Krzysztof Ostrowski: ponowny debiut – błąd i rehabilitacja
- Ogólnie rewelacja. Wrażenie – stadion fajny, ale murawa pozostawia wiele do życzenia – komentował po wyjściu z szatni po meczu z Flotą Świnoujście Krzysztof Ostrowski. Choć spotkanie dla grającego na prawej obronie „Ostrego” rozpoczęło się fatalnie, bo to po jego błędzie Gikiewicz zmuszony był do faulowania rywala w polu karnym. – Na pewno nie była to trema. Po prostu miałem pierwszy zamysł wybijać piłkę, Giki krzyknął, żebym podał, zmieniłem decyzję - najgorsze co mogłem zrobić – opowiadał o pierwszych sekundach spotkania.
Zawodnik swój błąd naprawił w 23 minucie, gdy po zagraniu od Waldemara Soboty posłał piłkę do siatki. - Z piekła do nieba można powiedzieć. Dobrze, że się zrehabilitowałem i strzeliłem bramkę. Fajnie, że wygraliśmy, bo to nam podbuduje morale po takim meczu. Zwycięstwo na pewno kibicom się podobało. Trzeba patrzeć na plusy i pracować, żeby się taka sytuacja nie powtórzyła – dodaje.
Choć sam piłkarz ma mieszane uczucia do swojego ponownego debiutu w Śląsku. - Pierwsza połowa to dużo do analizowania. Oprócz tej bramki, to mój najgorszy mecz ze wszystkich zimowych sparingów. Druga połowa to już inna bajka – lepiej wszedłem w mecz. Jestem z tej połowy zadowolony, no i z tego, że potrafiłem się zrehabilitować – krytycznie komentuje swój występ.
Po meczu koledzy z drużyny o błąd z początku meczu nie mieli jednak do nowego kolegi pretensji. - Każdy mnie podbudowywał - jesteśmy drużyną, stąd bierze się duch zespołu. Daliśmy radę, zdobyliśmy bramkę w ostatniej minucie, lepiej nie mogło się skończyć – z uśmiechem podsumowuje.