Olé: Z czym do Śląska?

22.08.2013 (12:13) | autor : Marcin Serocki
Magazyn Olé | skomentuj (0)

Czasem trzeba wykonać krok w tył by potem móc zrobić dwa kroki w przód. To banalne i zwykle niewiele nam mówiące powiedzenie nabiera sensu, gdy odniesiemy je do przypadku czwartkowego rywala Śląska Wrocław w eliminacjach do Ligi Europy - Sevilli FC.



 

Málaga straciła Isco czy Joaquína, Real Sociedad nie będzie mógł dłużej korzystać z usług Illarramendiego, Atlético nie będzie już liczyło na gole Radamela Falcao. Liderzy drużyny wywędrowali i z Sevilli. Álvaro Negredo i Jesús Navas wyruszyli na podbój Anglii i w poniedziałek skutecznie zainaugurowali walkę o mistrzostwo Premier League, pewnie tryumfując ze swoim Manchesterem City nad Newcastle. Gdy jednak w składach ćwierćfinalistów zeszłorocznej Ligi Mistrzów, czwartej ekipy poprzedniego sezonu La Liga oraz zdobywcy Copa del Rey wciąż, mniej lub bardziej, straszą czarne dziury po sprzedanych zawodnikach, Sevillistas dumnie spoglądają w lustro ciesząc się zupełnie nowym obliczem. Drużyna z Andaluzji do nowego sezonu La Liga i konfrontacji ze Śląskiem przystępuje po niezwykle udanym tunningu, który ma przywrócić ekipie Unaia Emery'ego dawny blask, należne miejsce w ligowej hierarchii i wreszcie - umożliwić walkę o trofeum, na którego zdobywanie jeszcze niedawno miała patent. Jak w krótkim czasie doszło do tak korzystnej przemiany?

Trzech muszkieterów podbija hiszpańskie mercado

Skuteczne funkcjonowanie klubu na rynku transferowym nie jest celem łatwym do osiągnięcia. Wymaga współpracy, porozumienia i spójnej wizji na wszelkich szczeblach decydenckich. Prezes klubu, dyrektor sportowy i trener muszą wiedzieć czego chcą i spoglądać w tym samym kierunku. I ku uciesze sympatyków Los Nervionenses wszystkie 3 osoby odpowiedzialne za kształt kadry drużyny z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán spędziły lato pracując w takiej właśnie atmosferze. A to, mając na uwadze wyraziste sylwetki każdego z tych jegomościów, nie od początku było takie pewne.

Sygnał do zmian dało samo pojawienie się w klubie Unaia Emery'ego. Kompletnie bezpłciowego i szukającego niepoważnych wymówek Míchela w trakcie poprzedniej temporady zastąpił trener, który ma swój pomysł na piłkę nożną. Drużyny dowodzone przez Baska może (wbrew temu co chciałby on sam) nie zawsze osiągają zamierzone cele (co było zresztą przyczyną burzliwych rozstań ze Spartakiem czy Valencią), ale nie można odmówić im stylu. Grono ekspertów od hiszpańskich rozgrywek zgodnie przyklasnęło temu wyborowi, uznając Unaia za szkoleniowca uszytego na miarę Sevilli.

Pojawienie się osoby wokół której można budować nowy projekt podziałało orzeźwiająco na pozostałą dwójkę. Prezes José María del Nido nagle przestał dopatrywać się źdźbeł w oczach wszystkich naokoło i dostrzegł stosy belek we własnych. Przykłady Atlético Madryt czy Realu Sociedad dodatkowo uświadomiły zasłużonemu pracownikowi klubu, że cel, który chciałby osiągnąć, wcale nie musi wiązać się z potężnymi inwestycjami. Nie trzeba równać do najlepszych - można równać do bardzo dobrych. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki narzekania na konkurencyjność ligi zastąpiło bicie się w pierś i wyliczanie własnych błędów - że drużyna w ostatnich latach nie wykorzystywała swojego potencjału, że wynagrodzenia dla graczy były niewspółmierne do korzyści jaką przynosili, "itd., itp.". Na czarnowidztwo prezesa nie wpłynęły nawet korzystne decyzje CAS, kwalifikujące klub do pucharów. Del Nido po prostu spodobało się to, że...coś mu się nie podoba. I twardo obstawał przy swoim.

