Zapowiedź meczu: Podróże Śląska
własne | skomentuj (4)

Tydzień temu wychodząc ze Stadionu Miejskiego niektórzy przecierali oczy ze zdumienia, bo tak operującego piłką Śląska z rywalem z nie najwyższej, ale wysokiej półki jeszcze nie widzieli. Stanislav Levy odbierał gratulacje od dziennikarzy na konferencji prasowej, a bezbramkowy remis z Wisłą nie zatarł tego świetnego wrażenia. - Nie ma planu minimum - oznajmił na Twitterze Sebastian Mila, pisząc o wyjeździe do Belgii.
Przetrwać piekło...
Gdy trenerzy prześcigają się w kurtuazyjnych wypowiedziach o tym kto tak naprawdę jest faworytem w rewanżu, piłkarze Śląska przygotowują się na jedno z najtrudniejszych wyzwań ostatnich lat. W Brugii zapanował niepokój i niepewność, bo albo budżet dopnie się dzięki grze w kolejnych rundach europejskich pucharów, albo przez sprzedaż najlepszych zawodników. Jeden z nich dziś będzie do dyspozycji trenera Garrido - Maxime Lestienne za którego oferty przewyższały te za Waldemara Sobotę o kilkaset procent. Brugia je odrzucała, bo sprzedawać nie musi - jeszcze.
Z kolei jeszcze na pomeczowej konferencji to Stanislav Levy chłodził głowy rozentuzjazmowanych dziennikarzy - to nadal jest wielki zespół, przewaga minimalna, a w pierwszych dwudziestu minutach w spotkaniu rewanżowym będzie jego drużynę czekało piekło. Pressing w każdym zakątku boiska, nieustanne nękanie atakami, bombardowanie pola karnego Rafała Gikiewicza zagraniami prostopadłymi czy z bocznych sektorów. I to nie jest skromność trenera Levy'ego - to znajomość tematu, bo opinia o piekle jakie Club Brugge ma w planach zrobić Śląskowi jest po prostu powszechna.
Jeszcze we Wrocławiu Juan Garrido starał się swoje zdenerwowanie przykryć pewnością występu rewanżowego i efektu własnego boiska. Jeśli więc tydzień temu Śląsk zaskoczył wszystkich i rozegrał swój najlepszy mecz od wielu lat, to dziś musi być jeszcze lepiej. Nie może być zbytniego luzu, jak kiedyś w drugim meczu z Dundee United, gdy w pięć minut obrona przyjezdnych została rozmontowana. Nie może być po prostu żadnego błędu, bo tym razem rywal nie odda inicjatywy, nie wypuści pewnego wyniku ze swoich rąk.
...by znaleźć się w niebie.
- Jedziemy do Brugii grać swój ofensywny futbol - mówi Stanislav Levy. Gdy wydawało się, że po pierwszym meczu sezonu (4-0 z Rudarem) wrażenie Śląska grającego zabójczo skutecznie się zaciera, spotkanie z Brugią odcisnęło zdecydowanie wyraźniejsze piętno na świadomości kibiców w Polsce. Wrocławianie naprawdę zostali docenieni nie za same chęci gry do przodu, ale za faktyczne atakowanie z pomysłem i jakością. Tego w tydzień nikt z piłkarzy nie może zapomnieć.
Skuteczność w grze ofensywnej będzie o tyle istotna, że w pierwszych dwudziestu, trzydziestu minutach mogą naprawdę być rzadkością. To nie jest przesadyzm, czy pesymizm - taki scenariusz tego meczu został nakreślony już przed tygodniem przez obu trenerów. Śląsk ma kontrować z precyzją i znów wykorzystać skrzydłowych do uczynienia z tego czwartku kolejnego koszmaru dla bocznych obrońców Brugii. Nie oczekujmy włączających się w akcje defensorów gości, ale liczmy na jakość, którą już znamy - Paixao potrafi mądrze wykorzystać wysoko ustawioną linię obrony gospodarzy, środkowi pomocnicy grają precyzyjne prostopadłe piłki, a Sobota z Plaku pięknie wchodzą w nieliczne wolne strefy na boisku.
To są faktyczne atuty, które mają zaprowadzić Śląsk do kolejnej rundy - tam będzie jeszcze trudniej, ale ostatnio oglądanie wrocławian w Europie to przyjemność, nie męka. Nic dziwnego więc, że do Brugii wybrał się istny tłum chętnych, który na pewno sprawi, że w tym belgijskim kotle piłkarze Śląska nie poczują się osamotnieni. A pomyślcie co będzie, jak jednak awansujemy...