WKS w finale Pucharu Polski!


Śląsk pokonał w Krakowie Wisłę 3:2 i awansował do finału Pucharu Polski, w którym zmierzy się z Legią Warszawa. Gole dla wrocławian strzelili Dalibor Stevanović, Waldemar Sobota i Sebastian Mila. Biała Gwiazda goniła wynik nieskutecznie – trafili tylko Cezary Wilk i Ivica Iliev. Śląsk miał odpuścić, bo po meczu w Krakowie zdobył mistrzostwo? Śmiechu warte!
Ciekawe, co mają do powiedzenia ci wszyscy, którzy wietrzyli spisek. Śląsk po zdobytych golach był zdekoncentrowany, ale w kluczowych momentach odarł Wisłę ze złudzeń. A Biała Gwiazda ambicje miała spore, zwłaszcza po meczu z Legią, kiedy przegrała, ale po dobrej grze. Odrobienie jednobramkowej straty z Wrocławia miało być zadaniem do wykonania dla podopiecznych Tomasza Kulawika.
Ale gospodarze wcale nie rzucili się od pierwszego gwizdka na mistrzów Polski. Wartą odnotowania akcję przeprowadził za to Śląsk. Stevanović podał do Kaźmierczaka, który zza pola karnego uderzył obok słupka. Chwilę później z rzutu rożnego zacentrował Mila, ale Mouloungui nieprezyzyjnie główkował.
Gospodarze przebudzili się dopiero po kwadransie i od razu stworzyli wyśmienitą okazję. Małecki utrzymał piłkę przy linii końcowej i zagrał do Garguły, ale ten z bliska strzelił za lekko, by zaskoczyć Rafała Gikiewicza. Śląsk przetrzymał chwilowy napór i ponownie spróbował pograć na połowie Wisły. Na tyle skutecznie, że po zagraniu kapitana WKS-u Cezary Wilk przerwał akcję za pomocą dłoni. Arbiter podyktował rzut wolny, a Mila posłał piłkę w pole karne, gdzie wbiegał Stevanović. Gol Stevanovicia? A jednak! Gracze Wisły musieli zapomnieć, że Słoweniec jest na boisku, bo pięć metrów od bramki pozostawili go nieobstawionego. Krytykowany pomocnik dołożyl prawą stopę i Pareiko sięgnął do siatki.
Wszystko szło po myśli wrocławian, ale Marcin Kowalczyk w kolejnym meczu podjął fatalną decyzję, która spowodowała stratę gola. Tym razem stoper postanowił zgasić na klatce piersiowej dośrodkowanie Sarkiego, ale zrobił to tak nieudolnie, że piłka spadła pod nogi Cezarego Wilka. Ten kropnął z całej siły i po rykoszecie był remis.
W tym momencie Wisła poczuła moc, Śląsk nie rezygnował z kontr, dlatego obie drużyny mogły skarcić rywala raz jeszcze. Dwukrotnie pomylił się jednak Boguski, z kolei Mouloungui nie popisał się po znakomitym podaniu Kaźmierczaka. Chwilę później zapachniało Ligą Mistrzów – po wrzutce Mili z rożnego przed polem karnym z pierwszej piłki zagrywali Sobota i Ćwielong. Ten drugi uderzył z woleja, ale Pareiko pokazał klasę.
Tuż po przerwie w zasadzie wszystko było już jasne. Po zagraniu głową Mili na czystą pozycję wybiegł Sobota i plasowanym strzałem wyprowadził Śląsk na prowadzenie. W tym momencie Wisłą do awansu potrzebowała trzech goli, ale nie mniej łakomi byli goście, którzy przeprowadzili koronkową akcję, lecz Mila nie zdołał przelobować estońskiego bramkarza. Stanislav Levy uznał, że napastnika już nie potrzebuje i za gabońskiego napastnika wprowadził Mateusza Cetnarskiego. I dobrze, że losy tej rywalizacji były już rozstrzygnięte, bo o jego kiksach mówiłoby się długo. Zwłaszcza gdy Cetnarski przestrzelił z pięciu metrów do pustaka.
Śląsk wówczas prowadził, ale 3:2. Stan meczu wyrównał bowiem precyzyjnym uderzeniem Ivica Iliev, który zmienił nieskutecznego Boguskiego. Gospodarze postawili wszystko na jedną kartę, ale nadziewali się na kontry. Jedną z nich pięknym strzałem w okienko wykorzystał Sebastian Mila. Wrocławianie utrzymali ten wynik do końca i mogą fetować awans, szkoda tylko, że pierwszym meczu finałowym za kartki pauzować będzie Adam Kokoszka.
Wisła Kraków – Śląsk Wrocław 2:3 (1:1)
Strzelcy: Wilk 27 Iliev 68 - Stevanović 23 Sobota 54 Mila 80
Wisła: Pareiko – Jovanović, Sobolewski, Chavez, Bunoza, Sarki, Wilk, Chrapek, Garguła, Małecki, Boguski (63 Iliev)
Śląsk: Gikiewicz – Ostrowski, Kowalczyk, Kokoszka, Pawelec, Ćwielong (75 Patejuk), Kaźmierczak, Stevanović (84 Elsner), Mila, Sobota, Mouloungui (67 Cetnarski)
Sędziował: Paweł Raczkowski
Żółte kartki: Wilk - Kaźmierczak, Stevanović, Kokoszka