Pomysł iście szatański
Przełamanie serii porażek po słabiutkiej pierwszej połowie, kontrowersje wokół decyzji sędziowskich, fatalna frekwencja na czwartkowym spotkaniu oraz wpuszczenie Marcina Przybylskiego na końcowe 4 minuty pojedynku z Podbeskidziem to główne tematy artykułów o Śląsku na łamach mediów.
Trener Stanislav Levy w meczu z ostatnią drużyną tabeli zaskoczył już wyjściowym składem. Gazeta Wrocławska zwraca uwagę na nową pozycję na boisku Mariusz Pawelca.
Najbardziej zaskoczyło rozbicie dwójki środkowych stoperów Adam Kokoszka – Mariusz Pawelec. Tego drugiego przesunął na prawą stronę linii defensywnej, czego nie robił jeszcze w tym sezonie. Ba! Nawet gdy „Mario” grał za Lenczyka czy Tarasiewicza na boku obrony, to była to częściej lewa flanka, chociaż – co sam powtarza sam piłkarz – to zawodnik pierwotnie prawonożny.
Przegląd Sportowy przypomina o interwencji Mariana Kelemena z 5 minuty, a także kiepskiej grze do przerwy.
Ale wcześniej gospodarze przeszli drogę przez mękę. Przeszli ją w dużej mierze dzięki sędziemu Stefańskiemu, który najwyraźniej wystraszył się perspektywy wyrzucenia z boiska drugiego bramkarza Śląska w ciągu miesiąca. I to znowu niemal natychmiast po rozpoczęciu spotkania. (...)
Śląsk, nawet grając w jedenastu, wyglądał na drużynę kompletnie sparaliżowaną stawką spotkania. Dwie "patelnie" przy stanie 0:0 zmarnował nawet Marco Paixao, do tej pory mający opinię zimnokrwistego gościa, który obrońcom rywali pewnych błędów po prostu nie wybacza.
Dopiero pierwsza strzelona bramka odmieniła oblicze zespołu.
O niesłychanym ciśnieniu w obozie gospodarzy wiele mówi sytuacja z bramką na 1:0. Asystujący przy tym golu Dudu Paraiba jak tylko zobaczył że piłka jest w siatce, nawet nie podbiegł do strzelca. Runął na kolana tam, gdzie stał i zaczął się modlić z uniesionymi w górę rękami, szczęśliwy że wreszcie coś zaczęło wychodzić.
Gazeta Wyborcza również krytycznie ocenia występ wrocławian w początkowych 45 minutach.
Śląsk przed przerwą grał dokładnie tak jak w ostatnich tygodniach, dość wolno i raczej schematycznie. Nie były to jednak te same schematy ofensywne, które na początku sezonu sprawiały, że drużynę z Wrocławia oglądało się z przyjemnością. Z nich zostały już tylko strzępy. Nie było już jednak ani tej samej dynamiki, ani dokładności.
W przeciwieństwie do drugiej części meczu.
To był wreszcie Śląsk, jaki kibice chcieli oglądać. Szybszy, grający z polotem, skuteczny. Wydawało się, że wrocławianie wreszcie pozbyli się ciężaru, który wcześniej pętał im nogi, że wreszcie piłkarsko odżyli. W 18 minut zdobył cztery bramki, pokazał wreszcie siłę. Najpierw piłkarze błysnęli indywidualnie, potem jako zespół.
***
Fan Śląsk narzeka na sposób wprowadzania młodzieży do drużyny.
Wpuszczenie młodzieżowca (Przybylskiego) na cztery minuty przed końcem meczu, w którym się prowadzi 4-0, a rywal jest kompletnie rozbity, to dramat mentalny. Ten chłopak miał wejść najpóźniej w momencie strzelenia czwartej bramki. A testowanie Więzika to inny dramat. Wszyscy się chyba zastanawiają, jak facet, który potrafił wynaleźć Paixao może widzieć we Więziku jakąkolwiek nadzieję na przyszłość.
Przez te cztery minuty Przybylski kilka razy był przy piłce. Widać, że był aktywny, miał ciąg na bramkę, a jak się wmanewrował w trzech obrońców, to chociaż próbował przysymulować faul.
***
Słaba postawa WKS-u w poprzednich grach była jedną z przyczyn zaledwie pięciotysięcznej publiki. Według Wrocławskiej nie tylko jednak sportowy dołek wrocławian przyniósł taki efekt.
Wygrana daje nadzieję na niedzielny mecz w Gdańsku z Lechią. Gorzej z frekwencją. 5156 sprzedanych biletów to dramat. Inna sprawa, że uznania należą się ludziom układającym terminarz – mecz z Podbeskidziem, w czwartek, dzień przed świętem. Pomysł iście szatański.
PS przypomina przy tym, że poprzednio tak nieliczna widownia oglądała mecz Śląska, kiedy grał z... Łomżą.
Żenująca frekwencja na meczach Śląska we Wrocławiu. Takich pustek jak na meczu z Podbeskidziem nie było od ponad pięciu lat. Żeby znaleźć gorszy wynik kibicowski, niż czwartkowy z Podbeskidziem, trzeba cofnąć się aż do wczesnej wiosny 2008 roku, kiedy zespół, trenowany jeszcze przez Ryszarda Tarasiewicza, rozbił przy Oporowskiej 3:0 ŁKS Łomża. Śląsk z Patrykiem Klofikiem i Przemysławem Łudzińskim oglądało wtedy 4500 widzów.
Gazeta wylicza jednocześnie, że Klub przychody czerpie, gdy na stadion przychodzi dwa razy więcej kibiców. Zaś awans do czołowej ósemki ligi wart jest ogromnych pieniędzy.
Żeby Śląsk, grając na Pilczycach, wyszedł finansowo z organizacją spotkania na zero, musi sprzedać około 10 tys. wejściówek. Powyżej tej liczby już zarabia. Przy średniej cenie wejściówki na mecz oznacza to, że gra idzie nie tylko o awans do ósemki. Także o wpływy z biletów. Różnica w dochodach z kart wstępu w zależności od tego, czy będzie grupa mistrzowska czy spadkowa, może sięgać nawet miliona złotych.
***
Gazeta Wrocławska zauważyła również na meczu z Podbeskidziem członka sztabu szkoleniowego reprezentacji Polski.
Skąd obecność Tkocza? Jednym z kandydatów na środek obrony może być Adam Kokoszka, na którego Nawałka stawiał jeszcze w Wiśle Kraków. Innym z kandydatów do powołania może być Tomasz Hołota, którego selekcjoner zna jeszcze z czasów pracy w GKS-ie Katowice. Trzecim reprezentantem Śląska, który ma szansę zagrać ze Słowacją i Irlandią może być znajdujący się w życiowej formie Mariusz Pawelec.