Zapowiedź końca sezonu: Doktor Jekyll i pan Hyde
własne | skomentuj (1)


Jak można ocenić ten sezon Śląska? Inaczej - o ile łatwiej byłoby o taką opinię po zaledwie jednym meczu, a nie wszystkich czterdziestu pięciu? Tylko które spotkanie wybrać - świetne zwycięstwo w Poznaniu (3-0), schludną wygraną w Białymstoku (3-0), dramatyczny remis z Jagiellonią na własnym stadionie (3-3) czy jedna z porażek w fatalnym stylu? Nawet przy tak krótkiej letniej przerwie jaka czeka kibiców w Polsce, ostatni mecz sezonu będzie de facto wspominaniem minionych (prawie) jedenastu miesięcy.
Śląsk jedzie na Legię niespełniony. Na konferencji po meczu z Lechem trener Stanislav Levy mówił, że trzecie miejsce będzie dla wrocławskiego klubu akurat po takim sezonie. By na nie zasłużyć trzeba jednak nie liczyć na dramatycznie walczący o utrzymanie Bełchatów i jego mecz w Gliwicach, ale nogi piłkarzy z których części możemy w przyszłym sezonie nie zobaczyć. Odgraża się odejściem Piotr Ćwielong, ponoć klub jest gotów wysłuchać ciekawych ofert za Waldemara Sobotę, Marian Kelemen także szuka nowego pracodawcy, Sebastian Mila...
...Sebastian Mila już nie. Kapitan podpisał wczoraj nowy kontrakt mimo długich i skądinąd męczących spekulacji (nie mylić z negocjacjami) co jest informacją oczywiście dobrą. W natłoku informacyjnego chaosu, konfliktów doniesień związanych choćby z losem Marcina Kowalczyka, sensacyjny obrót spraw przy Oporowskiej wreszcie tchnął wiarę w kibiców, że... nowe konktrakty naprawdę w klubie podpisywać potrafią.
Czy nie jest to jednak po części efekt ostatnich niepowodzeń? Przecież w ostatnim sezonie zabolała kibiców najpierw strata (przez niedoszły kontrakt z Celtikiem i kontuzję) Jarosława Fojuta, później Piotra Celebana (teraz na drodze do Legii), w zimie Tomasza Jodłowca, a teraz najlepszego wiosną (tak, tak) Marcina Kowalczyka. Tego nawet nie można nazwać demontażem defensywy Śląska Wrocław - to jest regularnie odbywająca się demolka.
I po części to definiuje sezon Śląska Wrocław. Prawie udany. Prawie utrzymano mistrzowską kadrę. Prawie rozwiązano problemy w relacjach Lenczyka z piłkarzami. Prawie wzmocniono skład. Prawie udało się uniknąć kompromitacji w Europie - chodzi o Helsingborgs, nie Hannover. Prawie wygrano sprawę w piłkarskim sądzie o Tomasza Jodłowca. Prawie udało się doprowadzić Cristiana Diaza do stanu używalności. Prawie Śląsk zwyciężył w Pucharze Polski. Prawie dogadano się z właścicielami na czas wypełnienia licencji do gry w Ekstraklasie i w Europie. Prawie... zakończono sezon na pudle?
Jutro Śląsk Wrocław walczy nie o podium, ale zakończenie tego sezonu z uśmiechem po wielu momentach zrezygnowania, wściekłości i nieporozumień. Tylu zwrotów akcji, takiej różnicy w oglądanych wystąpach drużyny Lenczyka i Levy'ego naprawdę nie da się racjonalnie wyjaśnić. Czeski szkoleniowiec zresztą narzeka na brak regularności i pewnie będzie chciał nawiązać do tego dynamicznego futbolu, który momentami oglądaliśmy i oklaskiwaliśmy, wyrzucając z pamięci piłkarzy te popisy nieporadności w obronie, powolnego tempa i braku kreatywności. Śląsk miał w tym sezonie dwie twarze, Śląsk był jak Dr Jekyll i Mr Hyde.
Niektórzy do oglądania ostatniego meczu Śląska usiądą zrelaksowani i wdzięczni, że ta karuzela zmienności charakterów i oblicz wrocławskiego klubu już dobiega końca. Czyżby jednak było to faktyczne zakończenie tego procesu? Biorąc pod uwagę, że po zwolnieniu Oresta Lenczyka miał być to sezon przejściowy - od siłowego grania opierającego się na stałych fragmentach gry do dynamicznego futbolu z naciskiem na akcje kombinacyjne - ostatnie wyniki każą sugerować, że zakończenia nie ma, zwłaszcza przy tylu zapowiadanych pożegnaniach. Może taki jeden spektakularny wynik, na popsucie triumfalnego (choć nie do końca przekonującego) marszu Legii do tytułu, nawet po otwierającym mecz szpalerze na uszanowanie nowych mistrzów, da sygnał, że ten pierwszy etap pracy Levy'ego zakończył się powodzeniem?
Śląsk naprawdę potrzebuje tej wygranej. Każdy z piłkarzy ma jeszcze wiele do udowodnienia kibicom, ekspertom i trenerowi, a zapowiadane głośne zmiany w klubie mogą dać kilka okazji do zmian personalnych. Stanislav Levy zapowiedział, że lista wzmocnień i pożegnań znajdzie się w rękach zarządu na dniach i będzie dyskutowana - niech w starciu z Legią jedni powalczą o lepsze towarzystwo na przyszły sezon, a inni o szansę znalezienia się w tej ekipie. Taka motywacja, oprócz finansowej gratyfikacji, powinna wystarczyć.