Marco przeciw Odedowi

We wrocławskiej drużynie wciąż większość stanowią Polacy, więc rozmowę rozpoczynamy od Sebastiana Mili. Czy kapitan zespołu wierzy w awans biało-czerwonych na mundial?
- O, to będzie niezmiernie trudne zadanie pokonać i Ukrainę, i Anglię. Musimy być świadomi tego, że są to rywale może nie topowi, ale na dobrym europejskim poziomie. Chciałbym, żeby Polska awansowała, bo liczę na to, że będę te mistrzostwa oglądać w równie dobrym towarzystwie, jak poprzednie mistrzostwa Europy, wśród kibiców u siebie w restauracji.
W szatni Śląska temat innych drużyn krajowych przewija się podczas wszystkich przerw na kadrę.
- Każdy się koncentruje na swojej drużynie. Ostatnio Marian Kelemen pojechał nawet z Dadem (Stevanoviciem) i Amirem (Spahiciem) na mecz, kiedy Słowacja grała z Bośnią. Gdy się bezpośrednio czyjeś drużyny konfrontują, to wtedy jest najlepsza zabawa. Na przykład, jak towarzysko graliśmy z Bośnią czy Słowenią. Zresztą nie tylko w piłce nożnej, ale i w innych dyscyplinach – mówi Mila.
Dziś w ramach tej wrocławskiej zabawy Portugalia podejmie Izrael. Gospodarze tracą punkt do Rosji i mają 5 oczek przewagi nad swoim dzisiejszym przeciwnikiem. Szanse gości na awans są więc iluzoryczne. Mecz wspólnie zamierzają oglądać Oded Gawisz i Marco Paixao.
- Na początku eliminacji każdy wierzył w awans – twierdzi Gawisz. - Teraz sytuacja jest nieco trudniejsza, ale wszyscy stoimy za drużyną. Wygrać z Portugalczykami będzie naprawdę trudno, choć u siebie zremisowaliśmy z nimi 3:3 i mieliśmy jeszcze wiele okazji do strzelenia następnych goli. Marco i ja na pewno obejrzymy ten mecz razem. On poleciał teraz na parę dni do domu, ale mam nadzieję, że zdąży wrócić.
Mila dodaje: - Wydaje się, że Portugalia jest mocniejsza. To by była duża niespodzianka, jak by Izrael to wygrał. Myślę, że jedyne, co może zrobić, to zremisować. Maksymalnie. Oded na pewno jako jedyny u nas wierzy, że jego drużyna wygra.
W jednej grupie rywalizują także ekipy Słowenii i Albanii. We wrześniu ci pierwsi wygrali bezpośrednie starcie. Sytuacja w tabeli jest dość zagmatwana. Zarówno Słoweńcy, jak i Albańczycy mogą jeszcze załapać się na baraże, ale muszą liczyć na potknięcia rywali.
- Mieliśmy duże szanse na awans przed poprzednimi meczami. Teraz jest trochę trudniej. Nie jestem już do tego przekonany, ale wciąż mam nadzieję, że się uda. Rozmawialiśmy z Daliborem po ostatnim meczu, moja drużyna była lepsza, lecz przegraliśmy – twierdzi albański pomocnik Śląska, Sebino Plaku.
Jako jedyny z zagranicznych piłkarzy WKS-u reprezentacyjną przeszłość ma Dalibor Stevanović. Serb urodzony w Słowenii ma za sobą 17 występów w kadrze tego państwa. Śledzi jednak poczynania obu jedenastek.
- Dopóki są szanse, musisz w to wierzyć – ocenia pozycję Słoweńców w kwalifikacjach. - Gramy przeciw najtrudniejszym rywalom, Norwegii i Szwajcarii. Musimy wygrać, a do tego przeciwnicy muszą przegrać. Ciężko mi to przyznać, ale Sebino ma rację. Graliśmy z Albanią u siebie, wygraliśmy 1:0, ale oni mogli w drugiej połowie strzelić 4-5 goli! Gdybyśmy nie mieli bramkarza Samira Handanoviča, z pewnością byśmy przegrali.
Tak się składa, że o przepustkę do Brazylii walczyła też Słowacja z Bośnią i Hercegowiną. Walczyła, bo nasi południowi sąsiedzi nie mają już nawet matematycznych nadziei. Mogą za to pokrzyżować plany Grekom.
- Wygląda na to, że z pierwszego miejsca wyjdzie Bośnia. Grają przez całe kwalifikacje bardzo dobrze, mają silny zespół. Byliśmy z Amirem w Żylinie. Mecz stał na wysokim poziomie i był dość wyrównany, prowadziliśmy 1:0, ale ostatecznie przegraliśmy 1:2 – powiedział nam Marian Kelemen, słowacki bramkarz Śląska.
Amir Spahić spośród wszystkich piłkarzy naszego Klubu może być najbardziej dumny z gry swojej jedenastki narodowej, która zajmuje 1. miejsce wyprzedzając Grecję dużo lepszą różnicą goli.
- Jestem przekonany, że wyjdziemy bezpośrednio z grupy. Gramy przeciwko Liechtensteinowi, który rozbiliśmy na wyjeździe 8:1 i liczę, że dziś wynik będzie podobny. Zostanie nam mecz na Litwie. Wszyscy mamy świadomość, co nas czeka. Wszystko zależy tylko od nas.
Bośniacy mają w obecnych eliminacjach nie tylko znakomite rezultaty, ale zbierają też świetne recenzje za swoje występy. Więcej bramek strzelili dotąd tylko Niemcy, ale i to może się zmienić.
- Nie jest to dla mnie żadna niespodzianka. Od wielu lat gramy dobrze, a teraz doszło paru zawodników, którzy niedawno dostali bośniackie obywatelstwo. To są chłopcy urodzeni w kraju, którzy żyją na emigracji. Mieli propozycje gry dla innych, jak dla Szwajcarii, ale wybrali swoją ojczyznę - dodaje Spahić.
W kiepskich nastrojach przygotowują się za to do najbliższych meczów Czesi.
- Szansa na awans jest bardzo mała. To już właściwie tylko teoria. Tak z Maltą, jak i w Bułgarii jesteśmy w stanie wygrać, ale czego brakuje, to są te punkty, które straciliśmy w meczach u siebie. Na wyjazdach nie grała reprezentacja Czech źle, punktowała - analizuje trener Stanislav Levy. - Co do selekcjonera, podobnie jak w Polsce, pojawiają się spekulacje, kto go może zastąpić. Jest wiele nazwisk, ale to nie wychodzi ze związku, a od dziennikarzy.
A czy on sam przejmie kiedyś Czechów?
- Kiedyś powiedziałem, że ostatnie moje życzenie to poprowadzić jakąś reprezentację, ale to dopiero na koniec trenerskiej kariery. Na razie kocham pracować dzień w dzień z piłkarzami. Mam tutaj tyle roboty, że w ogóle o tym nie myślę. - kończy Levy.
Gospodarzem przyszłorocznych mistrzostw będzie Brazylia. Przez ten kraj przelała się podczas niedawnego Pucharu Konfederacji fala protestów.
- W Brazylii żyje się teraz ciężko. Jest dużo korupcji. Ludzie protestują, bo chcą dobrze dla swojego kraju – opowiada Dudu Paraiba, obrońca Śląska. - Chciałbym, że Polska awansowała, bo to jest mój drugi kraj. Czy ma szanse? To jest futbol. Ja oczekuję dobrych wyników Polaków.
Filip Podolski