Mila wraca do zdrowia
Sebastian Mila już trenuje ze Śląskiem, to z kolei ostatni dzwonek dla Mateusza Cetnarskiego. Patrik Lomski zaś wrócił do Finlandii, ale jego temat może wrócić w okienku transferowym. Marco Paixao już wkrótce może otrzymać propozycję odejścia do innego klubu. Piotr Ćwielong wiele zawdzięcza trenerowi Stanislavowi Levemu. Natomiast Jakub Więzik omal nie wdał się w bójkę podczas meczu rezerw w Trzebnicy.
Gazeta Wrocławska informuje, że kapitan wrocławskiego zespołu wznowił zajęcia.
Sebastian Mila wrócił już do treningów z drużyną. Kolejne USG nie wykazało żadnych przeciwwskazań i kapitan WKS-u w sobotę ćwiczył z kolegami. Chociaż jeszcze trochę się oszczędzał.
Przegląd Sportowy przypomina, że jego powrót do pełni sił jeszcze nieco potrwa. W tym czasie jego miejsce na boisku zajmować będzie Cetnarski.
Rehabilitacja po urazie więzadła kolanowego lidera wrocławian przebiegła pomyślnie i znowu trenuje. Jednak występ przeciwko Jagiellonii w Białymstoku jest mało realny.
- Sebastian Mila to zbyt ważny piłkarz, żeby przedwcześnie wysyłać go na boisko - mówi trener Stanislav Levy, który wkrótce będzie miał dylemat: dawać mu szansę występu, kiedy tylko będzie w gotowy fizycznie, czy poczekać i nadal wystawiać do składu Mateusza Cetnarskiego?
- Prawdziwym testem dla Mateusza byłyby mecze z lepszymi zespołami. Widać w jego grze poprawę, ale z całym szacunkiem całość jego dokonań w Śląsku jest nieadekwatna ani do oczekiwań, ani do pieniędzy, jakie za niego zapłacono. Klasowy ofensywny pomocnik, a za takiego uważaliśmy Cetnarskiego, powinien mieć przynajmniej z pięć goli i drugie tyle asyst w każdym sezonie - uważa Tadeusz Pawłowski, jeden z najlepszych piłkarzy, którzy grali w drugiej linii Śląska.
***
Na treningach nie ma już piłkarza z Finlandii, który jednak pozostawił po sobie dobre wrażenie - pisze Wrocławska.
W sobotę Lomski zakończył kilkudniowe testy w Śląsku i wyjechał z Wrocławia. To jednak nie oznacza, że do niego nie wróci. Sztab szkoleniowy, z trenerem Levym na czele, pozytywnie ocenił jego umiejętności. Umowa fińskiego skrzydłowego z Vaasan Palloseura wygasa w grudniu, co oznacza, że w zimowym okienku transferowym wrocławianie mogliby go pozyskać za darmo.
***
Super Express rozmawiał z agentem portugalskiego napastnika WKS-u. Według niego Marco trafił do nas ze względu na piękny stadion, dobrą i ambitną drużynę, a zastał wspaniałych kibiców, więc nie kwapi się z kolejną przeprowadzką.
Śląsk był zdeterminowany, aby ściągnąć Paixao, a i sam Marco bardzo chciał tu trafić, bo szukał drużyny walczącej o mistrzostwo i grającej w pucharach. (...)
Wszystkie oferty były lepsze od tej ze Śląska, ale Paixao nie kieruje się tylko pieniędzmi. Chciał zaistnieć w poważnej piłce, zagrać na pięknym stadionie. Śląsk to wszystko mu umożliwił. (...)
Marco czuje się tu świetnie, jest zachwycony Wrocławiem i kibicami Śląska. Nie chce odchodzić za wszelką cenę. Niemniej wszystko może się zdarzyć. Jeśli klub dostanie ciekawą ofertę, to mamy nadzieję, że ją rozważy.
***
Piotr Ćwielong w wywiadzie dla oficjalnej strony Klubu przypomina okres w nim spędzony, chwali też szkoleniowca WKS-u.
