Rafał Gikiewicz: Jestem zdegustowany
Co by nie mówić, dziś pierwsza połowa była słaba w waszym wykonaniu. Chyba mocno się denerwowałeś patrząc na grę kolegów w polu?
Przegraliśmy jako zespół. Z trzech bramek dwie straciliśmy po kontrze, a omawiając grę rywala mówiliśmy, że szybko wychodzą z kontratakami. Kolejny gol padł po stałym fragmencie gry w 47 minucie. Jestem zdegustowany, powiedziałbym nawet ostrzej, ale nie wypada. Fatalnie to wygląda - trzy bramki stracić u siebie na stadionie, nie tak miało być.
Wyglądało na to, że rywale od pierwszej minuty zamierzają zaatakować, nie zaskoczyło was to?
Rozmawiałem ze swoimi byłymi kolegami i wiem, że w czwartek dostali wolne, a w piątek mieli luźny trening. Wiedzieli, że my jesteśmy po czwartkowym meczu, więc chyba nie ma się co dziwić. Na pewno nie powinniśmy tracić tylu goli u siebie, nawet będąc podmęczonym. Powinniśmy się cofnąć, wyczekać ich. Mieliśmy swoje sytuacje, Kuba Słowik nam drugą bramkę podarował, ale potem przy sytuacji Paixao świetnie się zachował. Mogliśmy zremisować, choć zagraliśmy słaby mecz i trzeba to sobie jasno powiedzieć. Mieliśmy zagrać znów w lidze na zero z tyłu, ale się nie udało. Dobrze, że mamy jutro trening, bo po takim meczu trzeba jak najszybciej wrócić na boisko. Ja osobiście czuję się fatalnie.
Nie masz sobie chyba jednak wiele do zarzucenia w tych sytuacjach, po których padły gole.
Już w szatni oglądałem wideo, ja zawsze analizuję każdą bramkę. Może przy trzeciej mogłem bardziej wyczekać, ale zawodnik biegł sam od połowy i mógł zrobić wszystko. Przy pierwszej Rafał Grzyb dostał piłkę bardzo podobną jak Rafał Murawski w meczu z Lechem, a przy kolejnej zawodnik przyjął futbolówkę i był sam przede mną. Może zabrakło trochę szczęścia, a jak nie ma szczęścia to nie ma punktów. Nie można też zwalać na zmęczenie, bo zabrakło czegoś więcej. Przegraliśmy, bijemy się w pierwsi, ale nie ma co nas skreślać, to jest dopiero druga kolejka i wszystko przed nami.
W czwartek mecz Ligi Europejskiej, można być zaniepokojonym?
Na pewno rywal będzie z innej półki, a my będziemy chcieli zaprezentować się lepiej niż dzisiaj. Myślę, że oglądali ten mecz, więc może jesteśmy w lepszym położeniu, bo może nas trochę zlekceważą. To będzie trudne spotkanie - oglądałem w telewizji ich pierwszy mecz ligowy i jest to świetny zespół, siłę ofensywną mają piorunującą i będziemy musieli wystrzegać się błędów takich jak dzisiaj, bo jak tak zagramy jako zespół w obronie, to oby nie skończyło się tak jak w tamtym roku (3:5 z Hanowerem – dop.red.). Wierzę w to, że jesteśmy lepiej przygotowani, mamy więcej wiary w siebie, mamy też dużo umiejętności.
Może bez Mili i Paixao to nie jest ten sam Śląsk?
Już w meczu z Rudarem śmialiśmy się, że kapitana się nie zdejmuje. Talizman zszedł i dwie bramki nam strzelili. Zabrakło też w 1. połowie przetrzymania, Marco wszedł, przytrzymał, zrobił faul, a w 1. połowie tego nie było, odbijaliśmy się od stoperów. Trener jest od analizowania, ja nie chcę się wypowiadać, bo zaraz ktoś powie, że wpuściłem trzy bramki i też mogłem się lepiej zachować. Przegraliśmy jako zespół, nie można doszukiwać się błędów pojedynczych osób.
Nie odczuwacie jakiegoś niepokoju, że coś idzie nie tak jak powinno – w Kielcach nie było rewelacyjnie, remis w Podgoricy, teraz porażka z Jagiellonią?
Dzisiejszy mecz nam nie wyszedł, ale na Koronie mogę się założyć, że niejeden zespół straci punkty. Dzisiaj nam nie poszło, ale nie powiedziałbym, że tak było w meczu z Rudarem czy Koroną. Punkt jest punktem, a z Rudarem awansowaliśmy. Chcieliśmy w Podgoricy wygrać, ale też trochę może mieliśmy w podświadomości te bramki przewagi, że trochę się cofnęliśmy i pozwoliliśmy im grać.
Utrzymałeś latem miejsce między słupkami, jak ocenisz początek sezonu w swoim wykonaniu?
Pomidor.