Ale malkontenctwo nie pochłaniało w tym czasie 100% jego energii życiowej. Del Nido miał już nowy plan, o którym śmiało opowiadał. A wtórował mu w tym nieodłączny dyrektor sportowy - Monchi, człowiek, który dla hiszpańskiej piłki wynalazł takich graczy jak Dani Alves, Adriano czy Luis Fabiano. Ten sam facet w ostatnich miesiącach znajdował się już u kresu wytrzymałości i poważnie rozważał rezygnację z zajmowanego stanowiska, ale nowy koncept tchnął w niego drugie życie i sprawił, że znów był w swoim żywiole.

Już na zakończenie poprzednich rozgrywek obaj panowie przedstawili szkic planowanej reformy. Dowiedzieliśmy się, że aż 50% kadry drużyny zostanie przebudowane. Wraz z kolejnymi dniami okienka transferowego odkrywane były kolejne karty: kto odejdzie, kto przyjdzie. Wszystko to do bólu transparentne - klub publicznie informował o tym nad jakimi transakcjami pracuje, jakie planuje ruchy wobec poszczególnych graczy i ile jest w stanie na kolejne operacje przeznaczyć. Takie działania z jednej strony budowały zaufanie u kibiców, z drugiej (choć nie wiadomo czy miało to jakiś związek) przełożyły się na skuteczność. W przytłaczającej większości przypadków, Sevilla dopinała swego. Pareja, Marin, Bacca, Gameiro, Carriço, Rusescu, Samperio, Vitolo, Diogo Figueiras, Cristóforo, Iborra - lista wzmocnień na 2 tygodnie przed deadline day prezentuje się znakomicie.

Zmiana wiary

W poprzedniej temporadzie zupełnie niepostrzeżenie klub z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán zachorował na "Negredodependencie". Urodzony w Madrycie snajper podczas swej 4-letniej przygody w klubie nigdy nie miał takiego udziału w osiąganych przez drużynę rezultatach, jak to miało miejsce w minionej kampanii ligowej. 25 goli w 36 meczach, a większość z nich - kluczowych. Największą wartość miały oczywiście cztery gole wbite na zakończenie rozgrywek Valencii, dzięki którym były gracz Almeríi zapewnił sobie Trofeo Zarra, przekroczył liczbę 100 bramek zdobytych w Primera, a swej drużynie dał przepustkę do Europy. Gdy ofertę z gatunku tych nie do odrzucenia złożyli szejkowie z City, wydawało się, że przed Del Nido i Monchim ciężki orzech do zgryzienia. Oto mieli zostać pozbawieni swego boga i pozostać z dwoma atrapami napastników, Babą Diawarą i Manu del Moralem.

Nikt w klubie nie zamierzał się na to godzić. Jednogłowe bóstwo zastąpiono innym, występującym w trzech osobach. W pierwszej kolejności ekipę Los Nervionenses zasilili królowie strzelców ligi rumuńskiej i belgijskiej - Carlos Bacca i Raul Rusescu - zawodnicy nie tylko odznaczający się świetną skutecznością pod bramką rywala, ale także silnym charakterem i wolą walki, na co wskazywały ich życiorysy. To właśnie te cechy, których tak brakowało ich poprzednikom, zadecydowały o zatrudnieniu tego duetu w ekipie z Andaluzji. W profesjonalizm Rumuna można było nieco zwątpić, gdy na zgrupowanie stawił się z 3 kilogramami nadwagi, co przy jego krępej sylwetce wyglądało nieciekawie. Były zawodnik Steauy uzyskał jednak rozgrzeszenie, strzelając 2 gole w rewanżowym pojedynku z Mladostem Podgorica.

Tym, który najlepiej wypełni lukę po reprezentancie Hiszpanii ma być jednak sprowadzony na sam koniec Kévin Gameiro. Znany przede wszystkim ze swych dobrych występów dla Lorient zawodnik, zrozumiał, że przegrywa "walkę na nazwiska" z takimi tuzami jak Ibrahimović czy Cavani i zdecydował się opuścić Parc de Princes by, jak sam podkreśla, dać sobie szansę na wyjazd na Mistrzostwa Świata w Brazylii. Główne atuty Francuza to szybkość, drybling i spryt, co wyraźnie odróżnia go od poprzedniej "9" klubu z Andaluzji. To przeoczenie zarządu czy w Sewilli po prostu wzięli to co było do wzięcia? Ani jedno, ani drugie. Już na początku okienka Monchi rzucił hasło o odcięciu się od przeszłości i stwierdził, że nie ma środków na szukanie wiernych kopii zawodników, którzy opuścili klub. Emery i spółka chcą tworzyć nową jakość.

