Biliński: Granie z Milą i Paixão byłoby wielką frajdą
Kamil Biliński, wychowanek Śląska Wrocław, zdobył w tym miesiącu mistrzostwo Litwy oraz został wicekrólem strzelców tamtejszej ekstraklasy. Po pełnej sukcesów półtorarocznej przygodzie z Žalgirisem Wilno (wcześniej zespół wywalczył puchar i superpuchar kraju) kończy kontrakt z litewskim klubem i z kartą na ręku czeka na oferty.
Gratulacje za zdobycie mistrzostwa. Jakie to uczucie?
Dziękuję. Bardzo fajne. To mój pierwszy poważny sukces, jak by nie patrzeć. Jest się z czego cieszyć, bo po ciężkich bojach wyrwaliśmy to, co nam się należało w tym sezonie. Naprawdę smakuje to bardzo dobrze.
Finisz mieliście trochę człapiący. Seria remisów omal nie spowodowała, że rywal Was dogonił.
Tak, mieliśmy bardzo dużą przewagę, wydawało się, że mistrzostwo to kwestia czasu, wystarczyło nam jedno zwycięstwo w 5 meczach. W tych ostatnich meczach wyszło przede wszystkim zmęczenie całym sezonem. Przez Ligę Europejską nie mieliśmy żadnych urlopów, graliśmy praktycznie przez 10 miesięcy non stop. Zagraliśmy razem z meczami sparingowymi od lutego 61 spotkań. To ogromna liczba dla klubu mającego dość wąską kadrę. Z drugiej strony nerwówka się robiła z każdym meczem, z każdym remisem. Przychodziły kolejne nerwy. Człowiek zamiast w spokoju do tego podejść i wygrać jedno spotkanie, do samego końca musiał liczyć na to, że w końcu wszystko będzie w porządku. Na szczęście wszystko się ułożyło tak, że tytuł jest po naszej stronie i bardzo się cieszymy, ponieważ należał się nam ten sukces.
Na Litwie zdobyłeś wszystko, co było do zdobycia. Jakie masz teraz plany?
W ciągu półtora roku wywalczyłem wszystkie możliwe tytuły oprócz indywidualnej statuetki króla strzelców. Tego mi się akurat nie udało w tym sezonie, ale dużo mi nie brakowało. Najważniejsze, że wygraliśmy drużynowo wszystkie trofea. Od 1 grudnia jestem wolnym zawodnikiem. Na razie pojawiają się oferty z różnych krajów, ale czekamy. Nikt się nie napala teraz na to, żeby wziąć pierwszą lepszą ofertę, tylko wszystko musi być przemyślane i dograne na tip top.
W jakim kierunku chciałbyś wyjechać?
Chodzi przede wszystkim o to, żeby to był klub, który da mi możliwość rozwoju i zapewni stabilność finansową. Lata uciekają, mam rodzinę i chciałbym już odkładać jakieś pieniądze. To nie jest główna motywacja, ale chciałbym podpisać ciekawy kontrakt i grać w dobrym klubie.
Co myślisz o powrocie do polskiej ligi?
Jestem otwarty na różne propozycje. Nigdy nic nie wiadomo. Taki jest zawód piłkarza. Możesz być w jednym miejscu i wydaje Ci się, że tam zostaniesz, a parę godzin później znaleźć się gdzie indziej. W tym wypadku oferty z Polski też są dla mnie atrakcyjne. Nasza liga jest nawet atrakcyjna, są tu świetne stadiony, jest możliwość wypromowania się, taką ofertę na pewno bym bardzo mocno rozważył.
Grałeś ostatnio w lidze prowincjonalnej z naszego punktu widzenia, choć udało Wam się wyeliminować Lecha z pucharów. Na ile byś sobie poradził w ekstraklasie?
Myślę, że jak bym dostał szansę, czas, takie zaufanie, jakie miałem w Wilnie, na pewno bym się odpłacił w każdym klubie w Polsce. To zależy od tego, jak trener, działacze, zespół, kibice będą na mnie patrzyli. Uważam, że moje umiejętności, a też doświadczenie, które zebrałem w ostatnim czasie procentuje teraz i wiem, że na pewno poradziłbym sobie w każdym klubie w Polsce.
W Śląsku też?
To też klub z ekstraklasy. Gdybym dostał ofertę, to usiadłbym do rozmowy i zastanowił się, czy to jest kierunek, który mi najbardziej odpowiada. Czy byłoby to na tyle interesujące dla mnie, dałoby możliwość zrobienia kolejnego kroku do przodu. Mam kartę na ręku i w jakimś stopniu mam nadzieję, że będę mógł wybrać sobie klub z mojej perspektywy dobry.
Jak siebie widzisz w rywalizacji z Marco Paixão?
On jest w tej chwili jednym z najlepszych napastników w Polsce i dobrze jest grać z taką osobą, a jeszcze mając za plecami Sebastiana Milę to naprawdę świetna sprawa. Grać w takim zespole, z takimi zawodnikami to tylko i wyłącznie prestiż. Gra z takimi dwoma zawodnikami byłaby wielką frajdą.
Na dodatek w klubie, którego jesteś wychowankiem. Ma to dla Ciebie znaczenie?
Ten klub dał mi możliwość zaistnienia w futbolu. W jakimś tam stopniu sentymenty są, ale w tej chwili trzeba patrzeć na siebie. Śląsk – jeżeli by mnie chciał - jest w tej chwili dla mnie takim samym klubem, jak wszystkie inne, które złożą ofertę.
Masz do kogoś we Wrocławiu żal?
Nie. Dlaczego? Tak się moje losy potoczyły, jak się potoczyły. Ktoś mi nie dał prawdziwej szansy, na którą, wydaje mi się, zasługiwałem. I tyle. Ja się odcinam od tego wielką, ogromną kreską. Dla mnie się nie liczy już przeszłość, tylko wyłącznie przyszłość.

byli zawodnicy Śląska, którzy zdobyli mistrzostwo za granicą
Karol Kapciński – mistrz USA 1972 (Cosmos Nowy Jork)
Władimir Grieczniow – mistrz Izraela 1993 (Bejtar Jerozolima)
Andrzej Rudy – mistrz Belgii 1997 (Lierse), mistrz Holandii 1998 (Ajax)
Roman Szewczyk – mistrz Austrii 1997 (Austria Salzburg)
Robert Cieślewicz – mistrz Wysp Owczych 2000 (Vágur)
Tomasz Kuszczak – mistrz Anglii 2007, 2008, 2009, 2011 (Manchester United)
Marcin Wasilewski – mistrz Belgii 2007, 2010, 2012, 2013 (Anderlecht Bruksela)
Kamil Biliński – mistrz Litwy 2013 (Žalgiris Wilno)
