Liga wraca do Wrocławia


Nie opadł jeszcze kurz po nieco wstydliwym remisie w Podgoricy, a już trzeba szykować formę na kolejny pojedynek ligowy. W niedzielny wieczór piłkarze Śląska podejmą na własnym stadionie Jagiellonię Białystok, dziesiąty zespół poprzedniego sezonu. Będzie to pierwszy mecz WKS-u w nowym sezonie przed własną publicznością – czy Śląsk zdobędzie w 2. kolejce komplet punktów?
Kiedy w 58. minucie Piotr Ćwielong podwyższył na 3:0, absolutnie nikt nie wyobrażał sobie innego scenariusza niż zwycięstwo gospodarzy. Podopieczni Tomasza Hajty zdobyli w ciągu kilku minut trzy bramki i doprowadzili do remisu – tak wyglądał ostatni pojedynek Śląska z Jagiellonią we Wrocławiu. Każdy kibic bez wahania zamieniłby te ogromne emocje na trzy punkty, które pozwoliłyby wtedy na utrzymanie kontaktu z Lechem Poznań.
Zarówno Śląsk jak i Jagiellonia to obecnie nieco inne drużyny. W Białymstoku bez żalu rozstano się z „Giannim”, który postanowił nie podejmować nawet rozmów w sprawie przedłużenia kontraktu. Jego miejsce zajął Piotr Stokowiec, który wyczyniał cuda w wegetującej Polonii Warszawa. Największą stratą, której nie udało się zapełnić, była decyzja Tomasza Frankowskiego o zakończeniu kariery. Popularny „Franek” był najlepszym strzelcem Jagi, notując na swoim koncie sześć ligowych trafień. W drużynie z Podlasia nie zagra już też Euzebiusz Smolarek, który nie zgodził się na obniżkę pensji o połowę. Nowym żądłem Pszczółek ma być Bekim Balaj, który został wypożyczony ze Sparty Praga. Albańczyk już w pierwszej kolejce wpisał się na listę strzelców, dając swojej drużynie zwycięstwo nad Zawiszą Bydgoszcz.
Indywidualnie wrocławianie są lepszymi piłkarzami, szczególnie kiedy na boisku przebywają Sebastian Mila i Waldemar Sobota. Obydwaj gracze zostali zmienieni w przerwie ostatniego meczu przeciwko Rudarowi Pljevjla i skończyło się to rozczarowującym wynikiem. To spotkanie podzieliło kibiców na tych, dla których remis 2:2 z Czarnogórcami był zdecydowanie poniżej oczekiwań i na tych, którzy stonowanymi wypowiedziami podkreślali, że przecież cel, czyli awans do kolejnej rundy eliminacyjnej Ligi Europy, został osiągnięty. Problemem nie jest jednak wynik, tylko styl, w jakim wrocławianie „grali” po zmianie stron. Można go nazwać stylem „kieleckim”, czyli tym z pojedynku przeciwko Koronie.
To dopiero jednak początek sezonu i Śląsk ma jeszcze czas na ustabilizowanie swojej formy. Czas ten jednak się kończy, bo już w czwartek przed Stanislavem Levym kolejne trudne zadanie – pierwszy mecz z Club Brugge. Zwycięstwo nad Jagiellonią na pewno pomoże wrocławianom na większą pewność siebie, która przeciwko Belgom będzie niezbędna.
Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok
28. lipca, godz. 18:00
2. kolejka Ekstraklasy