Przeciw Lenczykowi zagrali jak... za Lenczyka
Derbowe spotkanie Śląska z Zagłębiem Lubin oceniane jest przez media jako przeciętne, ale dziennikarze nie mogą się nachwalić portugalskiego snajpera WKS-u. Marco Paixao strzelił swoją 12. bramkę w tym sezonie, a 6. w ekstraklasie. Sporo uwagi zostało poświęcone również Orestowi Lenczykowi, który po rocznym bezrobociu powrócił do pracy trenerskiej i niemal od razu los rzucił go ponownie do Wrocławia.
Sport.pl zwraca uwagę, że Stanislav Levy zmienił taktykę na "lenczykową".
Wrocławianie grali jak za czasów, gdy prowadził ich trener Orest Lenczyk - rozważnie taktycznie, bezwzględnie wykorzystując nawet nieliczne błędy rywali. (..) Przez większą część pierwszej połowy to Zagłębie było groźniejsze, stwarzało świetne okazje bramkowe. Ale gola strzelił Śląsk. Wrocławianie w tej części meczu zaprezentowali tę umiejętność, którą imponowali w czasach, gdy prowadził ich Orest Lenczyk. Z zimną krwią potrafili wykorzystywać błędy rywali i potrzebowali niewielu okazji, aby trafić do siatki. (...) Trener Śląska na lewej obronie wystawił Krzysztofa Ostrowskiego, a nie Brazylijczyka Dudu. Ostrowski teoretycznie jest lepszy w destrukcji i pewnie to zadecydowało o takiej nominacji.
Podobnego zdania jest Przegląd Sportowy.
Śląsk pokonał rywala zza miedzy w stylu, który bardziej pasowałby do poprzedniego trenera wrocławian, niż Stanislava Levego. Wybiegał, wymęczył, wypłakał.
Fakt dodaje, że wrocławianie dawno nie zdobyli gola po rogu.
W sercu pozostały wspomnienia związane z meczami Śląska – mówił przed meczem Orest Lenczyk. Te wspomnienia przywołano już w 15 minucie, gdy Marco Paixao strzelił bramkę po stałym fragmencie gry, czyli wykorzystując największy atut Śląska za czasów Lenczyka. WKS przypomniał sobie, jak strzela się gole po rzutach rożnych dopiero, gdy na stadion wrócił ich poprzedni trener.
Gazeta Wrocławska zapamiętała tylko kilka ciekawych momentów podczas spotkania.
Umówmy się - wielkie widowisko to nie było i raczej nie będziemy się nim ekscytować w poniedziałek w drodze do pracy. Śląsk był lepszy i zasłużenie wygrał. Zagłębie za to bezbarwne i jakieś takie apatyczne.
PS nie ma wątpliwości, kto się wyróżnił.
Śląsk wygrał, ale nie rzucił na kolana. Zwraca uwagę kapitalna - znowu - postawa Mariusza Pawelca w środku obrony, a także piorunująca skuteczność Marco Paixao. On ma już dwanaście bramek w oficjalnych meczach. Poprzednim napastnikiem Śląska, który tego dokonał, grając na poziomie ekstraklasy, był Piotr Włodarczyk. Dawno, bo dwanaście lat temu. Tylko że "Nędza" na uzbieranie tuzina trafień potrzebował całego sezonu, a nie dwóch miesięcy. (...) Paixao imponuje skutecznością, strzela od początku sezonu i nie zamierza przestać. Tym razem jego gol był jednak niezwykły. Na trybunach dziennikarze żartowali, że sam asystował przy swoim golu.
Wrocławska prorokuje, jak skończy Portugalczyk.
Łatwość, z jaką Paixao zdobywa gole, musi budzić uznanie. Jak tak dalej pójdzie, to możliwe są dwa scenariusze. Pierwszy - snajper z 19 na plecach stanie się ulubieńcem i magnesem przyciągającym kibiców na stadion. Drugi - przyciągnie go jakiś inny, nawet zagraniczny klub, a Śląsk zarobi trochę grosza.
Gazeta ta nie omieszkała też zaznaczyć obecność byłego szkoleniowca WKS-u.
Przed meczem kibice na przykład znów zobaczyli Oresta Lenczyka, tym razem na ławce trenerskiej gości. Nestor polskich szkoleniowców z uśmiechem na twarzy witał się ze starymi znajomymi, ale po meczu humor już mu tak bardzo nie dopisywał.
Dokładniej całą scenę opisuje Sport.pl.
Tuż przed rozpoczęciem meczu trener Lenczyk wyszedł z tunelu i podszedł do ławki rezerwowych, gdzie przywitał się ze wszystkimi siedzącymi osobami - wyściskał się z kierownikiem drużyny Zbigniewem Słobodzianem, swoimi byłymi asystentami oraz piłkarzami. Przez kilka sekund porozmawiał ze Stanisławem Levym.