Śląsk - Sevilla: Gramy do końca!


Już tylko kilkanaście godzin dzieli nas od rewanżowego pojedynku pomiędzy Śląskiem a Sevillą. Ranga spotkania jest olbrzymia, co zauważyli wrocławscy kibice i na tydzień przed tym meczem wszystkie bilety zostały sprzedane. Po raz pierwszy od dawna Stadion Miejski wypełni się po brzegi! Stawka spotkania to awans do fazy grupowej Ligi Europy. Przed Śląskiem jednak trudne zadanie, z kategorii prawie niemożliwych do zrealizowania.
W pierwszym meczu przed tygodniem Hiszpanie wykorzystali grę w przewadze jednego zawodnika i w końcówce zapewnili sobie wysokie zwycięstwo 4:1. Niestety Śląsk nie potrafił utrzymać przewagi jednej bramki, bo ku zaskoczeniu wszystkich, to właśnie drużyna z Wrocławia jako pierwsza trafiła do siatki rywala. W stolicy Dolnego Śląska zrobiło się niestety mniej wesoło, kiedy w drugiej połowie Dudu za faul na zawodniku wychodzącym na dogodną pozycję strzelecką musiał opuścić boisko. Wrocławianie dzielnie się bronili, ale nie wytrzymali naporu gospodarzy.
Czy wyeliminowanie drużyny Unai Emery’iego jest jeszcze możliwe? Oczywiście, że tak. Ale szanse na uzyskanie korzystnego rezultatu są niestety nikłe. Śląsk będzie musiał sobie poradzić w tym spotkaniu bez Dudu, a także pauzujących za żółte kartki Marco Paixo i Dalibora Stevanovicia. Szczególnie strata Portugalczyka może być bolesna, bo atak WKS-u bez Paixo naprawdę trudno sobie wyobrazić.
Cała Polska w cieniu Śląska – podobno naród zakochał się w bezkompromisowej grze wrocławian i oglądalność spotkań drużyny Stanislava Levy’ego stale rośnie. Nic dziwnego, bo tak grającego polskiego klubu w europejskich pucharach już dawno nie widzieliśmy. Śląsk podobnie do Wisły Kraków, która 11 lat temu walczyła jak równy z równym przeciwko Schalke 04, Parmie czy Lazio, czyli z polotem, bez murowania własnej bramki, wymieniając się ciosami z przeciwnikiem. To dzięki odwadze i wierze we własne umiejętności Śląsk był w stanie wyeliminować Club Brugge. Czy i tym razem wola walki w połączeniu z wysoką formą dadzą sukces? Dopóki piłka w grze…