Zapowiedź meczu: Oczekiwania znane, scenariusz nie
własne | skomentuj (1)


Wreszcie rusza liga. Krótka to była przerwa na wakacje, niewiele było momentów w których mogliśmy odsapnąć od ekstraklasowej piłki. Zresztą, czy naprawdę tak zależało nam na odpoczynku od sportowych emocji? Patrząc na to ile osób przychodziło na pierwsze sparingi Śląska, Wrocław był niecierpliwy, chciał jak najszybciej poznać nowych piłkarzy i dostrzec zmiany w drużynie Levy'ego. Pierwszą okazją o stawkę mieliśmy w czwartek, teraz czas na poważniejszego przeciwnika w Kielcach.
Po problematycznej i również kontrowersyjnej reformie najwyraźniej w szesnastu klubach plan jest równie ambitny co prosty - każdy chce się zmieścić po trzydziestu kolejkach w czołowej ósemce. Walka będzie więc wyrównana i każdy będzie patrzył po prostu na najbliższy mecz, choć niektórzy mają ich więcej.
Stanislav Levy wciąż kręci głową i już na czwartkowej konferencji pomeczowej mówił o zmęczeniu drużyny, potrzebie rotacji i... transferach, których Śląsk jeszcze nie dokonał. Kibice martwią się o defensywę, ale szkoleniowiec wrocławian podkreśla, że skrzydłowych odeszło dwóch (Ćwielong i Mouloungui), a przyszedł jedynie Plaku. Kto widział czwartkowy mecz ten wie, że Sylwester Patejuk ciężko harował w defensywie, ale jego potencjał ofensywny wciąż jest ograniczony.
Stąd skupienie wrocławian wcale nie jest na lidze, ale na ciągłych transferach. Te jak zwykle odbywają się przypadkowo. Michał Wyrwa z Faktu narzeka na serwisie "Krótka Piłka", że w Polsce nie istnieje scouting, a za przykład służy mu właśnie Śląsk. Pamiętacie o tym Greku, którego CV trafiło na biurko osób decyzyjnych na Oporowskiej? Wyrwa uchyla rąbka tajemnicy - to jego znajomy, który ledwie podłapał kontakty z agentami z Grecji i już jest bliski "wciśnięcia" (to określenie dziennikarza Faktu) wspomnianego piłkarza do jednego z czołowych klubów Polski.
Nikt nie będzie miał pretensji, jeśli okaże się on wzmocnieniem, lecz ten przykład pokazuje, że wszystko to wynika z desperacji. Śląsk oczywiście jest dobrze przygotowany do sezonu - Stanislav Levy podkreślał, że wyniki badań piłkarzy są najlepsze od kilku lat - i z pewnością problemy mają dopiero przyjść, a przynajmniej jakiekolwiek obciążenie nóg nie powinno wpłynąć na postawę gości w meczu w Kielcach. Także biorąc pod uwagę jakość czwartkowego rywala i opór jaki postawił Śląskowi.
Z Koroną będzie trudniej, znacznie trudniej. Ostatnie mecze Śląska z tym zespołem to męczarnie oraz głównie nieudane próby odpowiedzenia na świetną organizację rywala i ich twardą grę. Leszek Ojrzyński może nie należy do taktycznych geniuszy, a i nie jest uznawany za jednego z krajowej czołówki szkoleniowców, ale to nie odejmuje mu atutów. Motywacja to jedno, ale to jak Korona reaguje na rywala to już zupełnie inna sprawa. Ich celem nie będzie jutro zdominowanie Śląska, lecz wytrącenie go z równowagi i wykorzystanie obrony, która na jakości wręcz straciła w porównaniu z poprzednim sezonem.
Ich aktywność transferowa skupiła się głównie na sporwadzeniu piłkarzy, którzy do zimy mają pozwolić Koronie nie wypatrywać z utęsknieniem powrotu kontuzjowanego Macieja Korzyma. Daniel Gołębiewski nie miał najlepszej ostatniej rundy, a Przemysław Trytko jeszcze nie przebił magicznej granicy dziesięciu goli w karierze w Ekstraklasie. Tylko, że z takich ludzi Ojrzyński lubi budować drużynę. A dojście Jacka Kiełba to już naprawdę dobry ruch Korony - on w niej potrafi grać, czuje się w niej dobrze i... coraz lepiej rozgrywa. Na miarę swojego talentu może już nie będzie miał osiągnięć, ale dynamiką i rozegraniem jeszcze nie raz Kielczanom wygra mecz. Co więcej, Ojrzyński otwarcie mówi, że jego zespół przez krótkie lato wspiął się na wyższy poziom. Czy jednak poziom Śląska?
Szesnaście drużyn nie zmieści się w grupie mistrzowskiej, ale zarówno Śląsk i Korona mają na tyle jakości w swoich składach, by spotkać się nie tylko drugi, lecz też jeszcze trzeci raz. Jutrzejszy mecz to raczej kwestia pojedynku drużyn po których wiemy czego się spodziewać, ale scenariusza nikt nie rozrysuje. Kibice podejdą do niego żywiołowo i z utęsknieniem, a pierwsza niedziela sezonu ligowego może przynieść coś ciekawszego niż piątek czy sobota. Pierwsze trzy... półtora punktu jest do rozdania. I najważniejsze, by od pierwszego gwizdka nie było żadnej kalkulacji.