L. Ojrzyński po meczu ze Śląskiem

Leszek Ojrzyński: Ciężko cokolwiek mówić po przegranym meczu. 0:4 boli. Drugi raz mi się taka historia zdarza w pracy. Przegrywamy 0:4, choć tak nie powinniśmy przegrać. Na początku bramkarz gospodarzy powinien dostać czerwoną kartkę. Mieliśmy szanse, ale ich nie wykorzystaliśmy. W przerwie powiedzieliśmy sobie, że w drugiej połowie musimy strzelić gola. Niestety mimo uczulania na lewą mocna stronę Śląska, straciliśmy po akcji tam gola. Jeszcze oprócz tego z boiska powinien zejść Grodzicki po drugiej żółtej kartce, potem tracimy druga bramkę, trzecią. Przy ostatnim golu techniczny sędzia mówił, że był faul, ale główny nie zareagował. Wszystko było przeciwko nam.
Źle to znieśliśmy, zawodnicy źle to znieśli, ale sporo zostało do końca sezonu. W kolejnym meczu niestety gramy z tym samym sędzią, oby się tyle nie mylił. Musimy zacząć punktować, mam nadzieje ze to w końcu nastąpi, jesteśmy na ostatnim miejscu w tabeli i musimy wziąć się w garść.
Zawodnicy mnie rozumieją, ale liczy się to co, jest na boisku. To nie polega tylko na mówieniu i trenowaniu, a nie sytuacjach na boisku, my te bramki straciliśmy.
Ciężko powiedzieć, czy jest tu potencjał na druga Koronę. To dopiero mój drugi mecz. Za niedługo przerwa, test pewne rzeczy skorygujemy. Musimy grać twardo. Jak widać można dzisiaj było grać twardo i skończyć w jedenastu. Da się tu jeszcze znaleźć rezerwy, w kilku sytuacjach stykowych można było więcej wyciągnąć indywidualnie.
Bartlewski nie dal rady utrzymywać się przy piłce. Nie udawało mu się to, więc chcieliśmy użyć szybkiego Malinowskiego, wpuściliśmy skrzydłowych, którzy mieli pomoc w szybkich kontrach, ale gdy straciliśmy gole, wszystko się rozkleiło.
Gra się tak jak pozwala przeciwnik i jak pozwala sędzia, Wydaje mi się ze był to poziom ekstraklasy, było kilka składnych akcji, wprawdzie po bledach przeciwnika, ale o to tez chodzi w sytuacjach, taka jest piłka,. Z perspektywy ławki nie wyglądało to tak źle.
Spodziewaliśmy się trochę agresywniejszej gry Śląska. Utrzymywaliśmy się przy piłce i stwarzaliśmy szanse, ściągaliśmy stoperów i wbiegaliśmy w wolne strefy. Próbowaliśmy tez stałych fragmentów gry. To nie miała być gra tysiąca podań i 15 strzałów, tylko szybkich akcji. Śląsk grał nerwowo, zaczął się rozkręcać dopiero po zdobyciu pierwszego gola. To jest psychika, z boku wydaje się proste. Stawka była duża, zwłaszcza dla Śląska, nas już przed meczem skazywano na pożarcie.
Dziś zagrali nowi ludzie z przodu, każdy z nich mógł strzelić gola, choć poza Pawelą nie mieli klarownych sytuacji. Wszystko jest w psychice. Ten kto strzeli pierwszy w 65% wygrywa, a w 80% nie przegrywa. Trzeba się starać, to kwestia przełamania. Można rozgrzeszyć Pawelę, bo zagrał po długiej przerwie. Sporo meczów przed nami, jest dużo do poprawienia, będziemy tez podejmować ewentualne decyzje o korektach.