Gigantyczne rozczarowanie
Pomiędzy spotkaniami z Zawiszą i Podbeskidziem media analizują słabą postawę WKS-u w ostatnim okresie. Dziennikarze i eksperci zwracają uwagę na fizyczne wycieńczenie zespołu, krótką i mało użyteczną ławkę rezerwowych oraz chaos organizacyjny w klubie.
Przegląd Sportowy cytuje Waldemara Prusika, legendarnego zawodnika Śląska, obecnie eksperta telewizyjnego.
- To trochę przerażające, że w ekstraklasie może istnieć drużyna aż tak uzależniona od jednego piłkarza. Wystarczyło, że zabrakło Sebastiana Mili i gracze drugiej linii Śląska nie wiedzą, co robić na boisku - analizuje Prusik.
Gazeta gani wrocławian za brak pomysłu na grę ofensywną.
Zarówno poniedziałkowy mecz Pucharu Polski z Jagiellonią (0:1), jak i niedzielne spotkanie ligowe z Zawiszą zostały przegrane w kiepskim stylu. Drużyna Stanislava Levego nie kreuje szans, atakuje niewielką liczbą graczy. Piłkarze nie podejmują ryzyka na połowie rywala, bo w razie straty piłki będą musieli gonić z powrotem na swoją połowę. A to kolejny wysiłek.
Ponadto Przegląd wylicza, że niemal wszyscy zawodnicy Śląska przebywali już tej jesieni przynajmniej półtorej tysiąca minut na boisku.
W polskiej ekstraklasie jest dziesięciu zawodników z pola, którzy według stanu na 28 października mają w nogach już 1500 minut lub więcej. Z tej dziesiątki... siedmiu gra w drużynie Levego. (...)
Śląsk płaci straszną cenę za obsłużenie europejskich pucharów praktycznie czternastoma ludźmi, za ławkę z figurantami, których strach wpuścić na boisko i za grę w wysokim tempie, bez kalkulacji.
Gazeta Wyborcza zwraca uwagę na politykę transferową klubu.
Przyczyn głębokiego kryzysu Śląska jest kilka. Dziś ewidentnie widać, jak wielkiego osłabienia doznał wrocławski zespół, kiedy stracił dwóch swoich skrzydłowych - Piotra Ćwielonga oraz Waldemara Sobotę.
Paradoksalnie nie zrekompensował tego transfer Portugalczyka Marco Paixao czy Tomasza Hołoty. Ten pierwszy jest dobrym napastnikiem, jakiego we Wrocławiu nie oglądano od lat. Drugi okazał się uniwersalnym piłkarzem, którego Śląskowi brakowało. Ale skuteczność i efektowność Paixao, wszechstronność Hołoty nie przekładają się na wyniki zespołu. To kolejny dowód na to, jak ważny w futbolu jest dobrze funkcjonujący zespół, a nie tylko indywidualne popisy poszczególnych piłkarzy.
Dalej Gazeta rozkłada na czynniki pierwsze poszczególnych zawodników.
Kłopotem Stanislava Levego jest także wyraźna obniżka formy kilku zawodników. Rafał Gikiewicz czy Sebino Plaku prezentują się źle. Sebastian Mila nie imponuje już kreatywnością, tak jak we wcześniejszych sezonach. Nierówno gra Przemysław Kaźmierczak, a Mateusz Cetnarski to wprost gigantyczne rozczarowanie. Z kolei Dalibor Stevanović czy Sylwester Patejuk rzadko wnosili coś pozytywnego do gry Śląska, więc teraz nie ma co liczyć, że odmienią drużynę.
Przy okazji Wyborcza pisze o mentalności polskich futbolistów, kiepskich zdolnościach dyplomatycznych działaczy oraz bałaganie organizacyjnym w Klubie.
Niestety, od pewnego czasu Śląsk wygląda jak zbiorowisko przypadkowych zawodników, którzy zaczepili się do tego klubu na krótko, mając świadomość, że za chwilę ich tu nie będzie. Do takiej sytuacji doprowadziły niepotrzebne sygnały wypuszczane z miasta przy okazji przejmowania Śląska od Zygmunta Solorza. (...)
Wyjątkowo niefortunne były wypowiedzi przedstawicieli miasta informujące, którzy zawodnicy po sezonie pożegnają się z klubem. Kiedy już w październiku piłkarz czyta, że klub nie wiąże z nim żadnych nadziei i będzie musiał odejść, to zaczyna zupełnie inaczej patrzeć na rzeczywistość. Kalkuluje i myśli o nowym pracodawcy. A na boisku na pewno nie będzie gryzł trawy za Śląsk, nie będzie chciał umierać za ten klub. (...)
Nie ma prezesa, a tymczasowy ze swojego basenu na Oporowską wpada tylko na chwilę. Dyrektor sportowy wie, że jego dni w klubie są policzone. Więc spakowany czeka na dymisję.