Kopanina - analiza meczu Korona - Śląsk
taktycznie.net | skomentuj (0)
Po doskonałym występie przeciwko Legii Korona Kielce zanotowała remis na własnym boisku z mistrzem Polski. Tym razem to wrocławianie powinni być zadowoleni, bo po bardzo słabym meczu udało im się wyrównać w końcówce.
Trener Levy postawił na Krzysztofa Ostrowskiego na prawej obronie, a na środku tej formacji ponownie zagrał Marek Wasiluk mając za partnera Marcina Kowalczyka. Leszek Ojrzyński ustawił na środku ataku Pavola Stano z Janotą za jego plecami i Korzymem na lewej pomocy.

Jeszcze przed przerwą boisko musiał opuścić Janota. Zastąpił go Sierpina, co wymusiło przetasowanie składu - Stano trafił na pozycję defensywnego pomocnika, a Korzym został wysuniętym napastnikiem. To dało Koronie możliwość grania 3 na 3 w środku pola, ale, po pierwsze, Śląsk zbyt rzadko próbował rozgrywać spokojnie piłkę, by w ogóle miało to znaczenie, po drugie, początkowo zawodnicy nie do końca byli pewni, jakie role mają odgrywać. Ostatecznie nieco do przodu przesunął się Jovanović, co w efekcie okazało się być nie do końca mądrym posunięciem. Trener Levy zaskoczył wszystkich ściągając z boiska w 76. minucie Pawelca i zastępując go Patejukiem. Komentatorzy zastanawiali się, czy to oznacza grę trójką obrońców, tymczasem Patejuk ustawił się na lewej obronie. To właśnie jego dwójkowa akcja z Milą, w której udało im się uniknąć pressingu trzech kielczan zaowocowała golem Ćwielonga. Mila rozegrał klepkę z dynamicznym Patejukiem, a ten posłał w bój Ćwielonga, który nie został odpowiednio wcześnie przyblokowany.
W bardzo słabym meczu mieliśmy jeden przebłysk trenera, który pozwolił Śląskowi zdobyć jeden punkt. Dość słaba w ataku pozycyjnym Korona zdobyła bramkę po strzale z dystansu, ale przez całe spotkanie swoją ruchliwością i agresywnością praktycznie wyłączyła z gry mistrza kraju. Jednak umiejętna zmiana i mądre zagranie Sebastiana Mili sprawiły, że cały ten wysiłek poszedł na marne. Mówi się, że w naszej lidze ambicją i walecznością można osiągnąć bardzo wiele i jest na to wiele dowodów - ale czasem jest też odwrotnie, jeden przebłysk boiskowej inteligencji niweluje walory motoryczne. Tak było w tym spotkaniu.