Zapowiedź: Do ostatniej minuty

Outsider przyjeżdża do drużyny, która przegrała 3 poprzednie mecze. Frapujące? No nie bardzo. Trudno też wyczekiwać w napięciu występów Dariusza Pietrasiaka czy Sylwestra Patejuka przeciwko swoim byłym kolegom. Tym bardziej, że już w poprzednim sezonie w takich spotkaniach grali. Wówczas dwukrotnie padł remis 1:1 i jedynie emocje z końcowych fragmentów tych pojedynków mogą zachęcić do przyjścia dziś na Stadion Miejski.
Śląsk z Podbeskidziem mierzył się dotąd w ekstraklasie jedynie 4 razy, ale każdy z tych pojedynków miał swoją historię. Przed dwoma laty starciem z bielszczanami WKS żegnał się z boiskiem przy Oporowskiej. Co prawda później spotkał się jeszcze na nim z Bełchatowem, ale to w ramach wyjątku. Pożegnanie było udane. Dzięki trafieniu Piotra Celebana gospodarze wygrali 1:0.
W rewanżu znów trafił do siatki obecny zawodnik rumuńskiego Vaslui, lecz w doliczonym czasie gry walczący o mistrzostwo wrocławianie dali sobie wbić wyrównującego gola po dośrodkowaniu Patejuka.
Na początku poprzedniego sezonu ten pomocnik występował już w barwach Śląska. Na ławce trenerskiej debiutował właśnie Stanislav Levy, ale znów bielszczanie potrafili doprowadzić do remisu. Tym razem nieco wcześniej, tyle tylko, że mecz kończyli... podwójnie osłabieni po czerwonych kartkach dla Juraja Dančika w 76 i Fabiana Paweli w 81 minucie. Przyjezdni nie potrafili skorzystać z takiej przewagi.
Na wiosnę we Wrocławiu po raz pierwszy prowadziło Podbeskidzie, ale ich marzenia o historycznym zwycięstwie nad WKS-em w ekstraklasie pogrzebał golem już po upływie regulaminowego czasu Łukasz Gikiewicz.
Śląsk zagra dziś bez Tadeusza Sochy, który przeciwko Zawiszy Bydgoszcz zobaczył czwartą żółtą kartkę w tych rozgrywkach. Ogranicza to pole manewru trenerowi, które i tak jest ostatnio nie za wielkie. Zabraknie przecież także kontuzjowanych Sebastiana Mili oraz Amira Spahicia. W jakiej formie są zawodnicy, którzy dotychczas nie dostawali zbyt wielu szans? Mateusz Cetnarski, Rafał Grodzicki czy Oded Gawisz na pewno nie mogą narzekać na przemęczenie.
Fizyczne przygotowanie to bowiem słowo-klucz. Wrocławianie w poprzednich 2 ligowych meczach prowadzili, ale punktów nie zdobyli. Końcówka widowiska w Zabrzu długo jeszcze będzie się śnić wrocławskim kibicom. A przecież piłkarze ulegli także w Pucharze Polski Jagiellonii Białystok tracąc bramkę po 90 minucie.