie Nakoulmy to również ponoć kwestia czasu. Polonię Warszawa dotknął większy demontaż niż niemal już pewnego spadkowicza, GKS Bełchatów. Lechia Gdańsk jest bez Traore, który na jesień stanowił przynajmniej połowę jej ofensywnej wartości. Na resztę zespołów nawet nie powinno się patrzeć w kontekście walki o trzecie miejsce, bo jeśli Śląsk i inni wpuszczą Piast, Widzew czy Pogoń do tej batalii, powinno być im po prostu wstyd.
Dlatego nikt nie chwali szefów klubu, nikt nie stara się argumentować takiej a nie innej strategii transferowej Śląska, lecz po prostu z ulgą przyjmuje się to jak z trudną finansową rzeczywistością przegrywa reszta ligowej stawki. Lech Poznań i Legia wydają się w Ekstraklasie nie do ruszenia, ale mimo wszystko - jeśli utrzymana zostanie solidność w meczach z innymi zespołami - Śląsk może im napsuć sporo krwi w bezpośrednich meczach. Szkoda, że do rewanżu między zeszłorocznym mistrzem i zdobywcą pucharu dojdzie dopiero w ostatniej kolejce, gdy prawdopodobnie wszystko będzie już pozamiatane.
Jednak by dążyć do tych celów - niektórzy piłkarze mówią o mistrzostwie! - potrzebne jest pełne pojednanie w drużynie, która na koniec roku dostarczyła kibicom niezdrowych emocji związanych z konfliktami i problemami we wnętrzu klubowej szatni. Marian Kelemen wspomniał, że braci Gikiewiczów czeka ponowne wkupne do drużyny, co pewnie wiąże się z imprezą - oby po tej kolacji piłkarze wracali taksówkami, nie własnymi samochodami.
Stanislav Levy całą zimę wiedział, że operować będzie musiał na tym samym materiale, ewentualnie pomniejszonym o ewentualne straty. Ze sparingów można wyciągnąć kilka wniosków - na pewno bliżej składu będzie Dalibor Stevanović, a bliżej od Johana Voskampa jest kilku juniorów. Na pewno najwięcej problemów będzie z obroną, lecz z Cypru dochodziły głosy o znacznie poprawionych przejściach drużyny z ataku do defensywy i z powrotem, o co najczęściej na jesieni miał pretensje szkoleniowiec Śląska. Pozytywem jest efekt jego współpracy z Diazem, który zaliczył świetny okres przygotowawczy i teraz Levy ma prawo wymagać, że Argentyńczyk doda kilka goli do swojego marnego dorobku z pierwszej części sezonu.
Największa nadzieja Śląska leży więc w wykorzystaniu słabości innych - tyle szczęścia miał klub, że chaos i efekty złego zarządzania nie dotknęły na tyle pierwszego zespołu, by pozbawić go najważniejszych ogniw. Sebastian Mila pewnie odejdzie po sezonie, ale jak zwykle do tego czasu zrobi wszystko by krytycy Śląska się mylili. Szkoda jednak, że sezon po mistrzostwie tak zespół, jak i cały klub skupiony jest na walce przeciwko wszystkim i wszystkiemu, a nie w skupieniu na własnym rozwoju tak boiskowym, jak i strukturalnym. Sroga zima tylko te procesy jeszcze mocniej zamroziła.