Zapowiedź: Śląsk - Legia. Czy „maser” zetnie kucyk?


Odpowiedź na tytułowe pytanie poznamy 8. maja, po rewanżowym meczu finałowym o Puchar Polski, ale już w czwartek będziemy nieco bogatsi w wiedzę czy szykować nożyczki. Jeśli Śląsk wywalczy po 26 latach po raz kolejny to trofeum, fizjoterapeuta stanie się jedną z nielicznych osób w drużynie, która wywalczyła w ostatnich latach komplet trofeów w Polsce (Puchar Ekstraklasy, mistrzostwo, Superpuchar i Puchar Polski). Nie będzie jednak o to łatwo, bo to Legia Warszawa „musi” wygrać, a WKS tylko „może”. Pierwszy gwizdek Szymona Marciniaka na Stadionie Miejskim w czwartek o godzinie 18:30. Emocje gwarantowane, bo meczowi podtekstów towarzyszy wiele…
Dawno nie było rywala, z którym pojedynki zielono-biało-czerwonych byłyby tak przesycone emocjami. To właśnie Legii na finiszu ligi Śląsk zagrał na nosie i wydarł tytuł, choć „eksperci” wiele kolejek wcześniej koronowali klub ze stolicy (z resztą podobnie jest teraz). To właśnie za śpiewanie w czasie mistrzowskiej fety o „berle i koronie” zawieszeni zostali zawodnicy WKS-u i nie mogli występować na początku tego sezonu (kto wie ile teraz wrocławianie mieliby punktów na koncie?). To właśnie warszawianie tuż przed startem rozgrywek rozmontowali obronę Śląska zakontraktowując Tomasza Jodłowca. Wreszcie teraz przed samym dwumeczem doszło do „spięcia” w związku z liczbą biletów dla kibiców gości.
Gdyby patrzeć tylko na suche fakty, to faworytem starcia jest Legia. Warszawianie są liderem ekstraklasy (na 7 ostatnich meczów 6 zwycięstw i remis), w Pucharze Polski nie przegrali od 21 spotkań(!), a statystyka spotkań w PP jest miażdżąca – 6 meczów i komplet zwycięstw Legii. Nie można jednak zapominać, że mamy do czynienia z dwumeczem (- To zły pomysł – S. Levy po półfinale w Krakowie), więc spotkanie na Stadionie Miejskim to dopiero pierwsza połowa rywalizacji. – Takie starcia trzeba umieć rozgrywać. Można to porównać do zmagań o europejskie puchary – mówił trener warszawian Jan Urban. Zatem fani, którzy prawdopodobnie w komplecie (po ograniczeniach w związku z sektorami buforowymi sprzedawanych jest tylko 35 tysięcy biletów) pojawią się na stadionie, postawienia wszystkiego na jedną kartę liczyć raczej nie mogą.
Czy zatem coś przemawia za podopiecznymi Stanislava Levego? Na pewno mniejsza presja. – W tym klubie wszyscy pragną wygrywać wszystko – mówi Urban, który z pewnością sezonu nie uzna za udany, jeśli przegra pucharową rywalizację ze Śląskiem, a ligową z Lechem. Wrocławianie przed czwartkowym meczem z pewnością będą chcieli zrehabilitować się za ostatnią wpadkę w Lubinie, bo porażka 0:4 raczej kibiców w zachwyt nie wprawiła. Nie można również zapomnieć, że w tym roku pucharowa gra wrocławian jest zupełnie inna, niż w lidze. W dwumeczach z Flotą Świnoujście i Wisłą Kraków, zielono-biało-czerwoni przez duże fragmenty spotkań grali naprawdę dobry futbol i do kolejnych rund awansowali zasłużenie. Z resztą w sumie w 2013 roku WKS przegrał tylko 2 z 13 meczów.
W czwartek między słupkami prawdopodobnie stanie Rafał Gikiewicz, zatem zmniejszy się ryzyko błędu na tej newralgicznej dla drużyny pozycji. Niestety, za kartki nie pauzuje Dalibor Stevanović, tylko Adam Kokoszka, ale może zmiany w linii defensywy też wyjdą zespołowi na dobre? Ciekawie może być za to w rewanżu, bo aż 8 graczy WKS-u po otrzymaniu żółtej kartki będzie musiało pauzować w decydującym starciu, a w Legii zagrożonych oglądaniem meczu z trybun jest 6 graczy. We Wrocławiu na pewno nie zagra Janusz Gol, pod znakiem zapytania jest udział Mirosłava Radovicia oraz Jakubów - Wawrzyniaka, Koseckiego i Rzeźniczaka. Trener Urban zapowiedział, że między słupkami stanie rezerwowy Wojciech Skaba.
– Jesteśmy gotowi, jesteśmy dobrze przygotowani – zapewniał na przedmeczowej konferencji prasowej Sebastian Mila. Oby tak rzeczywiście było i rzesza kibiców obejrzała widowiskową grę Śląska zachęcającą fanów do przyjścia na stadion także w niedzielę na mecz z Pogonią Szczecin. Na tryumfatora czekać będzie czek na pół miliona złotych i zapewnienie gry w europejskich pucharach. Dla Śląska prawdopodobnie równałoby się rozpoczęciu zmagań od III rundy eliminacji Ligi Europejskiej, co oznaczałoby uniknięcie kłopotliwego wyjazdu do Azerbejdżanu czy Gruzji.