Stalowe nerwy Śląska

Aż dwóch godzin boiskowej walki potrzebował Śląsk Wrocław, by pokonać w 1/16 finału Pucharu Polski Stal Stalowa Wola. Grający na codzień dwie ligi niżej rywal na nieco ponad kwadrans przed końcem zasadniczego czasu gry objął nawet prowadzenie i dopiero piękne uderzenie Tomasza Hołoty w końcowych minutach pozwoliło wrocławianom wrócić do gry.
Aż dwóch godzin boiskowej walki potrzebował Śląsk Wrocław, by pokonać w 1/16 finału Pucharu Polski Stal Stalowa Wola. Grający na codzień dwie ligi niżej rywal na nieco ponad kwadrans przed końcem zasadniczego czasu gry objął nawet prowadzenie i dopiero piękne uderzenie Tomasza Hołoty w końcowych minutach pozwoliło wrocławianom wrócić do gry. W dodatkowych 30 minutach spotkania szalę na korzyść gości przechylił wyjątkowo nieskuteczny tego dnia Marco Paixao, zaś stalowowolan dobił swoim debiutanckim trafieniem w meczu mistrzowskim pierwszej drużyny Jakub Więzik.
Pucharowe koszmary krążyły nad drużyną Śląska przez większą część widowiska. To ambitnie grająca Stal stworzyła sobie więcej okazji do przerwy i mogła prowadzić nawet wysoko. Pluć w brodę może sobie przede wszystkim Tomasz Płonka, który dwukrotnie stanął oko w oko z Rafałem Gikiewiczem. Wrocławski bramkarz wykazał się dużym opanowaniem nie tylko w tych sytuacjach.
Po zmianie stron drużyną nadająca ton wydarzeniom na placu gry był już WKS. Na twierdzę Tomasza Wietechy sunął atak za atakiem, lecz długowieczny golkiper "Stalówki" wykazał się sporymi umiejętnościami ratując swój zespół przed utratą wielu bramek. Dość nieoczekiwanie w tej części potyczki na prowadzenie wyszli miejscowi. Po rzucie rożnym, z którego dośrodkowywał Mateusz Agrasiński, Michał Bogacz głową skierował futbolówkę między słupki.
Stal od tego momentu niepokoiła wrocławian kontrami, a ofensywa Śląska utknęła w martwym punkcie. Losy starcia odwrócił dopiero Hołota, który efektownym strzałem z półobrotu zaskoczył Wietechę. Była to 86 minuta meczu. Goście starali się rozstrzygnąć losy jeszcze przed dogrywką, ale zabrakło im skuteczności.
Jednak ostatnie pół godziny należało już tylko do przedstawicieli bądź co bądź ekstraklasy. Akcje zaczęły się coraz bardziej zazębiać i wreszcie po koronkowej wymianie podań Marco Paixao z bliska zdobył gola. Krótko przed ostatnim gwizdkiem kolejny atak wykończył Jakub Więzik poprawiając z najbliższej odległości strzał Portugalczyka w poprzeczkę.
FPP