Wszystko co najlepsze

Czego najbardziej powinni się bać we czwartek Wrocławianie? Jeśli nie przestraszy ich sam potężnie zbudowany i groźnie łypiący na nich swym posępnym wzrokiem Geoffrey Kondogbia, o którego szaleńczy bój toczy kilka europejskich gigantów, to z pewnością może tego dokonać wybitna ofensywa podopiecznych Unaia Emery'ego.
To nie jest już Sevilla, która swą grę opiera wyłącznie na atakach skrzydłami i nieskończonych siłach takich pędziwiatrów jak Navas, Perotti czy boczny defensor Alberto Moreno. Oczywiście Emery zadbał o to by potencjał drużyny w tych rejonach nie zmalał dlatego w miejsce wychowanka Los Nervionenses do klubu przybyło dwóch graczy (młody Samperio i Marko Marin), ale kluczowe miało być zwiększenie wachlarza wariantów ofensywnych Sevillistas. Z Rakiticiem, Iborrą, Vitolo i dwójką świetnie poruszających się napastników, Andaluzyjczycy mogą sobie z powodzeniem pozwolić na futbol kombinacyjny i przeciskanie się przez obronę rywala także środkiem pola. Właśnie taką, bardziej różnorodną Sevillę obejrzeć mogliśmy w niedawnym sparingu z Manchesterem United. Arabski komentator wykrzykujący "tiki-taka! tiki-taka" w spotkaniu klubu z Estadio Ramón Sánchez Pizjuán? Kto by pomyślał...

https://www.youtube.com/watch?v=a8tiI5rTCJs

A kiedy kompletnie zabraknie pomysłów na sforsowanie defensywy można przecież skorzystać z tak prymitywnych, a przy tym tak efektownych środków jak potężne strzały z dystansu. Diego Perotti pokazał w ostatnim spotkaniu przeciwko Los Colchoneros, że parę w nodze to on ma:
https://www.youtube.com/watch?v=4Pb2RbTe2D0
Marco Paixão po losowaniu ostatniej rundy eliminacyjnej opublikował na swym fanpage'u wpis, w którym przekonywał, że nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli udało się strzelić cztery gole w dwumeczu z Club Brugge, uda się także z Sevillą. Niestety to działa w dwie strony. Jeżeli ekipa Emery'ego wbiła trzy gole United, Śląskowi może wbić i dziewięć.

Żeby nie było zbyt pięknie

Dał nam przykład Simeone jak zwyciężać mamy - taką pieśń po weekendowym pojedynku Los Nervionenses z drużyną znad rzeki Manzanares zaintonować mógł Stanislav Levy wraz ze swoimi podopiecznymi. Nie da się ukryć, że Cholo obnażył braki najsłabszej formacji w ekipie czwartkowych rywali Śląską jaką wciąż jest obrona.

Tej jednej misji ludziom odpowiedzialnym w Sevilli za transfery nie udało się w to lato wykonać - nie udało się uzyskać balansu między defensywą, a ofensywą. Nazwiska sprowadzonych defensorów nie rzucały na kolana, a zarząd wybierając takich a nie innych kandydatów, musiał szukać przy okazji dobrego alibi. Kontraktując Nicolása Pareje liczono przede wszystkim na jego zgranie z Federico Fazio, z którym wspólnie sięgali w 2008 roku po złoty medal Igrzysk Olimpijskich. Argumentem za sprowadzeniem Danielem Carriço w pierwszej kolejności nie była jego solidność, a wszechstronność.

Jakby tego było mało i jeden i drugi ze Śląskiem nie zagrają. Portugalczyk doznał poważnej kontuzji mięśniowej na jednym z przedsezonowych treningów, a Argentyńczyk tak nieszczęśliwie upadł po jednym z boiskowych starć w pojedynku z Atlético, że doznał pęknięcia kości w prawym ramieniu. Nowo sprowadzeni defensorzy nie zagrają przez odpowiednio półtora i dwa miesiące. Choć Monchi ogłosił już poszukiwania zastępców, a w prasie przewijają się nazwiska Álvaro Gonzáleza i Alejandro Arribasa, to nie ma co się łudzić, że którykolwiek z nich zagra ze Śląskiem.

