Stary dobry Marian
Decyzje sędziego meczu Śląska z Koroną, kolejne punkty stracone przez wrocławian w samej końcówce, Marco Paixao i taktyczne zagwozdki trenera Stanislava Levego przed spotkaniem w Białymstoku dominują w mediach po dugim weekendzie.
Przegląd Sportowy krytykuje wrocławian za kolejną bramkę straconą w końcówce, a sędziego za obwinia za wypaczenie wyniku.
Piłkarze Śląska po raz kolejny zamiast grać w 90. minucie w piłkę, patrzyli na boiskowy zegar i zostali skarceni. To jeden z tych meczów, które wymykają się racjonalnej ocenie. Bo z samej gry, liczby stwarzanych sytuacji, to kielczanom należał się jak psu zupa co najmniej remis. Spokojnie można próbować bronić tezy, że nawet i zwycięstwo. Z drugiej strony - to bezbarwnie grający przez kawał meczu gospodarze zostali bardziej skrzywdzeni przez sędziego. Tomasz Hołota zdobył absolutnie prawidłową bramkę na 1:0, a arbiter dopatrzył się spalonego. Karny dla Śląska, zamieniony na gola przez Marco Paixao też jakby bardziej ewidentny niż ten, którego tuż przed przerwą nie umiał wykorzystać Paweł Golański.
Pechowy wykonawca karnego dla Korony ma inne zdanie na temat werdyktów arbitra.
- A ja pracę sędziego Marciniaka oceniam bardzo wysoko. Obie jedenastki prawidłowe. Nie mam co do tego wątpliwości. W końcówce zawodnik Śląska jeszcze zagrał ręką w polu karnym i tam była kontrowersyjna sytuacja. Tylko że było takie zamieszanie, że nie można mieć pretensji do głównego. Pan Marciniak nie mógł tego widzieć. Sugerowałem jednemu z asystentów, że była ręka, ale niczego nie wskórałem - mówił z kolei kapitan Korony Paweł Golański.
Również Słowo Sportowe źle ocenia pracę z Płocka.
To była sytuacja, jakich w każdym meczu jest co najmniej kilka. Obaj zawodnicy lekko przytrzymywali się za koszulki. Sędzia jednak nie powinien podyktować rzutu karnego, bo Golański nie miał szans dojść do piłki, którą w tym momencie już łapał Kelemen – opisywał sytuację z 40. min komentator Polsatu Waldemar Prusik. (...)
Los zemścił się na arbitrze już w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Skaczący do dośrodkowania Marco Paixao został bowiem popchnięty przez Kamila Sylwestrzaka. Chociaż niektórzy z obserwatorów twierdzili, że także ta sytuacja nie kwalifikowała się do podyktowania jedenastki, arbiter biorąc pod uwagę, to co stało się w pierwszej połowie, nie miał wyjścia. Po prostu musiał wskazać na jedenasty metr i pokazać kartkę zawodnikowi Korony.
Marco Paixao powiedział portalowi Sport.pl, że nie zadowala go jego obecny dorobek.
- Cieszę się z dobrej formy, ale wiem też, że stać mnie na jeszcze więcej. Kilku świetnych okazji strzeleckich nie wykorzystałem, za co mam do siebie trochę pretensji. Pracuję nad swoją skutecznością i wiem, że mam jeszcze spory zapas w tym, aby ją poprawić. (...)
Piłkarz musi być ambitny, a nie zadowalać się piętnastoma bramkami w jednym sezonie. Wyznaczyłem sobie kilka celów, m.in. zdobycie korony króla strzelców polskiej ekstraklasy i debiut w reprezentacji Portugalii.
Z kolei Przeglądowi Sportowemu portugalski napastnik powiedział, że nadal wierzy w mistrzostwo kraju.
Zbigniew Małkowski robił co mógł, żeby zdekoncentrować Portugalczyka, jednak ten i tak trafił. - Byłem zbyt skupiony, żeby to zepsuć. Od początku wiedziałem, jak chcę strzelić - mówił Paixao. - Ale jestem zły. Nawet w dziesięciu byliśmy lepsi od Korony, jednak nie nie zdołaliśmy pokonać rywali. Na szczęście mamy ponad dwadzieścia kolejek na odrobienie strat, bo nadal jestem przekonany, że możemy być mistrzami Polski - dodał trzymając jak zawsze fason Portugalczyk.
Sportowy dziennik zauważa przy tym, że wrocławski klub mógłby dużo zarobić na sprzedaży swojego najlepszego snajpera ale nie zamierza tego robić już zimą.
Teoretycznie Śląsk jest jako tako zabezpieczony przed odejściem Portugalczyka. Paixao podpisał umowę do czerwca 2015 roku, w której nie ma klauzuli odstępnego.
- Nie sprzedamy go w zimie. Przecież on musi jeszcze pobić rekord Tadeusza Pawłowskiego - śmieje się dyrektor Śląska Krzysztof Paluszek.
Kłopot może za to mieć WKS na pozycji bramkarza.
- Marian Kelemen odejdzie po sezonie - powiedział kilka tygodni temu wiceszef rady nadzorczej Śląska Włodzimierz Patalas. Jak na ironię, Słowak zaraz wrócił do podstawowego składu.
- W spotkaniach z Zawiszą i Lechią znowu zobaczyliśmy starego, dobrego Kelemena. Tego z początku pobytu we Wrocławiu - przyznał legendarny napastnik WKS Janusz Sybis.
Fakt dodaje, że Słowaka trudno będzie we Wrocławiu zatrzymać
W ostatnich tygodniach Gikiewicz stracił jednak nie tylko formę, ale także zaufanie kolegów w szatni i zamierza rozmawiać o rozwiązaniu obowiązującego do czerwca 2015 roku kontraktu za porozumieniem stron. Golkiper zarabia niewiele ponad 20 tys. zł miesięcznie. Kelemen trzy razy więcej.
Jeżeli Słowak miałby otrzymać nową umowę, to z pewnością na gorszych warunkach, bo Śląska już nie stać na płacenie piłkarzom takich pieniędzy. Jednak i bez tego sprawa jest trudna. Kelemenowi bardzo nie spodobały się słowa Patalasa, który skazał go na "odstrzał" na ponad pół roku przed końcem umowy. Nie wiadomo, czy w ogóle po takiej wypowiedzi będzie chciał rozmawiać o przedłużeniu kontraktu.
Do łask wraca za to Mateusz Cetnarski, który latem chciał opuścić zespół.
- Faktycznie, wtedy chciałem odejść, bo nie przepracowałem z drużyną okresu przygotowawczego i z tego powodu gram dopiero od końca października. Przypałętała się kontuzja i zamiast trenować z drużyną w Austrii, leczyłem się we Wrocławiu. Umknął mi start sezonu, a przede wszystkim występy w europejskich pucharach. Jednak z perspektywy czasu cieszę się, że znów mogę grać w Śląsku. Nadrobiłem zaległości treningowe i dziś jestem w stu procentach gotowy do ligowych występów.
Zdaniem Faktu czeski szkoleniowiec szykuje na następny mecz ligowy nową parę stoperów.
Adam Kokoszka (27 l.) nie zagra z Jagiellonią. Choć do meczu w Białymstoku zostało jeszcze 10 dni, trener Stanislav Levy (55 l.) już szuka nowych rozwiązań w obronie. Do tej pory Kokoszka był dla Śląska niezastąpiony. (...)
Na razie Levy jako nową parę środkowych obrońców widzi Mariusza Pawelca (27 l.) z Rafałem Grodzickim (31 l.).