To koniec marzeń o pucharze?


Piękny sen o pucharze stał się koszmarem? Śląsk w pierwszym spotkaniu finałowym Pucharu Polski przegrał z Legią na własnym stadionie 0:2 (0:2) po dwóch golach Marka Saganowskiego. Podopieczni Jana Urbana w przekroju całego spotkania byli zespołem lepszym – Legia przyjechała po swoje, od początku do końca kontrolując przebieg meczu. To nie tak miało być, nie takiego wyniku oczekiwaliśmy – w perspektywie rewanżu na Łazienkowskiej przed Śląskiem zadanie niemożliwe do wykonania.
Trenerzy obu zespołów mieli przed spotkaniem spore problemy z ustaleniem podstawowej jedenastki, ale to goście do meczu przystąpili bardziej osłabieni. Z powodu kontuzji w kadrze zabrakło Danijela Ljuboi, Miroslava Radovicia, Jakuba Wawrzyniaka i Bartosza Bereszyńskiego, tylko na ławce rezerwowych zasiadł Jakub Kosecki, a z powodu nadmiaru żółtych kartek nie mógł wystąpić Janusz Gol. W drużynie gospodarzy niespodziewanie na trybunach zasiadł Marian Kelemen, ponadto za kartki pauzować musiał Adam Kokoszka, którego zastąpił Marek Wasiluk. W Legii po raz pierwszy w tym roku zagrał Marko Suler, więc defensywy po obu stronach były sporo osłabione.
Świadomi rangi spotkania piłkarze Śląska i Legii od początku spotkania grali nerwowo, bez huraganowych ataków, chcąc przede wszystkim uniknąć straty bramki. Niespodziewanie już w 4. minucie przed szansą stanął Przemysław Kaźmierczak, który miał sporo miejsca do oddania strzału, ale z 16m fatalnie spudłował, mając z prawej strony niepilnowanego Erica Mouloungi’ego.
W pierwszej połowie Legia osiągnęła przewagę, głównie ze względu na słabszą grę Śląska. Słabszą lub po prostu taką, do jakiej się przyzwyczailiśmy. Wrocławianie grali niedokładnie i przewidywalnie, przez co notowali sporo strat. Łatwe przechwytywanie piłki przez graczy Jana Urbana pozwalało im na grę z kontry i możliwość zaskoczenia przeciwnika. W 11. minucie powinno być 1:0 dla gości, ale świetną interwencją w sytuacji sam na sam z Michałem Kucharczykiem popisał się Rafał Gikiewicz. Niestety bramkarz WKS-u nie miał nic do powiedzenia w 32. minucie, kiedy po akcji prawą stroną boiska Kucharczyk podał do Marka Saganowskiego i napastnik Legii z kilku metrów wpakował piłkę do siatki. Warto odnotować, że zawodnikami, którzy dali się w tej sytuacji ograć, byli Mariusz Pawelec i Marek Wasiluk.
Śląsk mógł szybko odpowiedzieć bramką, ale dobrej okazji nie wykorzystał Waldemar Sobota, który z kilkunastu metrów strzelił obok słupka. Po chwili po raz kolejny nie popisali wrocławscy obrońcy. Goście z wielką łatwością wstrzelili piłkę w pole karne za Tadeusza Sochę i Wasiluka, na wyjście z bramki zdecydował się Gikiewicz, piłka nieszczęśliwie odbiła się od próbującego interwencji Wasiluka i trafiła wprost pod nogi Saganowskiego, który w takich momentach doskonale wie, co z piłką zrobić. Do przerwy Legia zasłużenie prowadziła 2:0.
Na drugą połowę z szatni nie wyszedł Mouloungui, którego zastąpił Mateusz Cetnarski, a po kilku minutach Przemysława Kaźmierczaka zmienił Łukasz Gikiewicz. Starszy z braci bliźniaków mógł tuż po wejściu na boisko wpisać się na listę strzelców, ale piłka po jego strzale przeleciała minimalnie obok prawego słupka bramki strzeżonej przez Wojciecha Skabę. W 67. minucie przed kolejną szansą stanął Sobota, ale i tym razem spudłował, chociaż miał czas na dokładne przymierzenie i oddanie celnego strzału. To było wszystko, na co Śląsk było stać w drugiej odsłonie. Jedynym istotnym wydarzeniem w tej części gry była oprawa i racowisko w wykonaniu kibiców obu ekip.
Śląsk po meczu przed własną publicznością przegrywa w finale 0:2 i jest to wynik, który stawia Legię w roli wielkiego faworyta do zdobycia pucharu. Warszawianie trzy bramki na własnym stadionie stracili ostatnio 30. listopada 2011 roku w spotkaniu przeciwko PSV Eindhoven, z kolei Śląsk nie potrafi zachować czystego konta przez osiem meczów z rzędu. Tylko cud sprawi, że podopieczni Levy’ego wrócą do Wrocławia z pucharem.
Śląsk Wrocław 0:2 (0:2) Legia Warszawa
Saganowski 32’, 44'
Śląsk: R.Gikiewicz – Socha (83’ Ostrowski), Kowalczyk, Wasiluk, Pawelec – Kaźmierczak (53’ Ł.Gikiewicz), Stevanović – Sobota, Mila, Ćwielong – Mouloungui (46’ Cetnarski)
Legia: Skaba – Jędrzejczyk, Jodłowiec, Astiz, Suler – Furman, Vrdoljak – Kucharczyk, Dwaliszwili, Brzyski (84’ Jagiełło) – Saganowski (76’ Łukasik)
Żółte kartki: Pawelec, Wasiluk, Socha (Śląsk), Vrdoljak (Legia)
Sędziował: Szymon Marciniak (Płock)
Widzów: 38 000