Spędziłem w Śląsku fantastyczne 3,5 roku, w trakcie których osiągnęliśmy bardzo dużo. Mam ogromny sentyment do Śląska, nie tylko ze względu na sukcesy sportowe. Klub tworzą fajni ludzie, miasto jest piękne, a kibice wspaniali. Gdy wróciłem z reprezentacją do Wrocławia, wszystkie te wspomnienia odżyły. (...)
Trener Stanislav Levy to przedstawiciel szkoły niemieckiej, w której duży nacisk kładzie się na bieganie i zajęcia z piłką. Słyszałem, że wielu polskich piłkarzy wyjeżdżając do Niemiec ma na początku kłopoty z przestawieniem się na ten styl pracy i potrzebuje czasu, by się do niego przyzwyczaić. Rok pod okiem trenera Levego zrobił jednak swoje, więc po przyjeździe do Niemiec nie miałem żadnych problemów. Treningi w Śląsku i w Bochum są w zasadzie takie same. (...)
Przy okazji meczów reprezentacji udało mu się spotkać starych znajomych.
Zresztą po przyjeździe z kadrą do Wrocławia w hotelu odwiedziło nas kilku chłopaków ze Śląska - Mariusz Pawelec, Przemek Kaźmierczak, Mateusz Cetnarski i Marian Kelemen. Gdy siedzieliśmy w lobby razem z byłymi zawodnikami WKS-u, którzy tak jak ja zostali powołani do reprezentacji, to żartowaliśmy, że mamy pakę do zdobycia kolejnego tytułu mistrzowskiego (śmiech).
Popularny "Pepe" jest na bieżąco z wynikami swojego byłego zespołu.
Cały czas śledzę, co się dzieje w Śląsku, byłem pod ogromny wrażeniem tego, jak zespół zaprezentował się choćby przeciwko Club Brugge czy w pierwszym spotkaniu z Sevillą. I bardzo żałuję, że taki snajper jak Marco Paixao nie pojawił się we Wrocławiu rok wcześniej. Jestem przekonany, że z nim w składzie obronilibyśmy tytuł mistrza Polski.
***
Gazeta Wyborcza zastanawia się, kiedy wrocławski stadion przestanie przynosić straty.
Nie twierdzę, że to nie jest problem. Nasza umowa ze Śląskiem przewiduje, że na meczu zarabiamy, gdy sprzedane jest 20 tys. biletów. W przeciwnym razie jako stadion tylko ponosimy koszty. Nie chcę przerzucać odpowiedzialności na Śląsk Wrocław, ale rzeczywiście jest tak, że promocja, działania marketingowe, których rezultatem ma być duża frekwencja na meczach, leżą po stronie klubu.
Te kłopoty udało się zażegnać, bo klub będzie teraz w rękach miasta, co daje większy wpływ na decyzje zarządu piłkarskiej spółki. To jest dobry moment, by położyć nacisk na działania marketingowe - mówi Robert Pietryszyn, szef zarządzającej Stadionem Miejskim spółki Wrocław 2012.
***
Fakt opisuje wydarzenia po sobotnim spotkaniu rezerw.
III-ligowy mecz Polonii Trzebnica ze Śląskiem II omal nie obrócił się w bójkę kibiców z piłkarzem. Wszystko za sprawą Jakuba Więzika (23 l.), który wyszydzany przez trzebniczan, zaproponował im pojedynek na pięści. Czy tak powinien zachowywać się piłkarz, który aspiruje do gry w pierwszym zespole Śląska?
Kuba, strzel hat-tricka – krzyczeli kibice na co napastnik odpowiedział dwoma golami, a po każdym z nich pokazywał obraźliwe gesty w stronę trzebniczan. Gdy już schodził z boiska, nie wytrzymał presji i wdał się w wulgarną dyskusję z miejscowymi. Piłkarz Śląska zaproponował kibicom, by „wyszli na solo”, po czym sytuację musiał łagodzić Tadeusz Socha (25 l.).