Śląsk - Pogoń: Kontekst jest jasny
własne | skomentuj (3)
"Wyścig żółwi" - mówią krajowi eksperci o rywalizacji o ostatnie miejsce na Ekstraklasowym pudle. Polonia Warszawa już po boisku człapie, bo piłkarze nie dostają pensji i przy weekendzie kończą im się zapasy spożywcze od rodzin, co później wychodzi w meczach. Piast Gliwice domaga się atencji, ale to tak jakby ekipa Marcina Brosza uderzała ponad swoją aktualną wagę - mimo niekwestionowanej ambicji, brakuje im zdecydowanie jakości. Cóż jednak powiedzieć o Górniku Zabrze, który w Bełchatowie "nie zrobił sztycha" i wręcz oddał Śląskowi inicjatywę w tym wyścigu?
Nie to, że Śląsk dobrze się w roli faworyta czuje. Górnik grał katastrofalnie w ostatnim miesiącu, lecz Śląsk już prawie trzydzieści dni czeka na ligowe zwycięstwo. Notując remisy, czy, jak przed tygodniem, katastrofalną wpadkę z Zagłębiem Lubin. "Zrewanżujemy się na Legii" - zapowiedzieli piłkarze i w równie beznadziejnym stylu oddali Puchar Polski już w pierwszej jego połowie. Stanislav Levy naprawdę miewał lepsze urodziny niż w ten czwartkowy wieczór...
Do Wrocławia na przełamanie przyjeżdża Pogoń Szczecin, zespół, który również patrzy na to co się dzieje wokół niej w ligowej tabeli. Po zastanawiającym zwolnieniu Artura Skowronka i jeszcze bardziej zaskakującym zatrudnieniu Dariusza Wdowczyka - niegdyś Dariusza W. - beniaminek dalej z przerażeniem spoglądał na to jak goni go Podbeskidzie i Bełchatów. Dopiero dwa gole stopera Hernaniego dały upragnione zwycięstwo Pogoni w meczu z Koroną, lecz to wcale nie oznacza, że drżenie o status ligowy minęło. Stres dopiero się zaczyna.
Zwłaszcza, że do Wrocławia Pogoń przyjeżdża bez Ediego Andradiny. Sympatyczny Brazylijczyk i legenda szczecińskiego klubu to, mimo coraz bardziej zaokrąglonej sylwetki i coraz wolniejszych nóg, wciąż jeden z lepszych techników w Ekstraklasie, zawsze potrafiący uruchomić swoich kolegów dobrym podaniem. Jest on też najlepszym strzelcem Pogoni, co pokazuje, że... Śląsk ma z beniaminkiem wiele wspólnego - kompletny brak kompetentnych napastników.
Dariusz Wdowczyk zapowiada, że kluczem do jakiejkolwiek zdobyczy punktowej we Wrocławiu będzie szczelna obrona - Pogoń znów zagra na pięciu obrońców i ten system udowodnił już, że może sprawiać problemy najlepszym drużynom w kraju. Legia strasznie męczyła się z Pogonią na Łazienkowskiej, a rozstrzygające gole przyszły nie po składnych akcjach, lecz (mimo wszystko zasłużonych) rzutach karnych. Biorąc pod uwagę to, że w swoich ostatnich trzech meczach Śląsk wymusił ledwie jednego gola, głównie dzięki pomyłce Bartosza Kanieckiego z Lechii, może być to taktyka skuteczna.
Niestety Wrocławianie nie mogą pozwolić sobie na defensywne schematy i pewnie niemrawo zaatakują. Zmęczeni już sezonem, w niepewności co czeka ich za dwa miesiące, piłkarze Śląska ostatnio na boisko wybiegają jakby za karę. Co więcej, nie można już kompletnie ufać linii obrony, która w porównaniu z poprzednim sezonem - przy podobnej liczbie rozegranych spotkań - wpuściła kilkanaście bramek więcej. Jasne, zmiany personalne i próby zmiany stylu także za to odpowiadają, ale jeśli najlepszym zawodnikiem tej formacji staje się powoli stoper przekwalifikowany z bocznego obrońcy (Marcin Kowalczyk) to kibic ma prawo być zmartwiony.
Wypowiadający się dla Śląsknetu były piłkarz wrocławskiego Śląska, Remigiusz Jezierski najbardziej jednak martwi się o psychikę zawodników Stanislava Levy'ego. Mimo wszystko należy też współczuć fanom, którzy wydają się równie zmęczeni tym sezonem, a rozczarowanie grą w ostatnich dwóch meczach trudno będzie schować nawet ewentualnym zwycięstwem z Pogonią Szczecin. Może więc szkoleniowiec Śląska zdecyduje się udobruchać kibiców wypuszczeniem młodzieży? Patrząc na progres niektórych piłkarzy z Młodej Ekstraklasy nie trudno o wnioski, że kilku z nich nie zaprezentowałoby się gorzej od np. Tadeusza Sochy, Mariusza Pawelca, Dalibora Stevanovicia, Przemysława Kaźmierczaka czy Łukasza Gikiewicza.
Z drugiej strony trudno liczyć, by młodość w kluczowej fazie sezonu okazała się cenniejsza od doświadczenia. Stąd znów zwrócą się twarze w stronę Sebastiana Mili, który ma ten wózek pociągnąć na finiszu rozgrywek. Śląskowi pozostały tylko trzy mecze we Wrocławiu, a że pożegnanie kapitana jest już przesądzone to wypadałoby się rozstać z klasą i na pudle. Kontekst jest przecież doskonale znany - skoro nawet rywale nam pomagają i przegrywają, to czemu by z tej uprzejmości nie skorzystać?