W tej sytuacji Sevilla zostaje z tym, czym dysponowała przed rokiem. Jest stosunkowo solidny Fazio, który lubi jednak sobie uciąć drzemkę i jest zupełnie przeciętny Cala, z którego przedryblowaniem bohater ostatnich tygodni Waldemar Sobota nie powinien mieć problemów. Jest i dwudziestoletni wychowanek Israel Puerto, ale na niego prosty sposób przedstawił w minionej kolejce ligowej Cristian Rodriguez

https://www.youtube.com/watch?v=WSm4c72b24E

Od biedy pozycję stopera zająć mogą nominalnie lewy obrońca Fernando Navarro lub defensywny pomocnik Vicente Iborra, ale takie rozwiązania nosiłyby już znamiona desperacji.
Nieco lepiej jest na bokach. Młody Alberto Moreno ma dość siły w płucach by biegać od bramki do bramki bite 90 minut, więc Sobocie ciężko będzie po swojej stronie uzyskać taką swobodę jak w poprzednich spotkaniach, ale już dla Sebino Plaku otwiera się taka możliwość, bo operującemu na jego flance Coke w ofensywnych wycieczkach zdarzają się momenty zapomnienia.

Nadzieja umiera ostatnia

Nie ulega wątpliwości, że wrocławianom łatwiej byłoby stawić czoła drużynie dowodzonej przez Míchela, ufającej wyłącznie w szybkość Navasa i skuteczność Negredo, niż przeciwko diabelskiej maszynie uformowanej w rękach Emery'ego, Monchiego i Del Nido. Ale już raz polska drużyna wylosowała najgorzej jak się dało i podołała zadaniu, a dopóki Sevilla nie prezentuje poziomu Realu czy Barcelony i ma słabe punkty, wszystko jest możliwe.

Materiał pochodzi z Magazynu Olé poświęconego hiszpańskiemu futbolowi. Więcej informacji o hiszpańskim futbolu znajdziecie na:
1. www.olemagazyn.pl - strona internetowa magazynu Olé
2. dział o dwumeczu między Śląskiem a Sevillą.



>> NOWSZY
<< STARSZY
KOMENTARZE
Nie skomentowano jeszcze tego newsa.
DODAJ KOMENTARZ
Czy wiesz, że wszystkie nowo dodane komentarze muszą zostać zaakceptowane przez redakcję.

Nie chcesz czekać? Zarejestruj się na forum kibiców ¦ląska Wrocław a następnie podczas dodawania komentarza podaj swój login i hasło.

Koniecznie przepisz tekst z obrazka!
Nick*:
Hasło:
Adres e-mail:
Treść komentarza*:
* - pola wymagane




I liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Wisła Kraków 20 46 51-16
2. Polonia Bytom 19 34 33-21
3. Pogoń Grodzisk Mazowiecki 19 33 37-27
4. Chrobry Głogów 19 31 26-18
5. Śląsk Wrocław 20 31 36-33
6. Ruch Chorzów 20 31 31-28
7. Stal Rzeszów 19 31 30-28
8. Wieczysta Kraków 19 30 40-29
9. Polonia Warszawa 19 30 28-27
10. Miedź Legnica 19 30 35-36
11. ŁKS Łódź 19 26 28-29
12. Odra Opole 20 25 20-23
13. Pogoń Siedlce 20 22 21-22
14. Puszcza Niepołomice 19 19 20-24
15. Znicz Pruszków 19 17 21-41
16. Stal Mielec 19 13 21-40
17. GKS Tychy 20 13 26-46
18. Górnik Łęczna 19 11 22-38

II liga

Nazwa Mecze Punkty Bramki
1. Unia Skierniewice 19 41 38-20
2. Warta Poznań 19 38 32-21
3. Podhale Nowy Targ 19 35 24-15
4. Olimpia Grudziądz 19 34 37-26
5. Świt Szczecin 19 32 37-32
6. Śląsk II Wrocław 20 27 37-30
7. Sandecja Nowy Sącz 19 27 26-28
8. Stal Stalowa Wola 19 26 38-31
9. Resovia 19 25 25-24
10. Podbeskidzie Bielsko-Biała 19 25 28-31
11. Sokół Kleczew 19 24 35-32
12. Chojniczanka Chojnice 19 24 30-29
13. Zagłębie Sosnowiec 20 23 23-33
14. Hutnik Kraków 19 21 27-30
15. Rekord Bielsko-Biała 19 21 27-35
16. KKS 1925 Kalisz 19 19 21-27
17. ŁKS II Łódź 19 13 19-35
18. GKS Jastrzębie 19 7 16-41