Jak Rafał zastępował Mariana
Marian Kelemen rozgrywał właśnie 102. mecz w Śląsku, kiedy po niefortunnej interwencji sfaulował w polu karnym Dawida Nowaka. Sędzia pokazał słowackimu bramkarzowi czerwoną kartkę. Pierwszą, odkąd przyjechał do Wrocławia. I po raz pierwszy Marian nie wytrwał na placu gry 90 minut. Jego miejsce między słupkami zajął na niemal pół meczu w Bełchatowie i najprawdopodobniej całe spotkanie z Górnikiem Zabrze Rafał Gikiewicz. Jak obaj wrocławscy golkiperzy znaleźli się w tej sytuacji?
Rafał doznał podobnej przykrości miesiąc temu, kiedy to arbiter usunął go w pierwszym ćwierćfinale Pucharu Polski już po pierwszej akcji meczu.
- W moim przypadku było nieciekawie, bo ja na ławce siedziałem 50 minut. Rozgrzany w ogóle nie byłem. Sytuacja z Flotą była inna, bo to Marian mnie przygotowywał przed meczem i jakoś rozgrzany był. Przyjemność średnia, bo ja wolę nie grać i żeby Śląsk mistrzostwo zdobył niż wchodzić w takim momencie. Łukasz Madej to jest piłkarz, jak to zawsze mówiliśmy w szatni. Patrzy do końca i ma swoje umiejętności, poniżej poziomu nie schodzi.
Właśnie w feralnej 50 minucie Marian zakończył swój występ. Czy słusznie?
- Nie wiem, czy był to faul na czerwoną kartkę. Kontakt tam był, skróciłem kąt, myślałem, że będzie strzelał, a on zostawił nogę, przewrócił się, więc faul był. Ale uważam, że sędzia popełnił wcześniej błąd. Jak ja widziałem i wszyscy widzieli przed tym karnym - nie wiem, który z graczy Bełchatowa – pomógł sobie piłkę ręką i potem podawał. Myślę, że sędzia musi widzieć takie rzeczy.
Czy nierozgrzany bramkarz miał szansę złapać strzał byłego kolegi z zespołu?
- Z Łukaszem półtora roku byłem razem w Śląsku. Co drugi-trzeci dzień zostawaliśmy razem po treningu i się zakładaliśmy, graliśmy w rzuty karne. Teraz była taka taktyka, że wytrzymam nieruchomo i liczyliśmy, że będzie strzelał w środek bramki i na siłę. Ale popatrzył, ja w ostatniej chwili się położyłem. Robiłem wszystko, żeby jak najdłużej wychodzić na boisko, jak najdłużej się przebierać, trochę go wyprowadzić z równowagi.
Rafał jest bardzo krytyczny wobec postawy zespołu w sobotnim spotkaniu.
- Nie powinniśmy tutaj przegrać, na boisku ostatniego zespołu w lidze. Do tej bramki nie powinniśmy dopuścić, powinniśmy wcześniej strzelić, przyjechaliśmy tu jako mistrz Polski, a na nas Bełchatów się przełamał.
Marian ma lepsze zdanie o występie Śląska.
- Do przerwy oni sobie nie stworzyli żadnej sytuacji. My co prawda też nie, ale posiadanie piłki było po naszej stronie.
Czy Rafał Gikiewicz poradzi sobie w meczu z Górnikiem Zabrze?
- To jest życie piłkarskie – mówi Marian. - Zobaczymy, ile będę pauzował i nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Rafałowi, żeby dobrze bronił, żebyśmy rozegrali dobry mecz i żebyśmy wygrali.
Rafał jest skromniejszy
- Nie wiem, czy będę bronił. Nie wiem, ile Marian dostanie meczów kary, czy trener na mnie postawi. Powinien na mnie, ale w piłce wszystko się może zdarzyć, jakiś drobny uraz. Do dnia meczu nie można być niczego pewnym.